Teken'duis w Har'oloth Videnn

Zaczęty przez Ainn, 2009 04 14, 17:18:28

Poprzedni wątek - Następny wątek

Ainn

Wydarzenia mialy miejsce 1,5 miesiaca temu, emocje opadly, wiec mozna publikowac :)
Komentarze mile widziane, za bledy przepraszam, nie przepuscilem przez worda ;P
___________________________________________________________

Wrzaski i przerazajace jeki niosly sie przez cale podziemia. Potezne cielska terathan padaly na ziemie, zielonkawa posoka bryzgala w przerozne strony brudzac czarny jak opal pancerz drowiego fechmistrza. Ze skarpy oddalonej o kilka metrow zeskoczyl na drobnego Drowa potezny drider msciciel. Zapewne zmiazdzylby swoim cielskiem doswiadczonego wojownika, gdyby nie dwa kroki w bok wykonane przez wycwiczonego jaszczura podmroku. Msciciel z wielkim impetem uderzyl w ziemie lamiac przy tym dwie konczyny, po chwili ciecie wyprowadzone przez drowa rozlupalo czaszke przy prawym oczodole terathana.
- Szlachtowanie tych istot jest nuzace - pomyslal fechmistrz domu Teken'duis
Zapach krwi i wnetrznosci mieszal sie z wilgocia jaskini oraz zapachem przeroznych grzybow. Naten spial wierzchowca, kilka uderzen serca pozniej zobaczyl w oddali jakies istoty. Po drodze minal nieumarlego rumaka oraz zwloki nieumarlej istoty obok ktorej lezaly zabite dridery oraz dwa pajaki. Z bocznego korytarza na bojowym rumaku spokojnym tempem wyjechal inny drow. Niezamaskowanego zabojce domu Teken'duis Naten rozpoznal bez trudu, z przeciwleglego korytarza chwile pozniej wyjechala mloda drowka na widmowym wierzchowcu, popatrzyli na siebie nieufnie. Kaplanka odziana w azurytowa zbroje oraz ciezka wlocznie zakonczona zadziorami prezentowala się dostojnie. Zabojca dzierzyl lekki kryss oraz skorzona zbroje. Fechmistrz bez trudu odgadl zamiary drowki, ktora delikatnie poruszajac wlocznia oceniala slabe punkty w obronie zabojcy, nie myslal jednak, ze jest ona na tyle glupia, zeby go zaatakowac. Byla co prawda kaplanka, ale nierozwazne kobiety potrafily rowniez ginac w Podmroku. Swiat szybko o nich zapominal. Kobieta nosila insygnia domu Silin'aerl, nie bez trudu fechmistrz zorientowal sie, ze jest nia pierwsza corka opiekunki. Brak swiadkow ... stek jadu i klamstw wyrzucanych przez nierozwazna corke wyraznie podniecal fechmistrza.
- Gdy znajda jej zwloki pomysla, ze padla ofiara nekromanty, czy moze driderow? - fechmistrz analizowal dziesiatki wariantow smierci nierozwaznej drowki - Shynt'afae - pierwsza corka, kto ja zastapi gdy zniknie w jaskiniach podmroku? - malo wazny dom, to juz nie moja sprawa - bil sie z myslami Naten.
Ktos zabil pajaki, zbrodnia przeciwko Lloth, z drugiej strony fechmistrz nie widzial, czy zrobil to Faralion czy tez Shyn'afae. Najwygodniej bylo oskarzyc nieumarlego i ta tez teorie przyjal drow. Shynt'afae ta teoria jednak nie pasowala, z drugiej strony nie miala zadnych dowodow, musiala ustapic... odbiegajac w strone miasta Naten zobaczyl, jak kaplanka zatrzymuje sie przy pajaku i wbija w niego ostrze swej wloczni. Zielona posoka opryskala jej kolczuge oraz wierzchowca.
- Zabijac pajaka na oczach wyznawcy Lloth? - drow nie do konca wiedzial jak ma sie zachowac, robila to przeciez kaplanka domu Silin'aerl!! Drow spial wierzchowca, kolejny cios wloczni zblizal sie do rannego pajeczaka, Shynt widzac drowa powstrzymala zabojcze uderzenie i uciekla w ciemny zaulek jaskini.
- Bracie widziales to? - zabojca przyjal widok kaplanki atakujacej pajaka bez zadnego zaskoczenia.
- Fechmistrzu, wiesz, ze nie czcze Lloth jak ty - Faralion zachowywal wyjatkowy spokoj - Aha - reakcja fechmistrza byla krotka.

Drow spogladal na ciezko rannego pajaka, gdy uslyszal szczek broni. Shynt zaciekle probowala przebic sie przez tarcz i wbic dluga wlocznie w skrytobojce domu Teken'duis. Po raz pierwszy od dawna Naten nie wiedzial jak ma zareagowac, bronic kobiety, czy bronic brata przed kaplanka, ktora atakuje pajeczaki...

... Faralion broczyl krwia, jego sploszony rumak zniknal w jednym z tunelow. Shynt lezala kilkanascie metrow dalej, nie wygladala juz tak pieknie. Azurytowa kolczuga przesiaknieta byla krwia drowki, gdyby nie isygnia nikt z pewnoscia by jej nie ropoznal. Jej glowa zostala zmiazdzona, musiala sie rozpasc na kilka czesci. Adrenalina u fechmistrza powoli mijala. Naten popatrzyl na truchlo kaplanki:
- Pomysla, ze napadly ja terathany, biedna kobieta, jak sie nazywal ten dom? - Fechmistrz przypomnial swoje niedawno wspomnienia - Martwi glosu nie maja - mezczyzna wspomnial wiecznie zywe powiedzenie drowow.

- Znowu sie zamyslilem - drow spogladal na Faraliona i drowke wylaniajacych sie z zakretu...


Jakiś czas później.


Dwie cięzkie torby podróżne uderzyły o kamienny blat stolu. Bankierowi w podeszlym wieku zaswiecily sie oczy na widok szlachetnych kamieni z jednej z toreb. Czarne opale, jadeity, lapisy... mezczyzna zaczal zacierac pomarszczone rece. Druga torba byla wyraznie ciezsza i wieksza, wystawal z niej fragment kuszy, zwinieta szata ze zdobieniami, widac rowniez bylo rytualny sztylet i bizuterie o przeroznym ksztalcie. Fechmistrz spojrzal tylko raz na dwie torby i bankier wiedzial juz co ma z nimi zrobic. Pomocnik chwycil ciezszy z pakunkow i udal sie z bankierem w strone skarbca domu Teken'duis.
- Fechmistrzu, w czyms jeszcze mozemy wam pomoc? - Drowka zarzadzajaca bankiem, zwrocila sie do arystokraty z najsilniejszego domu w Podmroku - Nie - glos drowa byl oschly i chlodny.

- Mezczyzno, ile mam na Ciebie czekac!? - warknela kaplank Elv'iira - Fechmistrz uklonil sie nisko i wskoczyl na wierzchowca. Elv'iira była wredna i zlosliwa, dla Natena jej fochy byly kwestia przwyczajenia, nie raz przeciez oslanial ja wlasnymi ostrzami. Z drugiej strony kaplanka wiedziala, ze jest delikatna linia, ktorej nie powinna przekraczac. Nie dlatego, ze fechmistrz byl synem matki opiekunki. Jego ojcem byl... - Elv'iira popatrzyla w niespotykane pomaranczowe zrenice samca.

Elemmire stuknal metalowym trzonkiem kosy o posadzke, zwracajac tym samym uwage trojki drowow z domu Teken'duis oraz znajdujacych sie opodal mieszkancow. Miejski straznik popatrzyl na poteznego fechmistrza domu Silin'aerl, raz po raz stukajacego kosa bojowa o podloze. Mistrz miecza odziany byl w czarna jak krew zbroje oraz bron z tego samego metalu, wszystko nosilo insygnia dom Silin'aerl. Elemmire zmierzyl wzrokiem Natena i krzyknal:
- Wyzywam Cie na pojedynek, stawaj do walki jeden na jednego! - kaplanka z domu Teken'duis ryknela smiechem, podobnie Faralion. Fechmistrz z domu Teken'duis sprobowal sie usmiechnac pokazujac zeby i krecac glowa.
Dwoch przygladajacych sie kupcow zaczelo sie zastanawiac czy przypadkiem Elemmire nie naczytal sie za duzo ksiazek z powierzchni o pojedynkach rycerskich. Straznik miejski cicho stwierdzil, ze Elemmire ostatnio za czesto przebywa na powierzchni. Inny z mieszkancow Podmroku byl przekonany, ze fechmistrz musial sie upic.
- Stan do walki! Jeden na jeden! Wygrasz, oddam Ci zbroje! - drow krzyczal jak szalony.
Jawny atak na innego drowa konczyl sie zamiana w dridera, Elv'iira zaczela sie smiac z osmieszajacego sie wojownika.
- Honorowy i rycerski Drow! - zazartowal zabojca Faralion.
- Kaplanko, co mam z nim zrobic? Moge obciac honorowemu glowe? - Naten probowal zachowac powage, jednak okoliczne drowy rowniez przylaczyly sie do kpin z dumnego wojownika, powagi zachowac sie nie dalo.
Elemmire wyraznie nie mogl wytrzymac napiecia, wypial dwie fiolki z miksturami i zaatakowal. Blyskawicznie wyprowadzil smiertelny cios mierzac w nieprzygotowanego Naten'a. Kosa bojowa minela szyje fechmistrza zaledwie o kilka centymetrow, Naten zachwial sie i prawie spadl z wierzchowca. Drugi cios kosy zostal zablokowany tarcza, trzeciego ciosu nie zdazyl juz zablokowac, probujac nie spasc z wierzchowca. Ostrze kosy przejechalo po czarnym napiersniku robiac niewielka szczeline. Fechmistrz z domu Teken'duis wyraznie nie byl przygotowany do walki. Mimo tego Elv'iira zachowywala spokoj patrzac na rozwoj wydarzen. Drowy zaczely wygladac ze swoich domow, pojedynek dwoch fechmistrzow. Cos wspanialego! Elemmire zamachnal sie po raz czwarty, atakowal z furia. Gdyby nie wycwiczony do walki jaszczur Natena, wojownik zapewne stracilby noge. Kosa po raz kolejny swisnela nie trafiajac. Nastepny cios wyprowadzil juz drow o pomaranczowych zrenicach mierzac w szyje wojownika z domu Silin'aerl. Ostrze dosiegnelo celu jednak nie przebilo sie przez gruby pancerz z bloodrocka. Naten spial osta i wycofal sie. Dalo to mu kilka sekund na odrzucenie lekkiego sejmitara i wyciagniecie ostrego jak brzytwa miecza bitewnego. Szermierz zerknal na swoj napiersnik, ze szczeliny saczyla sie pomaranczowo-czarna krew - jesli zaraz go nie pokonam zgine - pomyslal Naten. Elemmire runal do ataku ze swoja ciezka kosa bojowa. Naten tylko czekal na dogodny moment do kontrataku. Elemmire byl bardzo silnym samcem. Naten z wielkimi klopotami zablokowal uderzenie kosy. Tarcza zgiela sie. Fechmistrz z Silin'aerl był doswiadczonym wojownikiem, jednak nie na tyle by rownac sie z fechmistrz domu Teken'duis, ktory mimo nieprzygotowania do pojedynku oraz ran niemal caly czas kontrolowal starcie.
Elemmire poczul cieplo, po chwili bol w plecach. Mijajac Natena nie zobaczyl szybkiego jak uderzenie piorunu ciosu. Gdyby nie gruby naplecznik miecz strzaskalby caly kregoslup. Naten spial osta i runal za uciekajacym. Elemmirowi ochota do walki minela, chcial przezyc. Ostry miecz bitewny zaglebil sie w ramieniu drowa wyrywajac fragmenty miesa i kosci.
- Litosci..! - krzyknal Silin'aerczyk
Spadajac z osta Elemmire otrzymal jeszcze jeden cios, tym razem w brzuch. Miecz przebil sie przez napiersnik. Czerwona krew zalala kamienna posadzke.
- Chce zyc... - blagal niegdys honorowy fechmistrz. Litosc jest jednym z wielu slow, ktorych w slowniku Natena nie ma. Fechmistrz zeskoczyl z wierzchowca, podbiegl do ciezko rannego drowa. Czlowiek moglby pomsylec, ze to okrucienstwo. Drowy takie sa! Podbiegajac do Elemmire podniosl do gory miecz. Pchniecie skierowane bylo w serce, napiersnik tylko przez chwile stawial opor. Jek umierajacego! - dobijanie pokonanych bylo czyms automatycznym dla doswiadczonego szermierza.

Zyzio

Emocje opadly, ale pamiec ewidentnie szwankuje  :cool: ... Sama historia niezle, brak mi tylko drobnym druczkiem "wszelkie wydarzenia sa fikcyjne a ich podobienstwo do rzeczywistych zdarzen zupelnie przypadkowe"  :twisted:
***<Kap^^> kto nie gral w uo ten nie zna zycia***
KANDYDACI NA DROWA:
http://dm-uo.pl/forum/index.php/topic,18495.msg306994.html