Ku zagładzie..

Zaczęty przez zwis, 2013 12 28, 11:53:43

Poprzedni wątek - Następny wątek

zwis

temat tyczy się tego questa..   
Czarnobrodzi potrzebują pomocy! taki ciąg dalszy wkrótce się wyjaśni.. [ nie mam dosłownie pomysłu na rozpisywanie się ]

-Zaklinacz! Zaklinacz! Widziałem nieopodal Twierdzy! Na smoku wpatrywał się w Twierdze! Krzyczał podróżny kupiec u bram Twierdzy..



------------

Nikt dokładnie nie wie czemu Zaklinacz pała rządzą zemsty. Chce się zemścić za bicz, który Krasnoludy nie odzyskały.
Podróżny kupiec widział u jego boku smoka. Więc bicz nie może być przyczyną pojawienia się tego osobnika.
Być może unicestwienie Czarnego smoka z Aurin jest tego przyczyną...
Wiedzcie jedno nie można spać spokojnie!
  Takie informacje przekazał, jeden z miejskich obwoływaczy w Twierdzy


Ku zagładzie...

Orkowie...! Najwięksi wrogowie Krasnoludów! Nimi się posłużę!

Zjednoczcie siły! Palcie co stanie Wam na drodze! Nie lękajcie się nikogo!



Zniszczcie Twierdze! Wymordujcie te nędzne Krasnoludy!




----------


Orkowie wymaszerowali..

*w lesie słychać bębny *

Na drodze do Twierdzy, celem orków okazało się Yew.. Nikt się nie spodziewał że uderzą..


*dzwony bija na alarm*
-Yew płonie !! krzyczeli spanikowani mieszkańcy..

Muzyk

Odwiedziny w Yew potwierdzily przypuszczenia Khanora. Celem Orkow beda krasnoludy i Twierdza.
Brodacz opuscil wiec Yew poludniowa brama i ruszyl traktem w strone obozowiska nieprzyjaciol.
Celem bylo wziecie za leb pierwszego lepszego stwora i wyduszenie informacji.
W polowie drogi uslyszal bebny wojenne nieprzyjaciol. Wyciagnal skrawek papieru i na szybko nakreslik kilka krasnoludzkich run.
Przywiazal wiadomosc do nozki golebia i wyrzucil go w powietrze.
Krasnolud czekal na drodze a  zza zakretu wylanial sie caly oddzial stworow.
W tym momencie uslyszal piekna melodie. Odwrocil sie i ujrzal piekna elfke z fletem przytknietym do ust. Wygrywala piesn bojowa!
Khanor z usmiechem na ustach i mieczem podniesionym wysoko w gore szarzowal na zastep potworow.
Za Krasnoludy! za wolnosc! z krzykiem na ustach rzucil sie w wir walki.



Khanor walczyl dzielnie ubijajac jednego orka po drugim. Zachecany do boju piesniami barda bil  sie iscie pokazowo.
Dobijajac ostatki oddzialu orkow czul juz zwyciestwo.



Walka jeszcze sie nie skonczyla. Droga maszerowal Gigant! szedl w slad za armia.
Zacisnal piesc na rekojesci miecza i rzucil sie do boju.



Walka krotka lecz zawzieta. Khanor parowal razy wymierzone przez giganta.
Ostatnim cieciem odcial glowe olbrzymowi.
Khanor caly we krwii, usmiechniety rozejrzal sie po polu bitwy. Wszedzie lezaly ciala zabitych.
Z tych tutaj raczej nie wyciagniemy informacji.
Wzruszyl ramionami i ruszyl z Elfka do Yew.



"W niektórych sprawach nie będę nigdy obiektywny. Nie mi to oceniać, niech to robią inni." - WWO

zwis

#2
-Agrrrrrh ruszać się pokraki! Fort coraz bliżej! Pan na Nas czekać!

-Posterunek ludziów wybić wszystkich! Głowy zawiesić na palach! Coś tam zamamrotał niewyraźnie dowódca orczego oddziału..


Pojawili się znikąd, było słychać tylko jakieś wrzaski i bębny.
-To orkowie! Są liczniejsi od Nas, nie mamy z nimi szans, barykadować drzwi!



Królu pojawili się lecz, przez zabarykadowane drzwi było tylko słychać roztrzaskiwane tarcze i piękną wojenną melodię.
Nie wiem kto? Wiem jedno, posterunek uratowany. Orcze ciała leżały jedno na drugim, lecz bez głów.
Panie ktoś wyrżnął te nędzne orki w pień, ratując Nas od śmierci.
Gdy się dowiem kto Nam pomógł , nie ominie go nagroda.


Raport z ostatnich dni pracy na posterunku, zapisany. Pora wysłać wiadomość do Stolicy.
Wiadomość zapieczętowana i podpisana Comer Interiel - Dowódca posterunku na granicy z Yew.

Zor

Wybrałem się na codzienny patrol po Twierdzy. Była już późna noc i wszyscy spali pijani po noworocznych chulankach.
Nic się nie działo więc postanowiłem zakończyć patrol, gdy nagle spotkałem Dragera Gor-Drung, brata z klanu, który pędził do Twierdzy mocno wzburzony.


-Dobrze cię widzieć! Orki pod bramą!!! Musi jakiś zwiad! - wykrzyczał
Nie namyślając się dłużej zawróciłem lamę i wraz z Dragerem pomknęliśmy w stronę bramy wjazdowej.
Mój młot nie musiał długo czekać na spotkanie ze śmierdzącym orkiem, ciosy padały raz za razem i tylko co chwila słychać było świst strzał wypuszczanych przez Dragera.


Nagle brama się otworzyła i orki przyparte do muru czmychnęły do środka nie mając innej drogi ucieczki, a w bramie pojawił się Khanor Trod. Akurat już zdążył się obudzić i wytrzeźwieć.
Wystarczyło tylko jedno spojrzenie i już kolejny krasnolud walczył z nieprzyjacielem.
Wobec tak licznej przewagi jeden ork padł, a drugiego udało się pojmać.
Wszyscy zgodnie stwierdzili, że to dziwne aby tak mała grupka podeszła pod same bramy Twierdzy.
-Trzeba go przesłuchoć - powiedział Zordak Gor-Drung - prowodźmy go na arenę. Tom go przesłuchomy.

Słowa Storna sprawdziły się Twierdza była w niebezpieczeństwie.
Drager stał przed wejściem, odcinając jedyną drogę ucieczki. W tym samym czasie pozostałe krasnoludy wypytywały Orka o ich plany, lecz nie chciał nic powiedzieć. Mamrotał coś pod nosem o śmierci Krasnoludów i spaleniu Twierdzy. Nie mogli się powstrzymać i wszyscy trzej wybuchli śmiechem nie obawiając się gróźb Orka.
Wtem Ork wykrzyczał coś w swoim języku. Z za murów dobiegł krzyk straży, w Twierdzy był smok. Nie czekając dłużej Khanor wyciągnął sztylet, błysnęło ostrze i ciało Orka osunęło się na ziemię. Nim się obejrzeliśmy zjawił się smok, a zaraz za nim wpadli Drager i Drago Gor-Drung.
-PUSCIC ORKAAA!!!!! - zaryczał i zionał ogniem.

Walka była zaciekła. Topór, młot i miecz pracowały miarowo co chwilę wyrzucając w powietrze krople krwi. W ustach czuć było smak potu i krwi. Wiele już podobnych bestii położyli razem, nie pierwszyzna była to dla nich więc po chwili smok leżał martwy u ich stóp.
Czym prędzej rzucili się wszyscy czterej w stronę banku, sprawdzić, czy aby skarbiec jest bezpieczny. Na szczęście w całej Twierdzy nie widać było wrogów.
- Trzeba sprawdzić przed murami. - rzucił Drago.
Otworzyłem bramę. Nie spodziewałem się takiego ataku. Ujrzałem tylko koniec ogona lecący w moja stronę. Kolejny smok. Odruchowo zrobiłem unik jednak Drager nie miał już tyle czasu. Potężny ogon trafił go w głowę i powalił na ziemię.
Znów krótka walka. Krasnoludy dopiero się rozgrzewały a bestia już traciła siły... Wschodzące słońce rozjaśniło ciepłe jeszcze ciało smoka. Na szczęście nikt nie odniósł większych ran.
Krasnoludy ruszyły do bram, a następnie wspięły się na mury obronne i zaczęły wypatrywać orków.

Twierdza została ocalona. Tylko na jak długo? To pytanie nie dawało im spokoju.

Drago

Dobrze opisane Zordak. To była taka nasza mała zabawa. Z podziękowaniami dla Zwisa, który ruszył z fabuła :)

zwis

Kawałek zwoju od Ghassillura....

Ostatnia noc, ciemno jak cholera. Nagle ktoś napiera o drzwi mojej chaty.
-Ghass jesteś? Tu Ademar.. Przyszedłem z beczułką spirytusu..
-Jestem już otwierom! Psia mać te oko mnie dobije! Chwila!


Po chwili otworzyłem te cholerne drzwi, Ademar siadł przy stole i zaczęliśmy pić.

-Co Cię wzięło o tej porze by mnie odwiedzić!?
-Zaistniała sytuacja, słyszałem o Twoim wypadku przyjacielu. Lecz sprawy miasta sprawiły że musiałem odłożyć wizytę.
-Co się stało!? Na pewno coś się stało!?
-Orkowie najechali miasto!


Nie czekałem długo. Złapałem za oręż i chciałem wyskoczyć z tej cholernej chaty.

-Spokojnie, już ich nie ma odeszli.
-Jakim cudem odważyli się zaatakować miasto! Ich przecież jest garstka!
-Nie wiem jak się to stało. Tego dnia nie było mnie w mieście. O ataku dowiedziałem się od mieszkańców.
-Wychodzę ida ich szukać, tak tego nie zostowia!
-Uspokój się, razem dowiemy się czym spowodowany był ten atak. Odpoczywaj i kuruj się, ja udam się do miasta porozmawiać z mieszkańcami.
-Niech tak będzie przyjacielu, dopija i kłada się spać!


Niepewność wzięła górę, nad normalnym myśleniem. Po wyjściu Ademara, złapałem za oręż i tarczę. Wierzchowiec jakby czuł co się święci.
Wyruszyłem, obierając kierunek na Twierdze. Tropiąc te ścierwo chciałem odwiedzić Cove,Minoc. Być może tam też się czegoś dowiem.
Gdy tylko jednak opuściłem lasy Yew, trafiłem na żołnierzy Korony.

-Stać, ktoś Ty?
-Nie Twoja sprawa, złaź mi z drogi bo nie ręczę za Siebie!
-Spokojnie Krasnoludzie, mamy rozkaz sprawdzania każdego. Zostaliśmy zaatakowani przez Orków.
-Niech to szlag, widza żyjecie! Ścierwo ubite!
-Właśnie ubite lecz nie przez Nas, ktoś rozprawił się z nimi. Nasi rycerze, to była garstka świeżo przyjętych rekrutów.
-Ciekawe, wiadomo coś jeszcze czy jakieś Orcze ścierwo tędy szło!?
-Tak zanim przybyliśmy na posterunek, rekruci słyszeli coś niejednokrotnie.
-Orcze ścierwo! Wybaczcie ale czas nagli! Jakby ktoś o mnie pytał nie widzieliście mnie! Dziekuja za informację! Uważajcie na siebie!


Te informację rozbudziły we mnie niebywałą chęć zabicia orka. Muszą być niedaleko. Nagle trop jakby się urwał.
Tu skończyła się wędrówka orków drogą. Zaczęli maszerować przez lasy.

Nagle ku mnie pojawił się fort, nikogo tam nie zastałem. Żadnego nędznego orka do ubicia. Ruszam dalej, trop złapany.
Padlina, coraz więcej padliny. Rozkładające się zwłoki zwierząt i napotkanych istot. Orkowie coraz bliżej.

Szukam dalej, gdzieś tu muszą być. Znajda je! Rozłupie łby! Dowiem się czego szukali w Yew.
Nie przeszedłem stu kroków i zamarłem. Wycięte drzewa, gnijąca trawa i okropny smród. Znalazłem te ścierwo!

Porozglądałem się, lecz orków ani śladu. Nagle spod góry usłyszałem potężne ryknięcie. Pora skrócić kogoś o głowę.
Niestety nie był to ryk orka, był to troll. Olbrzym łupił skale na mniejsze głazy. Jego katami orkowie, dowiem się czego chce.
Nie zdarzyłem złapać na oręż, gdy nagle rozległ się przeraźliwy dźwięk. Troll zabrał głazy i wyruszyli spod góry.
Śledzę ich dowiem się gdzie stacjonują i uderzę. Na Storna to fort!


Nagle kolejny raz ten przeraźliwy dźwięk. Wrota z fortu się otwierają, orkowie znikają. Co do cholery!
Gdzie one są, przecież się nie rozpłynęli. Ruszam za Nimi! Po chwili, ma podróż się jednak prawie skończyła.
Słysze świst, lecą na mnie ogromne ilości zatrutych strzał. Przeraźliwy dźwięk ponownie wydobył się wewnątrz fortu i wrota się otwarły.
Wtedy wiedziałem że w pojedynkę Nic nie zdziałam!

Bracia szykujcie się na wojnę, te ścierwo jest bliżej niż myślicie. Dzieli je ino woda!
Leć ptaszku! Dostarcz te wiadomość do Twierdzy Krasnoludów! Ja zjawie się tam wkrótce!

zwis

#6


Tego dnia wiele istnień nie zapomni, stało się nieuniknione krasnoludy idą na wojnę z orkami.
Lecz nikt się nie spodziewał że orkowie tak szybko przejdą do ataku.
Spokojny dzień w Twierdzy spokój jak nigdy. Nagle potężny huk wstrząsnął bramą.
-Tarany! barykadować drzwi! Nie możemy pozwolić by się tu dostały. Krzyczeli spanikowani strażnicy
W twierdzy natychmiast zebrały się zbrojne siły krasnoludów. Wiadome było że bramą nie wyjdą.
Postanowiły wyjść z twierdzy za pomocą windy. To co zobaczyli zamarło dech w piersiach.
Tysiące orków, które chciały tylko jednego, śmierci krasnoludów.
-Wysłać wiadomość do miast z pomocą może ktoś odpowie.
Krasnoludy nie czekały na pomoc i wyskoczyły by zmierzyć się z wrogiem. Ich celem numer jeden stała się brama.
Ciała orków coraz liczniejsze, ku ich oczom wyrosły dwa potężne tarany.
-Zniszczyć to ścierwo! Nie pozwólmy by rozbiły bramę!
Udało się rozbić tarany w drobny mak. Krasnoludy zaczęły walczyć z orczą armią spychając ją skąd przyszły.
Nagle na polu bitwy pojawiło się długo oczekiwane wsparcie pod dowództwem Lotheda Caerdinn generała wojsk Delucji.
Armia wyzwolenia twierdzy nabrała siły i zaczęła spychać orków. Po chwili było wiadomo że kres ścierwa tuż tuż.
Po chwili zabrzmiał potężny dźwięk rogu bitewnego. Orkowie zaczęli się wycofywać.
-Brać ich nie zostawiać nikogo przy życiu! Wołały gniewne krasnoludy
Zaskoczeni obrońcy nie zauważyli że nad ich głowami zaczęły fruwać kule armatnie.
Orkowie z działami armatnimi, kto by wtedy pomyślał że to uratowało większość z nich.
Kule armatnie zaczęły trafiać celu, padały orki oraz obrońcy twierdzy coraz częściej zaczęli obrywać
Nagle dźwięk wystrzałów ucichł, grupa natychmiast przegrupowała siły i ruszyła do ataku.
Ku ich zdziwieniu nie zastali nikogo, ani orków, ani dział.
-Orkowie pokonani! Udało się! Krzyczeli radośnie
Lecz nagle ku ich oczom pojawił się ten, który za wszystko odpowiada. Zaklinacz smoków z generałem orczych wojsk.
Obrońcy natychmiast otoczyli oprawców, na nic to się jednak zdało. Zaklinacz zaproponował swoje warunki po czym wypowiedział potężne zaklęcie.
Na niebie pojawił się smok, który zaatakował obrońców.
Oprawcy zniknęli we mgle, a ich ostatnim słowem było...Zginiecie!

Jasmine

Drago, Zordak i Rigor członkowie klanu Gor-Drung wrócili do twierdzy, byli bowiem na eskapadzie ratunkowej, jakiś człowiek nie wiedział że demony a zwłaszcza strażnicy bram to nie przelewki, ściągneli zakurzone płaszcze usiedli w karczmie by z butelką spirytusu w towarzystwie krasnoludów odetchnąć po ciężkiej walce i porozmawiać o sprawach twierdzi, a przez najazdy orków tych było sporo na głowach krasnoludów.

Dużo czasu nie minęło a nagle głośny huk postawił wszystkich na nogi, każdy dopadł wierzchowca i ruszyli do bram, myśląc że to kolejny atak orków, gdy wyszli przed bramę nie mogli uwierzyć własnym oczom. Odłupane fragmenty skał ożyły i rzuciły się na nich, topory i młoty poszły w ruch, zajęło to chwil kilka a skały powróciły do swojego naturalnego stanu, kto dostał kiedyś oburęcznym młotem od krasnoluda ten wcale im się nie dziwi.

Kiedy myśleli że bitwa skończona okazało się że najgorsze jeszcze przed nimi, wielka bryła oderwała się od masywu, wyglądała jak golem utworzony z kamienia, okrągła bryła której głowa była zaledwie wypukleniem pomiędzy walcowatymi rękami młócącymi niczym niczym młoty w kowadła tarcz krasnoludów. z początku karny szyk krasnoludów poszedł w rozsypkę pod uderzeniami wielkich ramion golema, na szczęście krasnoludy nie poddają się tak łatwo. Po przegrupowaniu i z nowym planem wszystko poszło jak z płatka, Drago z zadziwiającą gracją skakał między rękami golema nie dając się trafić samemu raz po raz odłupując kawałek skały z ciała golema, reszta krasnoludów też się nie leniła każdy okładał golema kiedy tylko ktoś inny ściągał jego uwagę.

Krasnoludy zachodząc w głowę dlaczego nasze własne góry powstają przeciwko nim, nie czekali długo na rozwiązanie tej zagadki, jeden z nich zauważył kilku orczych zwiadowców, po rozprawieniu się z nimi już nikt nie miał wątpliwości, ten problem musi zostać rozwiązany jak najprędzej, długo nie myśląc dzielni wojacy pruli fale w łodziach ku fortu najeźdźców.

Kiedy w końcu im oczom ukazał się ostrokół fortu wystrzelili z łodzi niczym sprężyna, przedzierając się i rozbijając linie wroga, nie było to trudne zadanie, znaczna część orków widząc szarże krasnoludów schowała się w jak najdalsze zakątki swojego bastionu. Krasnoludy były wściekłe i bezlitosne, parły naprzód w największe skupisko orków jakie w życiu widziałem bez żadnego strachu, i wtedy zaczęło się najgorsze, kiedy to zobaczyli było już za późno, na przeciw nich stał szereg dział. wystrzał był głośny niczym grzmot, fala ognia i wybuchów przelała się przez linie frontu masakrując wszystko, orków, wierzchowce i nieszczęsne krasnoludy które dały się zaciągnąć w tą piekielną pułapkę ognia i śmierci.

Następne co pamiętam to jak ocknąłem się w twierdzy, jako jeden z ocalałych wyciągnięty przez pobratymców z tego piekła, myślę że tylko sam Storn był w stanie dać im siłę która pozwoliła im uratować nie tylko siebie ale też kilku z nas. Niestety wielu nie miało tyle szczęścia co ja.

Drago

Ghassillur Gor-Drung Strażnik Yew patrolował miasto i jego okolice, gdy znalazł na drodze ślady. Znal juz je dobrze, gdyż to on wytropił Orki i ich Fort, po próbie podpalenia Yew. Tym razem tez sie nie mylił. Ruszył za śladami. Nagle do jego nozdrzy doszedł przerażający odór. Wiedział, ze jest juz blisko. Wyjżał zza krzaków i zobaczył gromadę Orków i kilka Trolli, które niosły cos ciężkiego. Wiedział, ze sam nie da rady tylu przeciwnikom i ruszył pospiesznie do Twierdzy Krasnoludów ostrzec swoich braci. Gdy dotarł do miasta zdyszany, a jego wierzch ledwo co juz stal na nogach zobaczył czterech Khazadow stojących przed bankiem. Śmiali sie, gadali i próbowali w potyczkach.
- Bratki! - Krzyknął Ghassillur rozglądając się sie ilu ich jest.
Było ich czterech, Khanor Trod, Drago Gor-Drung, Rigor Gor-Drung, Mortis i Zordak Gor-Drung.

- Co sie stało? - Spytały razem Krasnoludy
- Albo juz mam zwidy, albo znowu widziałem Orki - ciągnął dalej Ghassasillur - Widziałem jak szły w stronę fortu ciągnąc ze sobą cos ciężkiego.
- Trzeba to sprawdzić - powiedział Drago
- Nie ma na co czekać - przytaknął mu Khanor
- Ruszajmy do Yew! - Krzyknął Zordak.
- Stójcie, znam szybszy sposób - wtrącił Rigor, w tym samym czasie czarując magiczna bramę.
Zaczęli wchodzić do środka.
- Ty przyjacielu zostań, my sie tym zajmiemy - rzekł Drago spoglądając na Ghassasillura, który ledwo co stal ze zmęczenia - swoje juz zrobiłeś. Idź odpocznij.
Ghass spoza na Khazada, skinął Glowa i udał sie odpocząć.

Po wyjściu z portalu Krasnoludy zaczęły sie rozglądać. Znali to miejsce. Rigor przeniósł ich w pobliże Fortu Orków.
- Wiedziałem, ze ten run który ostatnio tu zaznaczyłem może sie przydąć - powiedział Rigor szczerząc żeby.
Wszyscy zaczęli sie rozglądać szukając śladów, o których mówił Ghassillur. Wprawdzie nie byli tropicielami, lecz nie trudno było sie pomylić.


Trafili na trop Orków i podążali za nim. Chcieli ich zatrzymać zanim dojdą do swojego fortu. Po chwili wędrówki natknęli sie na konwój. Rozpoczęła sie krwawa rzez, której tym razem Khazadzi nie mogli przegrać. Początkowo panował zamęt, każdy z nich wałczył osobno, co zmuszało ich do chwilowych odwrotów.
- Nie tak! - Krzyknął Drago - Powoli, ale wszyscy razem! Nie biegajmy jak ociemniali, walczmy ramie w ramie!
Nie trzeba było dłużej mówić, Krasnoludy ponownie ruszyli na konwój. Tym razem wspólnie przedzierając sie przez liczna obronę Orków.

Gdy dotarli do konwoju ujrzeli ich Kapitana, który dyrygował cala operacja. Po krótkiej wymianie "uprzejmości" ruszył wściekle na grupkę Krasnali. Bój był zaciekły i w międzyczasie przechodząca Elfka - Lorana wspomogła Khazadów.
Kapitan Orków co chwile trąbił w róg wzywając posiłki, lecz było to daremne. Wspólnie wałczące Krasnoludy wraz z pomocą Elfki pokonały stwora ucinając mu głowę. Przy ciele Dowódcy znaleźli zapieczętowany list, lecz nie było czasu by mu sie przyjrzeć. Lorana odeszła, a przy konwoju zostały juz tylko Trolle. Dwóch padło pod ciosami Khanora oraz Zordaka. Trzeci jęknął przerażony
- []Nie chce umierać.
Krasnoludy zmierzyły go wzrokiem i spojrzały po sobie.
- Najpierw odpowiesz nam na kilka pytań - rzekł Rigor
- Czemu pomagasz Orkom - zapytał Khanor
- Orki wziąść mnie i mych braci do niewoli. Zmuszać nas do pracy dla nich - odparł Troll wciąż nerwowo spoglądając na postacie
- Skąd nieśliście te rzeczy i kto wam je dal? - Spytał Drago. Troll chwile milczał - Odpowiadaj, albo będziesz skrócony o głowę - dodał
   
- Nieść to z jaskini. Widzieć podobnych do was ubranych na czarno - w końcu odpowiedział drżącym glosem
- Czy to nie oczywiste? - Powiedział ironicznie Rigor
Zordak zaklął głośno. Wszystko było jasne Czarnobrodzi zdradzili.
- Dobrze Trollu, nie zginiesz, lecz musisz cos dla nas zrobić.
- Co zechcecie - odparł
- Weźmiesz ta armatę i skrzynie. Zaniesiesz je do Twierdzy, a my uwolnimy Twych braci.
Troll przytaknął i zabrał sie za zbieranie transportu. Rigor postawił magiczna bramę do miasta i kazał stworowi wchodzić. Troll chwile sie wahał, lecz po malej zachęcie wszedł nerwowo w portal, a za nim Khazadzi. Zaczął sie rozglądać w obawie o swe życie.
- Udaj sie za nami - zwrócił sie do niego Drago prowadząc Trolla na mury miasta.
- Tu postaw armatę - pokazał palcem Zordak - A skrzynie postaw pod ściana.

Troll zrobił jak nakazał mu Krasnolud.
- W skrzyniach cos być, zostawić czy oddać wam?
Khazadzi zaintrygowani słowami stworzenia zaczęli zaglądać do skrzyń. Były tam strzały, proch i jakieś urządzenie, lecz nie wiedziały co to jest. Zostawili to narazie wracając do swojego "gościa".
- Uczynić, co kazaliście. Moc odejść? - Spytał Troll
- Tak, zrobimy jak obiecaliśmy - odpowiedział mu Rigor - pokaże Ci jak wyjść.
I zeszli przed bramy Twierdzy. Rigor ponownie wyczarował magiczna bramę mówiąc - Idź do swoich braci i omijaj Orki. Obyśmy sie juz nie spotkali.
Troll wszedł do bramy. Khazadzi udali sie do karczmy w nadziei, ze będzie tam Ghassillur. Nie zastali go, wiec usiedli na lawie. Drago wyjął list, położył go na stole i zaczęli czytać.

Wynikało z niego, ze nieznany im mechanizm to cześć machiny oblężniczej. Chwile siedzieli w milczeniu zastanawiając sie, co to za urządzenie.
Cisze przerwał Rigor - Udajmy sie do Storna, on będzie znal odpowiedz.
Zordak wraz z Rigorem udali sie do Storna. Drago poszedł po tajemnicze urządzenie by wręczyć je starcowi.
Kowal Run juz na nich czekał z zamyśloną miną.
- Co was sprowadza?
- Przynosimy złe wieści - odparł Drago - Czarnobrodzi nas zdradzili. Rigor daj Stornowi list.
Krasnolud podął list, wszyscy czekali w milczeniu, aż starzec zapozna sie z jego treścią.

Po chwili napięcia Storn uderzył młotem w ziemie wstrząsając cala Twierdza i zwrócił sie do Khazadow.
- Przeklęci Czarnobrodzi, widać ze wojny im Malo. Nie trzeba było im ufać! - Krzyknął, a jego twarz wyraźnie poczerwieniała od złości.
- Jak wyczytałeś listu transport zawierał jakieś urządzenie - powiedział Drago wręczając Stornowi pakunek
- Do czego on śluzy, co to za machiny? - Zapytał Rigor
Storn chwile milczał, przypominając sobie dawne dzieje. Przerwał cisze opowiadając Krasnoludom o owych machinach oblężniczych, o ich sile zniszczenia i o niebezpieczeństwie, jakie związane jest z ich użyciem. Khazadzi słuchali slow Storna z lekka obawa, ale i z zaciekawieniem. Gdy starzec skończył mówić Zordak zapytał - Czy dałbyś rade stworzyć taka machinę, byśmy mogli zniszczyć Orki za jej pomocą?
- Mm... Znam tajniki budowy takiej machiny, lecz jej nie zbuduje. Jest to zbyt niebezpieczne. Czarnobrodzi dali ja Orkom, gdyż sami bali sie jej użyć. - Odpowiedział Storn.
- Więc, co mamy uczynić, jak sprostać armatom, które posiadają Orki? - zapytał Rigor
- Może znajdzie sie sposób - odparł Kowal opowiadając o dawnych czasach, gdy to kamienne golemy potrafiły sprostać sile armat - może one wam pomogą.
- Skąd je zdobyć? - Przerwał mu Drago
- Musicie znaleźć majstrów, gdyż oni potrafią tworzyć owe golemy - Odparł Storn
- Zrobimy jak mówisz, popytamy majstrów w mięście. Jak sie czegoś dowiemy wrócimy do Ciebie.
- Idźcie, mam pilne sprawy, którymi musze sie zająć.
Krasnoludy skłoniły sie i odeszły szukając majstrów... Czas pokaże czy zdołają sie obronić przed Armia Orków...

Drago

Drago Gor-Drung jak zwykle szykował się na spacer po Sosarii w poszukiwaniu bestii, z którymi mógłby się zmierzyć. Już miał wsiadać na swojego wierzchowca, gdy przed bankiem spotkał Morriego, który wyszedł ze swojego warsztatu.

- Vem Morri - rzekł do niego Drago - Co się stało, jak praca nad golemami?
- Vemu Drago - odpowiedział mu Morri - Szukam Rigora. Golemy już działają, lecz nie są tak odporne jakbym chciał .
*Drago zaklal pod nosem*
- Może ja będę mógł Ci pomóc skoro nie ma Rigora?

- Niestety - pokiwal głową Morri - Pomoc Rigora jest mi niezbędną. Ale Ty udaj się do Storna. Coś trapi naszego Pana.
- Dobrze zatem, jak spotkam Rigora pośle go do Ciebie, a teraz złoże wizytę Stornowi.

-Rasup przyjacielu - pożegnał się Morri
-Rasup Gamut.

Drago zrobił jak powiedział mu Morri. Poszedł do komnat Storna. Nie zastał go przy kamiennym stole, przy którym zwykł siedzieć. Już miał wyjść i przyjść później, gdy usłyszał kroki na schodach.
-Vem Stronie - przywitał się sklaniajac lekko
- Vemu przyjacielu - odparł Storn.

Drago od razu zauważył po  minie Storna, że coś jest nie tak.
- Przysłał mnie Morri, mówiąc że jesteś czymś zatroskany.
- Usiadzmy, nie będziemy tak stali - powiedział Storn.

Podeszli do kamiennego stołu i usiedli. Drago w napięciu czekał na słowa starca.

- Istotnie, moje siły słabną. Kiedy do was zstąpilem wiedziałem, że nadejdzie dzień kiedy będę musiał was opuścić. Wojna z Orkami mocno mnie osłabia. Mój czas ,między wami dobiega końca.

*Drago wyraźnie poglądów na twarzy*
-Nie obawiając się przyjacielu. Będę dalej patrzył na was i pozostawie swojego kapłana, przez którego będę przemawiał.
- Będzie jak karzesz, skoro taka Twoją wola.
- Nie widziałeś Rigora? Muszę z nim porozmawiać.
- Nie, jeszcze nie widzialem. Ale może siedzi w banku, pójdę sprawdzić.
Drago wstał, skłonił się lekko i udał się do banku zobaczyć czy jest tam może Rigor.

- Rigor! - Drago wpadł do banku krzycząc - Storn wzywa przed swe oblicze.
- Vemu Drago. Dobrze więc ruszamy.
Stanęli we dwóch przed Stornem.

- Znalazłem go, siedział w banku i pił
*Rigor szturchnal lekko Drago*
- Ja wam nie będę przeszkadzał w rozmowie. Rigor Morri również chcial z Tobą porozmawiać. Rasup.
- Rasup - powiedzieli razem Storn i Rigor.
Usiedli i zaczęli długa rozmowę... 

zwis

#10
Cu do licha ! - Wrzasnąłem po tym cu opowiedzioł mi karczmarz.
Twierdza zaatakowały orkowie, a ja w tym czasie okładałem plugastwo na lodowej wyspie.
Tak być ni może, pomyślałem i ani chwili dłużej nie czekając ruszyłem na fort orków.
Po wyjściu z Twierdzy poczułem swąd orczego ścierwa. Nie myliłem się, pod portalem rozprawiłem się z kmiotkami.


Nie dawało mi spokoju jak te plugastwo znalazło się tak blisko, tym bardziej że ich ofiary leżały przy portalu.
Nie zawahałem się, wskakując w portal i wybierając przypadkowo podróż do Trinsic.


Po rozprawieniu się w Trinsic z garstką orków wróciłem do Twierdzy, tam oczekując co się wydarzy.
Powiadomiłem strażników o tym że coś może się po raz kolejny wydarzyć, że mają się przygotować na wszystko.
Sam postanowiłem prze patrolować ostatnie miejsce bitwy moich braci z orkami.
Nagle rozległ się  potężny dźwięk dzwonów, dźwięk niósł się z okolic Vesper.
Nie zastanawiałem się długo, najszybsza droga portalem. Wskoczyłem bez zastanowienia.
Wpadając w same sidła orczych pomiotów, nie wiedziałem wtedy co mnie czeka.
Toporem machałem na oślep nie patrząc co odcinam i gdzie wbija się ostrze. Chciałem uciec z tej pułapki.
Nagle ziemia pode mną zatrzęsła się, a w głowę jednego z orków wbiło się ostrze.
Otarłem twarz z krwi tych plugawych bestii, a ku moim oczom ukazała się baba, która walczyła niczym chłop.
Nie miałem wówczas odwagi zapytać o imię i skąd się tam wzięła. Przed nami stanął ork większy od Nas obojga.
Ścierwo walczyło zawzięcie lecz nasza przewaga nie dała mu zbytnio szans. Po chwili jednym cięciem jego głowa wylądowała dalej niż ciało.

Wtedy wiedziałem że to dopiero początek tego co dotknęło Vesper. Nie myliłem się wchodząc do miasta rozległ się potężny ryk.
Przed Nami nie wiadomo skąd stanęła armia generała Delucji. Starali się Nam wydawać rozkazy, lecz ciągle powtarzali dowódca orków.
Stwierdziliśmy z kobietą nie będziemy się w to mieszać i zajmiemy się resztą orków.
Wybijaliśmy kolejne oddziały plugawych istot, co chwilę znajdując sprzymierzeńców. Tym razem wojownik, który walczył w samym centrum miasta.
Odziany był w płaszcz który noszą obrońcy Twierdzy, wtedy zauważyłem twarz Lentiego, strażnika Skara Brae.
Nie pytałem skąd posiada płaszcz nie było na to czasu, orkowie chcieli tego dnia stracić życie.
Kolejni orkowie pokonani w mieście zostali nieliczni, nagle rozlega się potężny dźwięk orczego rogu.

Orkowie wycofują się ! Miasto wyzwolone! krzyczeli radośnie schowani w swych domach mieszkańcy Vesper.


-Tak to właśnie było przyjaciele ,a teraz podajcie butelkę spirytusu..

Zdarzenie ostatniej nocy opowiedziane ocalałym mieszkańcom Vesper, przez Ghassillura starego pijaka.
Ową historię opowiedział też w Twierdzy Krasnoludów. Dowiedział się również kto walczył w obronie TK.