Zlecenie

Zaczęty przez Zyzio, 2009 06 10, 23:09:19

Poprzedni wątek - Następny wątek

Zyzio

Czarny ostard kolysal sie rytmicznie biegnac przez most. Na niebie lsnily gwiazdy, jednak drowka naciagnela nizej kaptur. Nie chciala zeby ktos wiazal ja z ta sprawa. Zamknela oczy i skupila sie na pierscieniu tak jak nauczyl ja zleceniodawca.
-Wszystko gotowe? Jest jeszcze cos co powinnam wiedziec? - Podswiadomie wypowiadala polglosem slowa, ktore magia niosla na wiele mil do jej rozmowcy.
-Nie. Niewysoki, lekko postrzepiona toga, moze miec widoczne slady po walce. - Glos rozbrzmial w jej glowie cicho i z poglosem, ale wyraznie. Niemal slyszala jego oddech swiszczacy jej w uszach. - Ma charakterystyczna blizne nad okiem. Pamietaj ze nie mozesz zostawic sladow laczacych nas z ta sprawa--
-Uh... Dzieki za rade... -mruknela pod nosem zrywajac polaczenie- Nie ucz mnie jak zabijac, ja ciebie nie ucze jak tworzyc gadajace pierscionki...

   Zeskoczyla z ostarda w centrum Vesper i odprawila go gestem, a ten natychmiast rozplynal sie w cieniach. Przystanela na chwile przed tawerna i obejrzala jej front. Drzwi otworzyly sie i chwiejacy sie na nogach czlowiek z kordelasem przy pasie i kuflem w dloni minal ja belkoczac cos pod nosem. Zza otwartych drzwi dobiegl ja dzwiek lutni, mieszajacy sie z gwarem rozmow.
  Zasiadla przy barze rozgladajac sie z wycwiczonym znudzeniem po twarzach gosci, jednak zaden z nich nie przypominal tego z opisu. Kiedy karczmarz zblizyl sie do niej rzucila mu garsc miedziakow wskazujac polke z winami. Nie czekajac na podanie wstala  i weszla po schodach na pietro. Dlugi balkon szedl wzdluz sciany tak, ze po lewej rece miala numerowane kolejno drzwi pokoi, po prawej balustrade za ktora widziala nizsze pietro. W glowie ulozony miala juz plan dzialania. Wrocila na parter, zabrala swoje wino z blatu i wyszla bez slowa...   Mimo poznej pory okolica wokol karczmy tetnila zyciem, drowka rozejrzala sie i zatrzymala wzrok na mlodej dziewce usmiechajacej sie niesmiale do przechodniow. Skinela na nia, a ta podeszla rozgladajac sie nerwowo. Bez slowa rzucila dziewczynie pod nogi brzeczaca sakwe, ta otworzyla oczy szeroko widzac rozsypujace sie po bruku monety.
-Jesli chcesz wiecej, chodz za mna do banku... - Wskazala skinieniem glowy budynek nieopodal - tam powiem ci co zrobic nalezy zrobic. Nie martw sie, zadanie jest proste i jak najbardziej legalne...
 
  Kilka kropel lsniacej zielonej cieczy kapnela do kieliszka z winem. Shynt'afae zamieszala naczyniem i zerknela przez ramie widzac wchodzaca do banku dziewczyne. Wygladala na poddenerwowana, moze rzadko zagladala do banku lub tez niepokoila ja obecnosc drowki. Jej niepewny wyraz twarzy szybko zniknal na widok lezacej na stole sakwy.
-W karczmie nieopodal jest mezczyzna, zapewne wynajmuje ktorys z gornych pokoi. - drowka mowila powoli plynnym wspolnym jezykiem - interesuje sie nim od jakiegos czasu, ale gdybym tak po prostu stanela przed nim drowka moglby byc... zmieszany. Mysle ze odrobina wina moze go odprezyc, zanim zdecyduje sie go odwiedzic - Spojrzala dziewczynie w oczy, majac nadzieje ze ta nie okaze sie zbyt rozumna niz to konieczne.
-No ale nie wiem czy powinnam, co ja mam mu wlasciwie powiedziec...? - Dziewczyna widocznie walczyla z myslami, jednak zloto wciaz brzeczalo jej w uszach.
Drowka podala jej kieliszek zatrutego wina mowiac jeszcze wolniej, jak tlumaczy sie malemu dziecku:
-Pojdziesz do tawerny za piec ziaren. Piec... *pokazala dlon* - Spytasz karczmarza gdzie ma pokoj mezczyzna ktory niedawno przybyl, niewysoki z blizna nad okiem, z pewnoscia latwy do zapamietania... dasz mu wino, wymyslisz cos, moze ze to prezent od gospodarza. Wierze w twoja inwencje. Kiedy to zrobisz otrzymasz reszte zlota. Rozumiemy sie? - Kobieta kiwnela energicznie glowa i siegnela po sakwe na stole...

 Drowka siedziala we wnece przy schodach z naciagnietym nisko kapturem, pewna ze w tym miejscu jest niedostrzegalna dla bywalcow gospody. Usmiechnela sie do siebie widzac wchodzaca dziewczyne, ktora niepewnym krokiem zblizyla sie do wlasciciela przybytku. Z poczatku rozmowa nie szla najwidoczniej po jej mysli, jednak zarliwe "Ale ja go kocham!" najwidoczniej przelamalo ten opor.

 Shynt'afae zasmiala sie w duchu widzac jak karczmarz wzdycha z rezygnacja i podaje dziewczynie numer pokoju. Gdy tylko dziewczyna wbiegla po schodach, drowka bezszelestnie ruszyla jej sladem trzymajac sie cieni, nie odstepujac jej na krok. Slyszac odglos pukania w drzwi jej skupienie osiagnelo szczyt. Shynt'afae zakradla sie blizej, by slyszec rozmowe, a gdy jej dzwieki staly sie stlumione przez sciany pokoju, zajrzala ukradkiem do srodka.

-...Tak panie. Ale to od gospodarza, dbamy o swoich klientow, zalezy nam na tym zeby goscie zawsze chetnie wracali... - Stala przy stole kladac na nim zelazna tace. Zakapturzony mezczyna stal tylem do drzwi obserwujac "sluzke". Nie zauwazyl ledwie uchwytnego cienia, ktory przemknal za jego plecami, ani lekkiego poruszenia zaslon, mimo iz noc byla bezwietrzna.
-Mhmmm... Niech bedzie... Zostaw mnie teraz, mam pilne sprawy, ktorymi musze sie zajac. - Wskazal jej obandazowana dlonia otwarte drzwi. Kobieta mamroczac cos pod nosem opuscila pokoj, a mezczyzna zamknal drzwi. Kiedy opuscil kaptur, blizna nad okiem stala sie wyraznie widoczna w blasku swiecy... Nie klopoczac sie nawet zerknieciem na wino podszedl do okna i wyjrzal za nie ostroznie.
Shynt'afae usmiechnela sie do siebie na mysl o ironii -  stare drowie przyslowie mowilo, ze ci ktorzy za czesto ogladaja sie za siebie bojac sie ostrza, najczesciej spotykaja smierc przed soba. Tak nieostroznych ofiar jak ta, w podmroku znalezc nie sposob... Jego podejrzliwe spojrzenie zmienilo sie w grymas bardziej zaskoczenia niz bolu, gdy sztylet przebijal jego cialo dociskajac go do sciany. Bez wyraznego powodu zabojczyni przekrecila ostrze, i gladko wyciagnela je z plecow.
 Zabliziony czlowiek z niedowierzaniem odsunal dlon od rany, krew splywala z jego piersi i plecow leniwym strumieniem.
-Kto... kto cie naslal... to byl On, ten mag!?-- Mezczyzna krztusil sie krwia a jego spojrzenie stawalo sie nieobecne. Wierzac w dokladnosc swojego ciosu drowka niedbale przeszukala kieszenie czlowieka i wyciagnela klucz do komnaty. Wolnym krokiem krecac nim na palcu podeszla do drzwi i zamknela je.
-Pow... powiem ci wszystko. Powiem ci co chcesz wie... *kaszel* wiedzec... daruj mi tylko zycie pro... pr-- Ledwie oddychal, a mowienie bylo dla niego widocznym wysilkiem.
-Zamknij sie, glupcze. Powiesz mi wszystko tak czy inaczej. - Drowka kleknela przy nim, przyciskajac przedramieniem jego szyje, a gdy wolna dlon polozyla na jego skroni pierscien zamigotal od magicznej energii. Chwila skupienia starczyla by wydobyc wszelkie potrzebne informacj. W momencie kiedy wstawala od ciala, serce mezczyzny juz nie bilo. Niedbalym ruchem wytarla sztylet w zaslone.

-Zalatwilas to jak trzeba?-Glos przekazywany dzieki magii pierscienia zabrzmial ponownie w jej umysle. Drowka skrzywila sie, na mysl ze moglby watpic w to ze wykona tak proste zadanie.
-Mhm... - Mruknela niechetnie zdejmujac toge z ofiary - Przed switem maja sie tu znalezc jego towarzysze. Masz jakies plany co do nich?
-Nie, to zbyt duze wyzwanie na ta chwile, uciekaj stamtad jak najszybciej... - Drowka po raz kolejny mruknela cos w odpowiedzi i przepasala sie w miejscu gdzie widoczna byla plama krwi.

Opuscila pokoj spogladajac z wyrzutem na pelny kielich zmarnowanego wina. Zamknela drzwi komnaty od drugiej strony na klucz i naciagnela kaptur nisko na twarz. Schodzac po schodach zastanawiala sie nad istota wspolpracy, ktora podjela i rozwazala perspektywy. Rzucila na blat przed gospodarzem klucz i bez slowa wyszla z karczmy, wtapiajac sie w polmrok...

*Dzieki Kor
***<Kap^^> kto nie gral w uo ten nie zna zycia***
KANDYDACI NA DROWA:
http://dm-uo.pl/forum/index.php/topic,18495.msg306994.html

Korgail

Zyziek, zyziek ;)