Wielki Demon Kopalni oraz Zaklecie Wiecznego Kopania

Zaczęty przez Nim_Dragonus, 2024 04 10, 22:51:23

Poprzedni wątek - Następny wątek

Nim_Dragonus

Z góry dziękuję za wyrozumiałość. To mój pierwszy post w tym wątku. Zajęło mi prawie 20 lat, żeby zrozumieć, że DM to przede wszystkim RPG, a nie bezduszne klikanie. Jesteśmy jedną, wielką, klimatyczną rodziną.

[ZAKLĘCIE WIECZNEGO KOPANIA]

*stuk* *stuk* *stuk*
To był piękny dzień dla większości mieszkańców Sosarii. Miasto Cove tętniło życiem, z domu aukcyjnego słychać było przekrzykiwianie ofert kupców chętnych na dwie skrzynie pięknych kruszców kopalnianych. Winthies wyczołgał się ze swojego stogu siana w stajni, który już od kilku dni służył mu jako posłanie, za cichą zgodą stajennego - człowieka zbyt nieśmiałego, by zwrócić uwagę magowi. Mowa bowiem o magu, który miał czarne oczy, unosił się zwykle pół stopy nad ziemią, z jego trzewi wydobywały się dźwięki dziecięcego chóru śpiewającego w Starożytnym Języku Krasnoludów, z uszu płynęła strużka krwi, a na szyi miał dodatkowy pępek.
Winthies nie był więc zwykłym człowiekiem. Oficjalnie (zgodnie z aktem urodzenia wydanym przez Brytyjski Szpital pod wezwaniem Żółtej Mikstury) był podczłowiekiem, natomiast faktycznie pełnił rolę czegoś bardziej na kształt ślepego narzędzia dla Pradawnego Średnia (ubogiego kuzyna Pradawnego Zła i Pradawnego Dobra).
Osobliwy jegomość nadstawił ucha, a kiedy znalazł prześwit w zapadniętej ramie okiennej, zajrzał również do środka. Ujrzał ludzi czerwonych od gniewu i zbyt długiego krzyku. Skakali sobie do gardeł, grozili śmiercią, szantażowali Maurycego - aukcjonera. Plwociny, szarpanie za tuniki, deptanie konkurentom po stopach, groźby niekaralne, karalne oraz karalne tylko wtedy, kiedy Bogowie mają gorszy humor. To wszystko, aby wyszarpać kilka bryłek krwawego kruszca, zwanego przez wasze babki Royalem, a przez młodzież - Tytanium.
*stuk* *stuk* *stuk*
Winthies jednak czuł w kościach, że tak wysoki popyt na metal nie oznacza nic dobrego. Zazwyczaj zwiastuje ponowne nadejście Wielkiego Demona Kopalni - demona uznawanego powszechnie za największe zło w Sosarii, przy którym Daywados wydaje się być dzieckiem, które dla żartu ukryło Stajennemu zgrzebła i liczy, że ten nie skarci go zbyt srogo za taką psotę. Powszechne przekonanie nie pokrywa się jednak z prawdą - Wielki Demon Kopalni jest w rzeczywistości istotą bardzo potężną, ale najbardziej ceni sobie wypoczynek w swoich głębinach skał i nie znosi pobudek. Tak nakazywałby go rozumieć zdrowy rozsądek oraz większość podręczników z dziedziny demonologii z Moonglowańskiej Akademii Magów. Ta jednak spłonęła zanim Winthies miał szansę do niej wstąpić, a nawet gdyby do niej wstąpił - nie powstrzymałoby to nieczystych sił, które zawładnęły jego biednym ciałem dekady temu i konkurowały ze sobą o to, kto najdłużej będzie w posiadaniu jego umysłu i skory do zabawy nim jak marionetką.
*stuk* *stuk* *stuk*
Winthies reagował więc jak pociągana za sznurki lalka. Wiedział, że musi przywołać obudzonego ciągłym stukaniem Demona i wskazać mu miejsce, w którym parszywiec rani skały i zakłóca jego spokój. Otworzył więc pierwszą, drugą oraz trzecią powiekę swoich czarnych jak smoła oczu, podrapał się po jednym i drugim pępku. Wyszeptał prawdopodobnie parszywe obelgi w języku, którego sam nie rozumiał i pojawił się przed górami w Minoc. W głębi duszy (o ile jeszcze ją miał) nie chciał tego robić. To jednak nie miało znaczenia. Namierzył zagrożenie - kopiące zombi, będące pod władaniem sił nieczystych w nie mniejszym niż on stopniu. Osobą będącą pod władaniem Zaklęcia Wiecznego Kopania była Kiwi. Imię dość niewinne i wdzięczne jak na kogoś, kto śpi na stojąco, podczas tego snu uderza kilofem, chociaż łokcie zginają jej się w złą stronę a palce ociekają krwią koloru tytanium. Osoba pod działaniem tego zaklęcia oddaje swoje całe jestestwo i podporządkowuje się swojemu właścicielowi, który jak pasożyt wysysa z niej resztę sił witalnych w zamian za kilka tysięcy tytanium. Często sami bogowie, gdy to widzą - grzmią. Ich grzmoty jednak są zbyt łagodne.
*stuk* *stuk* *stuk*

[WIELKI DEMON KOPALNI]
Winthies uniósł się dodatkowe kilka stóp nad ziemią. I chociaż będzie to kolejny epizod, z którego nie zapamięta nic gdy obudzi się jutro, to słońce zaszło za czarnymi chmurami, gdy z jego ust zaczęły płynąć bardzo, bardzo niegodziwe słowa czarów. Wiatr zawiał złowieszczo, by chwilę później ucichnąć jak pisk zdeptanej myszy. Krew wyciekająca z jego uszu kapała na ziemię, gdzie zaczęła formować Pieczęć Przywoławczą. Ta konkretna miała formę dwóch skrzyżowanych kilofów. Gdy krew zaczęła wrzeć, a z ziemi wystąpiły martwe, pokryte sadzą płody - rozległ się dźwięk ich pieśni. Błagalny ton pieśni zdawał się mieć na celu powstrzymanie demona, aby w swym słusznym gniewie nie zniszczył całej Sosarii. I w tych oto okolicznościach pojawił się on - demon umiarkowanie podirytowany ciągłym stukaniem w metaforyczny baldachim jego łóżka - głębokiego wnętrza kopalnianej góry. Na wskazanie palcem Winthiesa pochłonął sprawczynię niesnasek bez okultystycznych ceregieli i wskoczył do międzywymiarowej pieczęci zanim ta na dobre wystygła.
*stuk.*

Był to dość zwykły dzień w Sosarii, chociaż dość gorący okres na giełdzie kruszców. Poruszeni takimi zjawiskami ludzie na chwilę wystraszyli się i porzucili swoje żądze posiadania tytanium. Jak zwykle - nie na długo. Ich nienasycone pragnienie odżyło już po kilku dniach, a monstra z innych wymiarów pozyskiwały składniki potrzebne do Zaklęcia Wiecznego Kopania.





Gucio


Nanuki

Kiwi to nie jest moja postać skończony idioto, tylko Terilla.

Nim_Dragonus

Cytat: vvv w 2024 04 12, 17:43:46
Kiwi to nie jest moja postać skończony idioto, tylko Terilla.

Nie napisałem, że to Twoja postać.
Wszystkie screeny zapisuje jako "nanuk1", "nanuk2" itp. W sumie wszystkie pliki tak zapisuję.
Ale jak masz pretensje, to napisz to jakoś klimatycznie.

Nanuki

Maciek, spokojny i opanowany gracz PvP z zamiłowania, uwielbiał spędzać czas w swoim małym studio, otoczony wyznawami jego wielkości. Był znany ze swojej precyzji i pasji do PvP. Jednak pewnego dnia, gdy przyszedł do galerii sztuki, aby obejrzeć najnowszą wystawę, natrafił na coś, co wstrząsnęło jego spokojem.

Wchodząc do galerii, jego wzrok padł na rząd obrazów o bardzo intensywnych barwach, na których widniało jedno słowo: "Nanuk". To imię było podpisane pod każdym z obrazów. Maciek poczuł, jak gorące fale irytacji wypełniają jego wnętrze. Nie mógł uwierzyć, że ktoś mógł tak bezczelnie podpisać dzieła swojego autorstwa imieniem, zamiast podać prawdziwe imię.

"Ktoś tu sobie robi jaja!" pomyślał Maciek, jego krew zaczęła kipieć ze złości. Nie mógł zrozumieć, jak ktoś mógł tak lekceważąco traktować sztukę i jej tradycje. Wściekłość płonęła w nim jak ogień, gdy zaczął bliżej przyglądać się tym obrazom.

Po chwili zorientował się, że styl malowania na tych obrazach był dość niskiej jakości, a kompozycje wydawały się chaotyczne i bez sensu. Maciek poczuł, jak jego irytacja przeradza się w pogardę. "Ktoś, kto tak maluje, musi być skończonym idiotą!" pomyślał głośno, ledwo powstrzymując się od wybuchu gniewu.

Bez wahania podszedł do tablicy ogłoszeń w miejskim banku i zaczął głośno wyrażać swoje niezadowolenie. "Jak można wystawiać coś takiego? To jest obraza dla sztuki!" krzyczał, jego słowa wypełnione były furią i oburzeniem.

Wszyscy w banku patrzyli na niego zaskoczeni, ale Maciek był zbyt zajęty swoją wściekłością, by to zauważyć. W końcu, oddychając ciężko, opuścił pomieszczenie, zobowiązując się, że nigdy więcej nie pozwoli, aby ktoś obrażał sztukę w ten sposób.

Następnego dnia, po ochłonięciu z emocji, Maciek zrozumiał, że jego reakcja mogła być nieco przesadzona. Jednak wciąż nie mógł zrozumieć, jak ktoś mógł tak lekceważąco traktować sztukę. Postanowił, że od tego momentu będzie bardziej czujny i starał się nie denerwować tak bardzo na rzeczy, na które nie miał wpływu.

Nim_Dragonus

#5
Generalnie spoko, dwie rzeczy mi się rzucają w oczy.
1. Główny bohater nazywa się Maciek. To dość głupie imię jak na świat fantasy, zupełnie nieklimatyczne. Spróbowałbym go nazwać Maćko. Maćko był w krzyżakach, więc powinno się nadać.
2. Dużo piszesz o emocjach bohatera. Po ich analizie wnioskuję, że bohater jest w spektrum autyzmu. To fajny temat, warty poruszenia. Dodałbym jednak do tego trochę akcji, jakieś wydarzenia. Same emocje, choć bardzo interesujące, szczególnie pod kątem psychologii fantasy, to nieco mało by mówić o... PRZYGODZIE. A przypomnę, że w takim dziale forum jesteśmy. Póki co nie ma tutaj tej przygody.

Nanuki

Po emocjonalnym incydencie w galerii, Maciek postanowił, że musi coś zrobić, aby uczcić sztukę i zemścić się na tym, kto obrażał jej honor. Postanowił więc zmienić swoje imię na Maćko, czując, że nowa tożsamość da mu siłę i determinację w działaniu.

Z pełnym zapału Maciek udał się do urzędu burmistrza, gdzie z wielkim zacięciem prosił o zmianę swojego imienia. Po krótkiej procedurze i formalnościach, Wielka Inkwizytorka Agnieszka, jego prośbę spełniła. Maćko opuszczał urząd, czując się odświeżony i gotowy do podjęcia nowych wyzwań.

Jednym z tych wyzwań było szkolenie na czarodzieja. Maćko zdecydował, że potrzebuje magicznych mocy, aby móc stawić czoła sprawcy obrazów z imieniem "Nanuk". Podjął więc intensywne szkolenie u doświadczonego mistrza czarodziejstwa, poświęcając się nauce magii ze zdumiewającym zapałem.

Po miesiącach ciężkiej pracy i treningów, Maćko stał się biegłym w zaklęciach i posiadaczem potężnych mocy magicznych. Teraz był gotowy, aby skonfrontować się z tym, kto ośmielił się obrażać sztukę i jego własne poczucie wartości.

Po śledztwie i magicznych poszukiwaniach, Maćko odkrył, że obrazy z imieniem "Nanuk" stworzył rzezimieszek o imieniu Winthies Navae. Zrozumiał, że to on był prawdziwym celem jego zemsty.

W końcu nadszedł dzień konfrontacji. Maćko, ubrany w swoje szaty czarodzieja, stanął naprzeciwko Winthiesa Navae, gotów na pojedynek magiczny. Wielka bitwa rozpoczęła się, a w powietrzu unosiły się iskry magii.

Po zaciętej walce, Maćko wyszedł zwycięsko, pokonując Winthiesa i zdobywając sprawiedliwość dla sztuki oraz swojego honoru. Teraz, jako czarodziej Maćko, kontynuował swoją misję broniąc sztuki i dbając o jej prawdziwe wartości.

Nim_Dragonus

#7
[Odwołanie Zaklęcia Wiecznego Kopania]

Winthies, przerażony doniesieniami obwoływaczy miejskich, krzykaczy oraz karczemnej gawiedzi szybko poskładał fakty. Jego jestestwo, będące pożywką dla demonów znowu zatrzęsło posadami tego oraz kilku równoległych wymiarów. To szaleństwo należało w jakiś sposób powstrzymać.
Niestety Zaklęcie Wiecznego Kopania dawało o sobie znać zbyt mocno i przyciągało Wielkiego Demona Kopalni tak bardzo, jak tytanium przyciąga obywateli Sosarii. Gdy tylko czuł jego zapach, przemierzał całe światy, aby dać o sobie znać i rozprawić się z winnymi.
Było jeszcze jedno rozwiązanie.
Poczciwy na ten moment rybak udał się do świątyni Ahnbyssa, prosić o wstawiennictwo w międzywymiarowym galimatiasie. Po długim transie modlitewnym Winthies ocknął się i oto na ołtarzu Wielkiego Boga ujrzał zwój magiczny. Inskrypcje wykonane sympatycznym atramentem opisywały sposób na odwołanie Zaklęcia Wiecznego Kopania.
Z nową nadzieją, aby powstrzymać to szaleństwo własnoręcznie, bez angażowania istot, które nie powinny nawiedzać spokojnej Sosarii ruszył na poszukiwania. Nie musiał długo szukać - odgłosy stukania o skałę niosły się po całym mieście.

Efekty wykorzystania zwoju odwołującego Zaklęcie Wiecznego Kopania są zbyt drastyczne, aby zapisać je na tym zwoju. Szczury, obecne tego dnia w kopalni przekazują jednak tę opowieść swojemu potomstwu po dziś dzień, ku przestrodze.

Maelui

*wyciąga zakrwawiony krwia elfich dziewic popcorn i wcina obserwujac rozwój wydarzeń, które na zawsze miały odmienić Sosarię*

Nim_Dragonus

Zaklęcie działało doskonale, a Ojciec Stwórca, potężny Ahnbyss uznał w swej mądrości, że Sosaria potrzebuje jego wielkiej łaski.

Nim_Dragonus

Tutaj z góry przepraszam za pewne niespójności w klimacie, ale do tej kampanii podchodziłem na kilka razy, bo nie wszyscy gracze wczuwali się w RPG i byłem wielokrotnie zabijany bez słowa.

Nim_Dragonus


Nim_Dragonus


Aqe

#13
Jeszcze jeden podpis, ostatnie minuty... puk puk...
Odrzucila glowe w tyl "prosze!"
Poslaniec, uklonil sie lekko podajac zwoj nad juz i tak zawalonym papierami biurkiem.
Zabojstwo ? gdzie jest Appis? fuknela pod nosem wyraznie niezadowolona rozwijajac zgloszenie.

10 minut pozniej...

Smiejac sie cicho raz jeszcze przeglada raport straznikow.
Mag, pojawil sie w miescie w poblizu kopalni (przeskoczyl rzeke), spolkowal z ogromna czarna ropucha...
cos poszlo nie tak, duzo krwi, innych plynow ustrojowych... ruszyl do kopalni.
Tuz za schodami wyczarowal paskudne ostrze, zabil nim gornika. I co ? pstro!
zadnego slowa, zadnego wyjasnienia, sciany wyczarowal, postal i tyle go widziano!
Trwalo to rpatem kilka chwil i jegomosc zdaje sie niemowa byl.

Podpis pod raprotem 3 straznikow miejskich

Pokiwala glowa, banalne!

zgodnie z najswietszym zwojem

Cytat
Zabijając gracza non-pvp trzeba podać powód przed lub po PK. Powód musi mieć uzasadnienie fabularne, powinien być rozbudowany (nie mówimy o zbindowanych na stałe emotach ). Gracz zabijany musi się dowiedzieć za co zginał (jest to obowiązek gracza atakującego). W momencie zgłoszenia PK( lub w trakcie obserwacji) o ocenie powodu (czy był wystarczający czy nie) decyduje gm rozpatrujący sprawę. Dotyczy to każdej klasy, również Skrytobójcy.

Wiec niech go piorun jasny trzasnie, za wiecznie zapetlone mysli (ktorych atakowany nie mial szans zobaczyc) i brak jakiegokolwiek uzasadnienia ktore mozna nazwac fabularnym.


Ponoc krucjate prowadzi ? wszak KAZDORAZOWO powinien o tym informowac zgodnie z najswietszym zwojem...



Nim_Dragonus

Raziel, skomląc o pomoc do bóstw, chytry uśmiech skrył rękawem pośmiertnej togi.
Tym razem bogowie stanęli w jego obronie, lecz co przyniesie jutro?