Święte Oczyszczenie

Zaczęty przez Aruv, 2006 05 31, 23:04:36

Poprzedni wątek - Następny wątek

Aruv

Święte Oczyszczenie

Pamiętaj wojowniku, byś w całej swej walce świętą nazywanej, nie zapomniał kto jest zły a kto dobry. Byś nie zatracił się w fanatyźmie, byś zawsze podążał właściwą ścieżką. Zbłądzić jest łatwo, lecz powrót...jest horrorem.
To ostatnie słowa Mariva Haruvowa - Czyściciela Dusz...

***

Dziękuję Elmarowi za wspaniałego, trwającego 3 tygodnie questa. Miło jest wspólnie przełamywać stareotypowe twierdzenia. ^^:]

Alvor_Lucard

Aruvin oddychaj ja prosze zeby elmar opisal questa - to nie jest zgrywanie sie, poprostu zaciekawila mnie fabula i chcialbym przeczytac to z 2giej strony jak wygladalo to od gracza.


edit: nu chodzi o to ze napisalem posta tu i ktos go skasowal, sadzilem ze ty.
Ar: Podejrzliwa bestia z Ciebie. ;)
*Mlask Mlask* Zastanawiasz się jak ciesze ryja kiedy płaczesz mi na PW o PK? - popatrz na Awatar :)

Neshi

Kościany Mag, Kościany Rycerz, Lich, Wampir, ponownie Kosciany Rycerz ... monotonnia która wdarła się w jego Tu i Teraz zaczeła go już męczyć.

Znowu Wampir ...

Pod ciosem jego miecza jeden po drugim Nieumarli oraz dzieci Glaaifhaste'a upuszczaly ten Swiat wracając tam gdzie ich miejsce - w Niebyt.

Teraz dla odmiany Mroczny Lich...

Z tym nie bedzie juz tak łatwo. Zacisnął mocniej pięść na rękojeści wspaniałej broni, po czym ruszył w strone przeciwnika.
- Złożysz swe istnienie na Ołtarzu chwały mego pana! Asmoday przyjmie energię twojego bytu z ochotą - wycedził przez zacisnięte w złowieszczym usmiechu zęby.
Walka nie trwała długo. Szczątki ożywieńca, jak reszta wałęsających sie po lochach Deceit maszkar, które stanęły na jego drodze, walały się teraz wokoło.
Wojownik zdjął hełm i otarł pot z czoła. Odetchnął z ulgą. Ten gatunek Nieumarłych jest dość trudny do pokonania w pojedynkę. Tym większa była jego radość z odniesionego w pojedynku zwycięstwa, a tym samym - a może przede wszystkim, z dani złożonej Wielkiemu Demonowi.

Kolejny Wampir ...
nie ... coś nie tak... to coś, a raczej ktoś wyglądający jak kainita zmierzało w jego kierunku, ale ... w jakiś dziwny sposób. Już z oddali było słychać wrzaski, a krok postaci był wyraźnie rozchwiany. Co rusz obijał się o skaliste ściany tunelu.
- Przepowiednia... Nadchodzi... Koniec... !
Naraz zniknął - tak nieoczekiwanie jak sie pojawił.
Wojownik stał jak zahipnotyzowany ze zdumienia. Nie mógł uwierzyć własnym zmysłom. Niepewnie rozejrzał sie dookoła, po czym zawołał swojego smoka. Dosiadłszy go skierował sie w stronę, skąd jeszcze przed chwilą dochodziły odgłosy tego ... kogoś. Już po kilkunastu krokach zauważył, że za załomem korytarza, na jego drodze stoi ... Demon.
- Sługa Otchłani ? tutaj ? - szepnął do siebie.
Przeciwnik wyraźnie go oczekiwał, gdyż stał spokojnie zwrócony w jego kiernku, a jego ogniste ślepia były skierowane wprost na wojownika.
- Spodziewałem sie tutaj ciebie - ledwo zrozumiały, przerażający charkot wydobył się z paszczy potwora. - Swój zawsze odnajdzie swego!
- Co chcesz przez to rzec ? - Elmar wstrzymywał wyraźnie podnieconego wierzchowca. - W czym miałbym być do ciebie podobny?
Demon roześmiał się, a ryk jaki z siebie wydał zatrząsł ścianami tunelu.
- We wszystkim! Nie dostrzegasz tego? Siejesz śmierc i zniszczenie. Wszędzie gdzie się pojawiasz pozostawiasz za sobą trupy. Twa droga jest naznaczona przez fanatyzm! Jesteś opętany żadzą zabijania! W swoim postępowaniu kierujesz sie niemal wyłacznie chęcią zdobycia bogactwa! - głos potwora stawał się coraz donioślejszy i pewniejszy. - Widzisz ... ja wyznaję te same zasady. Stąd to porównanie. Nie możesz temu zaprzeczyć!
- Mogę i uczynię to! - po ciele wojownika przeszedł dreszcz nienawiści. - Co ty możesz wiedziec o motywach kierujących mym postępowaniem! Nie wszystko widoczne z zewnątrz wygląda tak, jakim jest w rzeczywistości. Uczucia, które nadaja sens memu działaniu są i pozostana ci obce poczwaro z Otchłani!
Krótkie szarpniecie cuglami było tym na co jego poteżny wierzchowiec tylko czekał.
Szczęk oręża i ryk monstrów było słychac w najgłębszych i najciemniejszych zakątkach Lodowej Wyspy.

***

- Przepowiednia się dokonała... nadchodzi koniec... - usłyszał nad sobą. Ledwo miał siły by podnieść głowę.
Postać, która znajdowała się przed nim wpatrzona była w niego, a jednocześnie patrzyła gdzieś w dal. Jej oczy były jakby zamglone, a jaźń zupełnie nieobecna - jak u proroka... Szalonego Proroka...
Zniknął...

***

Sytuacja powtórzyła sie jeszcze dziewięciokrotnie. Szalony Prorok tyle właśnie razy pojawiał się, zwiastując spotkanie Elmara z kolejnym z Demonów. Miejsce nie miało znacznia. Raz były to lochy, innym razem lasy, jeszcze innym górskie przełęcze.

***

Podczas ostatniego pojedynku ten szaleniec nie pojawił się. Ta zawsze obecna przed i po walce postać, stała się niedłącznym elementem tych dziwnych spotkań. Miał do niej tyle pytań...
Tym razem było inaczej.
Stał oparty na mieczu, z którego spływała wciąż jeszcze świeża demonia posoka. Rozglądał się dookoła, spodziewając sie ujrzeć niebawem tego nawiedzonego jegomościa, kiedy zwłoki leżącego nieopodal potwora zaczęły dziwnie jaśnieć. Po chwili błysk nabrał takiej intensywnośći, że nie można było utrzymać na nim wzroku.
Elmar jedną rękę zacisnął na mieczu, który teraz zdał mu sie być tak ciężki, że ledwo mógł go podnieść, a drugą osłonił oczy przed jasnym jak słońce blaskiem bijącym od truchła. Jasność ustapiła tak nagle jak się pojawiła. Teraz, w miejscu zwłok demona stał wysoki, potężnie zbudowany mężczyzna. Spoglądał na wojownika ze spokojem i wydawało się nawet, że lekko sie usmiechał.
- Dziękuję Ci Elmarze, sługo Asmoday'a - tu postać lekko skłoniła się. - Nazywam się Mariv Haruvow. Całe wieki byłem więźniem Przekleństwa, które spoczęło na mnie po tym, jak w walce z siłami Zła tak pogrążyłem się w mym fanatyzmie, że zostałem ukarany przez bogów klątwą, która miała mi zostac odjęta tylko przez podobnego mi człowieka, który będzie podążał moją ścieżką, acz nie zapomni się i wiernie będzie służył sprawie.
Wojownik powoli wsunął miecz do pochwy i począł zdejmować hełm. Był tak zaszokowany tym co właśnie usyszał, że nie był w stanie wykrztusić z siebie ani słowa.
- Twe oddanie i czystość intencji stały się dla mnie wybawieniem - kontynuował Mariv. - Jednak... jestem tutaj również aby cię ostrzec. Podążasz bowiem w kierunku, z którego może nie byc już powrotu. Dlatego - tutaj gość podszedł powoli do Elmara i patrząć mu głęboko w oczy rzekł - proszę cię, niech to co spotkało mnie, nie stanie sie nigdy twoim udziałem. Niech stanowi dla ciebie przestrogę i strzeże przed podejmowaniem pochopnych decyzji. Zważ dobrze me słowa i pamiętaj o tym spotkaniu. Teraz przyklęknij... - Od teraz bądź też znany również pod imieniem "Katharsis - Czyściciela Dusz". Noś ten przydomek z dumą a jednocześnie niech stanowi on dla ciebie tarczę przed siłami, które zapragną zawłaszczyć cię dla siebie.
Postać cofnęła się o krok, po czym zaczęła się rozpływać, Elmar zaś w pozycji klęczącej mógł tylko patrzeć jak odchodzi. Jego ciało i dusza doznały dziwnego dotyku. Wszelkie wąpliwości zniknęły. Poczuł się jakby uzyskał odpowiedź na wszystkie pytania. Dziwna lekkość i jasność umysłu drążyła teraz jego świadomość. Był ... szczęśliwy.
Powstał. Spojrzał na swego opancerzonego bagiennego smoka. Usmiechnał się.
- No, przyjacielu. Czas na nas. Siły Zła czekają!

- - -
Wklejone na prośbę Elmara, który niestety nie ma pełnego dostępu do forum i nie może sam zamieszczać postów :)

Galon

Bardzo podobało mi się, przeczytałem jednym tchem :) brawo za debiut

ps. edyt: oczywiście moja pomyłka

Aruv

Jak to dla "osoby"? Brawa dla Elmara! ;)

Marv

Zgadzam sie, naprawde dobrze napisane. Opowiadanie zjada sie "na raz" :) No i ten debiut Elmara :)
There's nothing to lose, when noone knows Your name...

m4rcin

Swietne napisane :) , bardzo milo sie czytalo 8)

Alvor_Lucard

true - fajnie sie czyta, zgadzam sie z przedmowcami i chetnie spotkam sie z owym czyscicielem dusz juz w UO.
*Mlask Mlask* Zastanawiasz się jak ciesze ryja kiedy płaczesz mi na PW o PK? - popatrz na Awatar :)