Pakt Cieni

Zaczęty przez ~M, 2011 11 29, 22:00:14

Poprzedni wątek - Następny wątek

~M


Mówią, że gdy spojrzysz w otchłań ona spogląda w ciebie... Ja w nią spojrzałem i stałem się jej częścią... Ale to już dawne dzieje...


***


Zapadła noc, w końcu... Wspaniała pora, idealna by móc spokojnie spacerować poza wzrokiem zwykłych istot będąc otulonym bezgranicznym i dającym poczucie bezpieczeństwa mrokiem. Niestety tak wielu tego nie docenia, ale może to i dobrze. Dawno już przestałem przepadać za dniem a moje oczy, od pewnego czasu,  zdecydowanie wolą noc. Chyba powoli zaczynam odczuwać wstręt do słonecznego światła...  Las, gęsty las nocą to wspaniałe miejsce do spokojnego spacerku, bez problemów i bez zaczepek nudnych i wprowadzających mnie w zły humor ludzi, co ja bym zrobił gdyby na świecie istniał jedynie dzień. Tutaj mogę samotnie przemykać między drzewami będąc niezauważonym tak długo jak tylko będę miał ochotę, niczym czarny ptak nie wydający żadnych dźwięków, zlewający się idealnie z kolorem nieba. Nawet Ci amatorscy leśni rabusiowie nie zdają sobie sprawy, że właśnie stoję za ich plecami. Czasami wręcz nie mogę się oprzeć aby narobić w ich towarzystwie nieco hałasu i patrzeć jak chaotycznie biegają szukając żródła, to takie zabawne!  Najchętniej został bym tu dłużej ale czekali na mnie...


***


Spokojnie dotarłem przed oblicze świątyni rozglądając się ciekawsko po okolicy. Nikogo nie zauważyłem a to znaczyło, że każdy zadbał o odpowiednią dyskrecję. Stanąłem obok, otulony cieniem jaki rzucała, wlepiając swe oczy w rozgałęzienia rzeki, którymi była otoczona. Woda idealnie odbijała światło nadając piękny nocny klimat tej małej wysepce a odgłosy nocnych zwierząt zamieszkujących pobliskie wody wyjątkowo mi nie przeszkadzały. Jedynie wszędzie unosił się ten paskudny zapach bagna, nie znoszę go, czuć go nawet wewnątrz świątyni. Uniosłem wzrok i spojrzałem na niebo, było wyjątkowo przejrzyste. Księżyc wisiał na niebie, centralnie nad szpiczastym zakończeniem budowli, sprawiał wrażenie iluzji światła, rozjaśniając swoim blaskiem okolice rzucał cień budynków wszędzie dookoła. Uśmiechnąłem się kątem ust i bez pośpiechu ruszyłem w stronę wejścia świątyni stawiając bezszelestne, delikatne i wywarzone kroki. Zszedłem bez nerwów po schodach i zatrzymałem się po zstąpieniu z ostatniego stopnia. Wszędzie dookoła delikatne światło świec rzucało cień, intrygujący i bardzo tajemniczy. Nie widziałem nikogo poza tym staruchem, który jak zwykle siedział samotnie w towarzystwie regałów wtopiony prawie niewidocznie w cień. Jedynie bystre oko mogło dostrzec jego bladą rzyć w desaprobacie światła jaka panowała w tym miejscu. Chrząknąłem cicho a on odwrócił się i skupił na mojej twarzy podkrążone, wyraźnie zmęczone czytaniem, czarne ślepia. Jego wyszczerzone zębiska zabłysnęły w mroku a to znaczyło, że wyraźnie ucieszyła starucha moja wizyta. Poszedłem w cieniu kolumn zająć miejsce w pierwszym rzędzie kamiennych ławek, równolegle porozstawianych po obu połówkach świątyni. Kamienne ściany idealnie dbały o izolowanie lodowatego powietrza w tym pomieszczeniu a nagie stopy z każdym następnym krokiem stawianym na tej kamiennej posadzce przewodziły do mojego ciała coraz większe pokłady zimna a to wcale nie było przyjemne. Usiadłem przy kolumnie i czekając na ruch leniwego odwłoku starucha śledziłem tańczące na ścianie cienie, twory delikatnie powiewających płomieni pochodni. Mimo, że nie widziałem nikogo poza nim to wyczuwałem obecność innych osób, które przybyły tu wcześniej niż ja i zajęły miejsca tam gdzie nie były widoczne przez żadne ludzkie oko. Wyczuwałem obecność nawet tego, który żył tym miejscem, czułem to, czułem to jak czerpał z cieni tego miejsca energię. Yngvar w końcu pofatygował się stanąć na wprost nas wszystkich i jak zwykle przed rozpoczęciem rozmowy o sprawach najistotniejszych zaczął wygłaszać swoją standardową przemowę, która wszystkich zaczynała powoli nudzić, ale nie miałem mu tego za złe. Słuchałem go uważnie, mimo iż byłem zmęczony ciężkim dniem. Słuchałem aż w końcu wyjaśnił nam dlaczego nas tutaj zwołał. Dowiedziałem się tej nocy, że równowaga o jaką dbamy została zachwiana, co prawda nie pierwszy raz ale tym razem znacznie za daleko wrogie istoty popchnęły kontrolę nad ich planami, znaczniej dalej niż granice bezpieczeństwa, zaniepokoiło mnie to. Pewne kawałki układanki zaczęły pasować do siebie i to co mówił zaczęło pokrywać się z licznymi wydarzeniami jakie mnie ostatnio spotkały. Wiedziałem, że czeka nas ciężka bitwa i będzie wymagała znacznie większego poświęcenia niż wcześniej. Wiedziałem, że to najlepszy moment na to co powinno zostać już dawno zrobione a stało się w tym momencie wręcz nieukniknione. Spojrzałem na Yngvara dając mu do zrozumienia, że chcę zabrać głos, nie wyraził sprzeciwu i zszedł z kamiennego stopnia ustępując mi miejsca. Odkaszlnąłem i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Mimo iż ciężko było mi dostrzec kogokolwiek wiedziałem, że wzrok wszystkich zebranych jest skupiony na mnie. Wiedziałem też, że pewne osoby nie dotarły, zapewne ich duchy zatrzymane zostały przez nieprzewidziane wydarzenia jakie zesłała noc, ale co do ich głosu nie miałem wątpliwości. Przypomniałem wszystkim wartości, powołałem się na imię Raydila, przytoczyłem dawne zapewnienia każdego o zaufaniu, przypomniałem w jakim celu zjednoczyliśmy tak samotne duchy jakimi jesteśmy my wszyscy i zapytałem czy nadal o tym pamiętają. Każdy wyłonił się choć na chwilę i skinął głową, ucieszyło mnie to... Tej nocy został zawarty pakt, pakt cieni...

Ropuch

Because he's the hero Yew deserves, but not the one it needs right now. So we'll hunt him because he can take it. Because he's not our hero. He's a silent guardian, a watchful protector. A Bobby Weitt.
<saxas> teraz na pvp liczy sie mag
<saxas> na dm nie ma lepszych i gorszych graczy pvp
<saxas> sa bardziej i mniej skoxani