z pamietnika skrytobojcy...

Zaczęty przez zolta, 2006 02 17, 18:05:33

Poprzedni wątek - Następny wątek

zolta

Delikatny wietrzyk przedzieral sie przez korony drzew, szelestem na wpol martwych lisci zagluszajac kroki postaci poruszajacej sie powoli i delikatnie wsrod drzew. Jego kamuflarz byl prawie idealny, wiele razy juz leniwy wzrok straznika omiataly skrawek lasu ktorym sie skradal, jednak nigdy nie zatrzymaly sie na nim dluzej, ani tez nic nie sprawilo by stal sie czujny...

W pewnym momencie skrytobojca uslyszal cicha rozmowe. Wyjrzal zza drzewa i zobaczyl gupke rozbawionych osob, wesolo garorzacych na lawce pod bankiem. Troje z nich bylo mu obcych, jednak na widok czwartej serce podeszlo mu do gardla...
"Toz to sam... ON" pomyslal podniecony i o malo co nei kosztowalo go to zycia gdy przez nieuwage stapnal na galazke, ktora zlamala sie z cichym trzaskiem pod jego stopa... Na szczescie straznik byl zbyt spiacy, a zebrani pod bankiem zbyt glosni i zajeci wlasnymi sprawami by zwrocic uwaga na taki drobiazg...

Uspokoil oddech, i zaczal powoli podchodzic coraz blizej do grupki ludzi by sprobowac uslyszec o czym tak rozmawiaja, pamietal jednak by nie podejsc za blisko, ktos z nich mogl by go zauwazyc, a byl prawie w samej paszczy lwa. Szybka kalkulacja pozwolila mu ocenic ze JEGO rozmowcy nie wygladali na tchorzy i mogli stanowic powazne zagrozenie.
Musial sie wiec wstrzymac...
Wyczekac do odpowiedniej chwili...
Wycofal sie wiec pod oslone lasu by tam czekac na nadazajacy sie moment. Noc konczyla juz swoj zywot i zdawal sobie sprawe ze niedlugo bedzie musial zaniechac czynu jesli nie nadazy sie odpowiedni moment...
Pamietal nauki starego kaplana z mlodosci, ze zycie nalezy szanowac, tym bardziej swoje...
Pozatym co z niego bedzie za skrytobojca jesli wszyscy beda go znac.
Spojrzal na niebo, rozpoczynal sie swit, straznik drzemal.
ON i jego rozmowcy zaczeli sie zegnac. Na twarzy skrytobojcy pojawil sie delikatny usmiech.
"Jednak ryadil mi dzis sprzyja" pomyslal rozpoczynajac skradanie sie w kierunku ofiary.
Byl juz od NIEGO 3 kroki gdy zatrzymal sie niepewnie obserwujac okolice.
Przebranie powinno dac mu pomoc pozostac nierozpoznanym nawet przez ewentualnych przypadkowych swiadkow.
Z cichym brzekiem wyciagnal bron, jego ofiara jakby cos przeczuwajac zaczela sie nagle rozgladac jednak bylo juz za pozno.
Celnie wymierzony cios pozbawil go natychmiast glowy, zanim mogl zawolac straz, jego oczy wyrazaly bezgraniczne zaskoczenie i niedowierzanie.
Z gluchym tapnieciem JEGO cialo upadlo na ziemie, rozsiewajac w powietrzu slodkawy zapach krwi.
Rozejrzal sie szybko czy ktos go zauwazyl jednak plac przed bankiem o tej porze dnia byl zazwyczaj pusty...
Wyciagnal z kieszeni kartke i przybil ja sztyletem do ciala ofiary.
"Niech wiedza i sie boja..." pomyslal czujac drobna satysfakcje, z dobrze wykonanego zadania.
Okrywajac sie plaszczem wtopil sie w las.
Zastanawial sie zawsze co sie dzieje ze zwlokami ktore pozostawial,a raczej z kosztownosciami ktore ofiary czesto maja ze soba.
Sam nigdy nic nie bral, byl zabojca, nie zlodziejem.
"Byl skrytobojca", poprawil sie szybko





PS. Jaka kolwiek zbieznosc postaci lub sytuacji nie koniecznie jest przypadkowa.

IN STEEL WE TRUST

Remember remember the fifth of November
Gunpowder, treason and plot.
I see no reason why gunpowder, treason
Should ever be forgot...
[/i