Butelka Rumu

Zaczęty przez Lenti, 2015 10 18, 03:05:49

Poprzedni wątek - Następny wątek

Lenti

Tam gdzie statki kupieckie, tam i piraci.
Ale pirackie oblężenie to prawdziwa rzadkość. Do tego zimą, kiedy trudno o żywość na drogę.
Coraz śmielej sobie poczynają te psie syny. Już zapomnieli jak Sosaria potraktowała Rudobrodego?
Ciekawe co przyniesie przyszłość...


Gucio

#1
Młodzieniec w wieku może 15 lat... wbiegł na plac główny Najpiękniejszego Miasta w całej Sosarii, Brytanii.

- Najpotężniejszy! - krzyczał rozglądając się na wszystkie strony świata.

Strażnik, który akurat siedział przy fontannie osaczony przez brzydką jak noc niziołczynę Lindii powiedział:
- Najcudowniejszy Droghey przesiaduję w swym apartamencie na Największym Zamku Przenajświętszego Lorda Britisha. Młody... dam Ci 10 monet za...

W tym momencie wojownik zaczął robić durne miny i palcem wskazał na nizołczynę. Chłopak podbiegł palnął ją w głowę z otwartej (był dużo wyższy i silniejszy, ino brzuch miał mniejszy):
- Panienka idź Pani stąd.
- Oh jak to!? Ja!? Jam Szeryf Ocllo! - ręką machnęła i swoimi obrzydliwymi wielkimi paznokciami podrapała strażnika PRZEZ ZBROJĘ PANCERNĄ w bark.
- Lorduś Blaktornuś! - zaklął po brytyjsku strażnik. Wyjął trąbę i zaczął dmuchać z całych sił.
- PUM PRRUUUM PAM RRUUUM! - sygnał oznaczał prędkie wywołanie żołnierzy z garnizonu.

Mija dosłownie 5 sekund! PIĘĆ! A przy fontannie stawiło się 10 wojowników wierzchem.
- Aresztować te monstrum! Ogr w ciele nizołka! Takie szpony! Mózg mi stanął!
Tak i się stało, podbiegli, zakuli, zawieźli, przyczepili do ściany lochu i takie losy Lindi...

- Piątka młody! Masz tu ode mnie 100 monet! Jam ślepy żem takich szponów nie widział! Szok i zdrada! I nieporozumienie całkowite! Mógłbym zginąć!

No ale nie o tym ta historia.

Chłopczyna chwycił sakwę podbiegł na Najpiękniejszy Plac Zamkowy jaki istniał i istnieć będzie.
- Najbogatszy! - krzyczał - Najcudowniejszy! - jeszcze raz krzyczał - Najboski! - krzyknął finalnie.

Spałem... przez sen słyszałem krzyki... Najbogatszy! ZZzzZzZzz... pochrapywałem dalej. Najcudowniejszy... ZzZzzzZ... To takie nieoryginalne... Najboski!

WZYWAJĄ!

Pstryknąłem palcem! Drzwi szafy się otwierają a tam... Selena MakKumhajl we własnej osobie!
- Już! Uszyłam od razu 10 kompletów! Cobyś miał na później Najcudowniejszy! - cieszyła się jak dziecko móc szyć tylko dla tego Najpotężniejszego człowieka jaki kiedykolwiek był i nigdy już takiego nie będzie.

Droghey pstryknął palcem drugi raz, cała zbroja EXP BALRON! Tylko on mógł je nosić... Tylko Najpotężniejszy. Podleciała do niego. Lekko i zwiewnie... Zamknął oczy, po chwili otworzył. Był już gotowy.

Pstryknął palcem po raz trzeci. Selena grzecznie wróciła do szafy i zamknęła za sobą drzwi.

Obrócił głowę w stronę okna wychodzącego na plac zamkowy. Jego apartament znajdował się na samej górze. Wyżej niż apartamenty Najświętszego Lorda Britisha... Cóż zrobi Droghey? Ano rozbiegnie się i skoczy, cóż innego miał zrobić o Najpotężniejszy?

Tak i zrobił...

Wszyscy ludzie na placu otworzyli gęby ze zdziwienia, widząc jak Droghey leci z ostatniego piętra...

JAK uderzył W WIELKĄ MARMUROWĄ PŁYTĘ CHODNIKOWĄ TO ROZKRUSZYŁ JĄ NA MILIARD KAWAŁKÓW, A TE KAWAŁKI POLECIAŁY, AŻ DO MINOK I ZRÓWNAŁY BANK MINOK Z ZIEMIĄ.

* tymczasem w Minok *
- NO nie ZNOWU SKOCZYŁ! - zaklnął każdy LoAńczyk znajdujący się w banku.

- Ktoś wzywał Najboskiego! - ryknął niczym lew Droghey
- Piraci W Skara Bare! - młodzieniec padł na kolana przed Najboskim i zaczął całować go po dłoniach - Pomóż!
- WYSŁANNIK NIEBIOS! - raz jeszcze ryknął Najczarodziej

Ponownie... wszyscy ludzie na placu otworzyli usta ze zdziwienia, widząc... jak Największy smok jaki kiedykolwiek istniał i istnieć będzie, wyskoczył z tego samego okna co Droghey. Tak, takie duże miał okna. Mag wskazał pięścią do góry, zgiął kolana do 90 stopni, pierdnął lekko.

- Ku przygodzie! - wnet smok spadający, chwycił go delikatnie za pięść, uniósł do góry... - Szołtajm - szepnął delikatnie żeby tylko Wysłannik mógł go usłyszeć.

CÓŻ TO BYŁA ZA EWOLUCJA!

Po raz trzeci wszyscy ludzie na placu rozdziawili gęby! Smok obrócił się wokół własnej osi dziesięć razy trzymając Drogheya za pięść, potem poleciał do samych chmur i zniknęli z zasięgu... Wysłannik zwolnił szczęki. Najbościejszy spadał głową w dół... Wtedy znikąd pojawił się smok! Cóż zrobił!? Otworzył paszczę... I wciągnął Drogheya do środka jakby był wielkim makaronem!

- Świetnie nam to wyszło Wysłanniku Niebios - podrapał go po śliniankach. - A teraz... do roboty!

Rozsiadł się wygodnie między migdałkami na tronie z najżywszego drewna jakie tylko mogło urosnąć. Na prawym było od groma przycisków, wybrał jeden - AUTOPILOT. Na lewym była wielka mapa Sosarii i innych krain do których tylko Najcudowniejszy mógł się dostać, inni nawet nie wiedzieli o ich istnieniu. Wprowadził współrzędne miasta elfów...

Lindi

Gucio co ty ćpiesz?  :o
Lindi nie jest szeryfem i nie łazi po Britt (reszta oczywiście się zgadza)
"Dobry elf, to martwy elf" -Marszałek Milan Raupenneck

"-To nie gracz ma latać za GMem... To GM ma sprawić żeby gracze nie chcieli koxac/lać się po mordach a zechcieli pobawić się w klimat." Thiass

Gucio

Ciąg dalszy:


Ta cała podróż okropnie się dłużyła... Skara niby tak blisko... a tak daleko. Droghey choć najpotężniejszy był już starcem. Jego piękne blond włosy? Farbowane... jego bujna mięciutka broda? Farbowana... Codziennie przed snem w tajemnicy przed wszystkimi balsamował całe ciało, a włosy i brodę smarował przeróżnymi odżywkami przeciw siwieniu i wypadaniu. Te najlepsze jak zawsze do zdobycia w Delucji - miasta kosmetologów.

Oparł dłońmi brodę i patrzył przed siebie... w wielką szczelinę, w rzędzie zębów wielkiego Wysłannika Niebios. Biedny smok nie miał jedynek. Pewnego razu po prostu obudził się bez nich... (tak naprawdę to Droghey miał olbrzymie długi u burdelmamy z Papuły. Jak wieki wieków temu Papuła jeszcze istniała i były tam najlepsze kurtyzany w Sosarii, ponoć jedynki smoków wspomagają ciupcianie)

- Panie i Władco – odezwał się Wysłannik Niebios – co taki smutny siedzisz?
- Wiesz co Smoczusiu... to chyba nasza ostatnia misja... Ostatnie ratowanie świata...
- Jak to? Przecież bez Ciebie... Dream Masters upadnie... Proszę Cię! – ryknął patrzący w chmury smok

Stareńki starzec wzruszył jedynie ramionami...
Wysłannik znał sposoby jak rozweselić Najcudowniejszego i umilić mu podróż. W jednej chwili... zapaliły się lasery, z podniebienia spuściła się na sznurku piękna dyskotekowa kula... mieniła się każdym odcieniem royala i azurytu.

Na ekranie obok współrzędnych miasta elfów pojawił się teledysk:
https://www.youtube.com/watch?v=xLj5xaahdF8
Była to opowieść o wielkiej uczcie u Drogheya... zwanego Małym Cyganem w zamierzchłych czasach. Kiedyż to Bogowie zmienili mu przydomek właśnie na Mały Cygan. Dlaczegoż? Ponieważ każdy chciał Najpotężniejszego w swojej armii... Droghey był armią. Był prawą ręką Lorda Blackthorna... Pomagał Wampirom i Wilkołakom... Kumplował się nawet z Loańczykami... Ostatecznie wybrał stronę Przymierza Światłości zwanego Orderem... znowuż dlaczegoż tych przygłupów? Abo byli najsłabsi. Mały Cygan... bo wszędzie go było pełno.

Smok zaczął ryczeć, śpiewać na całą Sosarię! Cóż się tam działo w górze! Nawet Bogowie tańczyli i śpiewali razem z nim! Bank w Minok się rozpadł! Podmrok zawalił! Stara Delucja spłonęła! Wprowadzono KSIĘSTWA! (dawno, ależ to dawno temu pierwszym słowem wypowiedzianych przez skrypterów zaraz po ,,Cześć' było ,,Po księstwach")

A Droghey? Jego ulubiona piosenka? Wspomnienia? Tańce Bogów? Rozpadające się Minok, Delucja, Podmrok? Siedział dalej podpierając brodę dłońmi...  wpatrywał się przed siebie w tą szczelinę... oglądając horyzont możliwe, że po raz ostatni.