Gurz Shakutarbik!

Zaczęty przez Raaban, 2014 02 15, 15:49:33

Poprzedni wątek - Następny wątek

Raaban

Siedząc wieczorem w karczmie nad bankiem Delucjańskim, dochodziły do niego coraz to nowsze informacje na temat wyczynów jego popleczników. Sogu nie próżnował i w swoim małym goblińskim stylu kuł krasnoludów w pięty i nie dawał wytchnienia. Ravakahn brzydka jak własna rodzona matka Rizza twardo polowała na zniewieściałych khazadów. Jednakże jego myśli wybiegały mocno naprzód.

-Za mało być! cały czas za mało!

Mruczał tak sam do siebie pod nosem, tyle było jeszcze do zrobienia, a cały czas za mało czasu.Wstał szybkim ruchem i wybiegł z karczmy do banku. Szybko ubrał starą zbroje zgrabioną z Yenotha gdy ten odważył się przyjść na Delucjańskie ziemie. Pieczołowicie dobrał tarczę z emblematem prastarego znaku sług Chaosu. Ujął potężny topór i zakręcił nim by sprawdzić czy na pewno dobrze leży. Na koniec przyodział czarną niczym węgiel togę z kapturem ukrywając swoje oblicze. Wyszedł z banku po czym dosiadł swojego wiernego, piekielnego rumaka zwanego Azhagiem. Myśli jego biegły gdzieś daleko, musiał powstrzymać na chwilę niespodziewane ataki swoich wysłanników na Khazad-Dum. Musieli znaleźć miejsce gdzie będą mogli organizować dokładniej swoje poczynania. Takim też miejscem wydawało się Rizzowi stare zapomniane przez świat Harroth. Stara twierdza w górach, barbarzyńców z Yew. Wydawała się łatwym celem, ale na ocenę tego pozostawił sobie trochę czasu.
Uruk wiedział że czasu jest niewiele, shakutarbik zbierają swoje klany i coraz bardziej są niezadowoleni z zuchwałych ataków zielonoskórych. Musiał wyruszyć w podróż by odnaleźć braci gotowych do walki i wycięcie w pień pokracznych krasnoludów. Oczywiście wiedział że sam może rozbić większość z ich szeregów. Ale było ich więcej, o wiele więcej. A jak głosiło stare powiedzenie Rizza : " Gdy przeciwników kupa to i Herkules dupa". Dlatego też wyruszył na poszukiwanie...



Cytat: Nimrod w 2014 01 19, 17:19:09
Tak jak mówię - ja z 9x str (może i gt ale i tak już ktoś to napisał) padam na jedno combo od maga (no nie ukrywam, bardziej skoksanego)

kwiatek

no proszę, propsy Rafałek

arvour limbby

ropuch 130 latka nie 30 :< obraziles mnie!

arab

#18
Drago, Rigor, Ghassillur i Fascod spotkali się w banku, rozmawiali o tym jak przebiega wojna z orkami, wspólnie doszli do wniosku, że muszą położyć kres przelewającej się Krasnoludzkiej krwi. Pełna mobilizacja! Ruszyli kompletować uzbrojenie, ostrzyć halabardy i co najważniejsze upić jeszcze kilka łyków spirytusu. Po krótkiej naradzie gdzie szukać Orka podjęli decyzje i ruszyli w stronę księżycowej bramy.


Droga do Delucji przebiegła w milczeniu, jakby wszyscy skupiali swoje myśli na zbliżającej się walce. Poważne miny krasnoludów mówiły same za siebie, pełni woli walki i żądzy orczej krwi stali pod bramami miasta chaosu. Jednego z wartowników strzegących wejścia do miasta posłali do banku aby ten przekazał przesiadującemu tam wiecznie orkowi, że Krasnoludy oczekują jego wyjścia. Tak też się stało, Ork w pełnym rynsztunku wyszedł przed miasto, nie mówił zbyt wiele, do Krasnoludów tym razem należał głos.


Chcąc zemścić się na Orku ruszyli do szalonego ataku.



Ku zdziwieniu Krasnoludów poszło im bardzo łatwo, można wręcz powiedzieć, że Ork nie stawiał żadnego oporu. Zdziwieni czekali na to, aż dusza Orka ponownie wstąpi w jego ciało. Po krótkiej chwili Rizz'daer Argh Okh powrócił i kazał chwilę na siebie czekać, obiecał, że podejmie walkę zaraz po powrocie. Brodacze czekali z niecierpliwością, zastanawiali się co knuje Rizz, ten powrócił za chwilę i zaczęła się prawdziwa walka!
Ork był bardzo szybki, stąpał po ziemi z niebywałą lekkością, omijał Krasnoludzkie halabardy niczym duch samemu zadając przy tym niebywałe obrażenia, na pierwszy rzut oka widać, że Rizz jest w swoim żywiole. Krew pryskała we wszystkich kierunkach, gonitwy za przeciwnikiem odbywały się to w jedną to w drugą stronę, w pewnym momencie Rigor przygrywający na swojej lutni zagrzewające do walki pieśni widząc nieudolne gonitwy za Orkiem postanowił pomóc nie tylko samą pieśnią. Czekając na powrót rozpędzonych wojowników ten zaczaił się na zielonoskórego ze swoją lutnią, w idealnym momencie uderzył co sił w orczy łeb, lutnia rozpadła się na kawałki ale atak grajka przyniósł zamierzony efekt, widać było jak prowadzony przez Rizza wierzchowiec gubi rytm biegowy, oszołomiony ork wydawał niezrozumiałe dla wierzchowca komendy, nic to jednak nie dało ponieważ goniący go Krasnoludzcy wojownicy nie wykorzystali okazji i nie strącili go na ziemie.
Chwilę później role się odwróciły, rozwścieczony ork rzucił się z furią na barda, jednym celnym ciosem pozbawił Krasnoluda głowy. Biegnący cały czas za orkiem Krasnoludy zamarły na chwilę, jednak widok ten jeszcze bardziej uświadomił ich w przekonaniu, że Rizz musi ponieść konsekwencje swoich czynów. Walka dalej trwała, ostre wymiany ciosów, dźwięk kruszących się kości, mnóstwo krwi.
Fascod z siarczystym przekleństwem chwycił mocniej tarcze, w tej chwili wszystkie swoje myśli skoncentrował na tym aby zwalić przeciwnika na ziemie i skończyć jego żywot, jednak brak doświadczenia w walce wyszedł na jaw, być może to skutek uboczny zbyt dużej ilości spirytusu wypitego przed walką. Nie trafia, Rizz umiejętnie unika ciosu odchylając się w bok, Fascod upuszcza tarcze na ziemie. W tym momencie siarczyste obelgi Krasnoluda na nic się zdały, Ork precyzyjnym ciosem odsyła Fascoda na spotkanie z bogami.
Pozostaje dwóch brodaczy, walczą dzielnie jednak ork nie rezygnuje i dzięki swojemu doświadczeniu uchodzi cało z tej potyczki. Na odchodne rzuca w stronę Krasnoludów kilka niezrozumiałych słów i niczym strzała rusza w kierunku Delucji.
Kolejna lekcja, kolejna bitwa. Wojna wciąż trwa!


Dzięki :) Kiedyś się nauczę :(  ;D
http://zapodaj.net/a63d4191f3f56.jpg.html

www.sprzatanie-nagrobkow.cba.pl

Jasmine


Gucio

Droghey Gloow przechadzał się po targu Brytyjskim. Tłumy ludzi oglądały przeróżne wyroby rzemieślnicze, jedzenie, warzywa, owoce, czy też potężne magiczne przedmioty zdobyte w licznych wyprawach.

- Śmierć krasnoludom! Okropne orki wraz ze swoimi mniejszymi braćmi goblinami atakują Twierdze! - krzyczał jak oszalały obwoływacz miejski.

Stary mag zaniepokoił się. Nie przepadał za tymi małymi brodaczami, lecz jego serce kazało mu coś z tym zrobić...

No i zrobił...