Rze(ź)mieślnik.

Zaczęty przez Kęs, 2006 08 01, 16:57:52

Poprzedni wątek - Następny wątek

Kęs


JASNOŚĆ dnia została przykryta czarnym całunem rozpoczynając tym samym panowanie nocy. ABSOLUTNA ciemność ogarnęłaby uliczki Leśnego Miasta gdyby nie człek, który jak co wieczór sukcesywnie rozpalał miejskie latarnie ku uciesze niektórych pań.
   W rogu jednej z mniej oświetlonych ulic, tuż naprzeciw karczmy błyskały się LAWENDOWE ogniki, które co jakiś czas znikały gaszone przez kotary powiek. Skrywająca się w cieniu postać bacznie obserwowała drzwi oberży z której coraz częściej wychodzili chwiejnym krokiem rozweseleni biesiadnicy. Zbliżała się godzina zamknięcia karczmy. Zostali już tylko podróżnicy wynajmujący pokoje na noc, gospodarz karczmy i służka, uwijająca się przy sprzątaniu tego całego bajzlu pozostawionego przez upojonych klientów.
Na zewnątrz karczmy stał wartownik. Opuścił on swój posterunek by dopilnować, aby wieczorna cisza nie została zakłócona jakąś pijacka awanturą. Wszak, w cale nie należało to do jego obowiązków, ale co noc przychodził tuż przed zamknięciem gospody by wywiązać się z umowy jaka zawarł z karczmarzem. Właściciel oberży płacił mu za ,,czuwanie" i ewentualną pomoc przy wypraszaniu ,,trudnych" gości. W praktyce najemnik rzadko kiedy musiał interweniować. Sam fakt, ze stał przed karczma tłumił skutecznie niezadowolenie bywalców. I tym razem nie było inaczej. Skończywszy odprowadzać wzrokiem tłum rozchodzący się w rożnych kierunkach, odwrócił się i odszedł pospiesznym krokiem by do nastania ranka trzymać straż przy bramie wjazdowej.
YHH - westchnęła służka ocierając rękawem pot z czoła. Wizja końca pracy, domowego zacisza, wygodnego łóżeczka mobilizowała jej zmęczone, a zarazem jakże powabne ciało (na które patrzenie było dodatkową  atrakcją ów karczmy) do zdwojonego wysiłku.
Jeszcze tylko zmyć podłogę – nawinęła szmatę na miotłę. Coraz większa cześć posadzki była czysta z każdym mrugnięciem oka, z każdym trzepotem skrzydeł ćmy.
Po czterech latach pracy (z półroczna przerwa na urodzenie córeczki) młoda pracownica wykonywała swe obowiązki mechanicznie. Dzięki temu jej myśli mogły błądzić i teraz właśnie oscylowały wokół uśmiechniętej buzi jej pociechy na ramionach tatusia. Zerknęła na niewielki kawałek brudnej podłogi jaki jej pozostał. Jeszcze tylko to i droga powrotna do domu, a jej myśli będą mogły się urzeczywistnić. Uśmiechnęła się.
Dobranoc. – rzekła służka po skończonej pracy.
Do jutra. – odpowiedział karczmarz.
Po odprawieniu rutynowego rytuału pożegnania dziewczyna niezdarnie narzuciła na siebie płaszcz i wyszła z oberży. Przystanęła na chwile za progiem.
Brr – stęknęła, gdy jej jeszcze nader rozgrzane ciało zderzyło się z chłodem nocy.
Nie zwlekając dłużej z werwą ruszyła raźnym krokiem by jak najszybciej pokonać dystans dzielący ją od domu. Przemaszerowała kilka kroków główną ulica, a następnie skręciła w mniej oświetloną boczną uliczkę. Jeszcze dosłownie trzy zakręty i będzie grzała ciało i umysł w cieple domowego ogniska. Nagle jej krok zaczął zwalniać. Czyżby miało to jakiś związek z metalicznym świstem który przed chwilą (przez chwile) dźwięczał w powietrzu? Cienka stalowa linka zaciskała się jej na szyi. Kobieta usiłowała krzyknąć. Ciche, niezrozumiałe charczenie wypełzło z jej rozdziawionych w szoku ust. Płaszcz powoli zsunął się z pleców i opadł na ziemie, gdy ręce które go podtrzymywały próbowały rozpaczliwie walczyć z przyczyna bezdechu. Bezskutecznie, linka coraz mocniej wrzynała się w szyje niczym skórzane stringi w pupy papuiskich kurtyzan z domu uciech. Pożar zapłoną w płucach niewiasty trawiąc organ piekącym bólem. (NIESAMOWITE zjawisko – pożar wywołany paradoksalnie brakiem tlenu, gdzie w przyrodzie brak tego pierwiastka tłumi ogień). Kropelki krwi spłynęły po jedwabistej skórze szyi, równolegle z kroplami łez spływających po rumianych policzkach.  Ciało młodej mamy dopadły konwulsyjne drgawki miotając nim we wszystkie strony. Jej oczy, jej piękne oczy zaszły białkiem, a źrenice spoglądały teraz w głąb czaszki. Czyżby próbowały w ten sposób dojrzeć swego oprawce? Nieistotne, właśnie umarła. Napastnik niepewny czy to już koniec trzymał jeszcze chwil parę wiotkie ciało uwieszone na lince. Puścił. Zwłoki FINEZYJNIE niczym baletnica wykręciły pół piruetu nim upadły na ziemie. Istny Danse Macabre. Postać rozejrzała się wokół - nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał. Zabójca pochylił się nad ciałem. Jeszcze raz się rozejrzał. W dłoń chwycił kościany sztylet, który począł cicho buczeć. ENERGICZNYM ruchem rozciął bluzeczkę. Piersi kobiety jeszcze delikatnie falowały wzburzone przez upadek. Chwile przyglądał się ów fascynującemu zjawisku.(Ale muszę Was rozczarować - nie to było jego zamiarem. Nie jest on jednym z tych, no, nekrofilii, którzy ponoć istnieją i chadzają po Sosarii.) Postać delikatnie sunęła magicznym ostrzem po ciele zostawiając ranki tak cienkie ze krew prawie od razu krzepła (sztylet ten był idealnym narzędziem do torturowania, można było nim zadać wiele bolesnych ran nie zabijając ofiary). Euforia zagościła na twarzy tajemniczego jegomościa – skończył. Wstał, odszedł kawałeczek i jeszcze raz spojrzał na swe dzieło. Cicho przeczytał zdanie wyryte na ciele: ,,Wyjątkowej jakości morderstwo popełnił ..."
IDEALNIE – w umyśle rozbrzmiewało słowo triumfu. Uśmiechnął się. Wypowiedział trzy krótkie słowa mocy i rozmył się w NICOŚĆ.


Po co zajmujemy sie rzemiosłem?

ezin

Dobre ;>

Z ciekawosci - to jakis event wlasny czy tylko opis fikcyjnego ? :]

Tak czy siak godny zrealizowania - i co do opisu.... naprawde WYJATKOWY ;)

Ragnall

Prosze prosze :) Tak lekkiego tekstu dawno nie czytałem :)

Naprawde przyjemnie się to czytało :)

sleeper

Kes Ty pure-crafterze :PP

Gucio

Bezskutecznie, linka coraz mocniej wrzynała się w szyje niczym skórzane stringi w pupy papuiskich kurtyzan z domu uciech.   :mrgreen:  :mrgreen: Dobre xD

^Lil^^

Ładne:) Mogłoby być dłuższe :)
Wartka akcja i elementy humoru rekompensują drobne niedociągnięcia ortograficzne, interpunkcyjne i literówki.
Naprawdę przyjemnie się czyta.
                       

Caram

brawo  :smile:  b. dobrze sie czyta  "wyjatkowej jakosci morderstwo...." hehe :mrgreen: