Wladcy Pergaminow

Zaczęty przez Mortimer, 2008 12 22, 04:31:41

Poprzedni wątek - Następny wątek

Mortimer

(na podstawie przygody, ktora na dobra sprawe trwa w dalszym ciagu, i ktora zawdzieczamy niezawodnemu Thazirowi. Thaz dzieki :mrgreen: . Zbieznosc imion i nazwisk jest czystym przypadkiem. Niektore elementy dodalem od siebie, mam nadzieje ze moje drogie nizilki na czele z Magnusem mi wybacza)

"Wladcy Pergaminow"

***

Slonce czyste i jasne, spiew ptakow w zieolonkawych koronach drzew, szum wewnetrznego morza Ocllo zapowiadaly cudowny niemal dzien dla Jackeego z Greenow, jednak los mial swoje plany wobec niziolka i byly one zgola inne od cudownych ...
- Jackee, Jackee ! - rozlegl sie krzyk "mlodego", kiedy ow wbiegal podniecony na plac przed karczma. Za niziolkiem podazal inny, o dostojnym wyrazie twarzy i oczach bladzacych gdzies w wymiarze wiedzy niepojetej dla wiekszosci niziolczego ludu - Magnus Thorngage, najwierniejszy z przyjaciol Green'a rowniez przekroczyl klomb przed karczma. Wesolym: "czolem" powital Jackeego i usiadl bez slow pozwalajac na potok ich z ust Willa.
- Znalezlismy ! Mamy go ! Jestesmy najsprytniejsi na swiecie ! - zakrzyknal podniecony - mowie ci szukamy i szukamy, myslimy i myslimy, az tu nagle, bec ! I my wymyslili ...
- Stop ! Wroc "mlody" prosze cie do poczatku i powiedz kogo szukaliscie i kogo znalezliscie ? - Magnus usmiechnal sie tylko wymownie jak zwykle zachowujac spokoj w takich sytuacjach - no jak kogo - kontynuowal nie wybity z rytmu mlodzieniec - krasnala ! Kurdupla my znalezli w ... - Magnus szybkim ruchem dloni zatkal usta Willemu, szepczac jeno:
- Te sciany maja uszy "mlody" ... jak wszystkie sciany Ocllo - dodal z westchnieniem.
- Tak ... oczywiscie, masz racje - spochmurnial Willy, lecz tylko po to by dodac z jeszcze wieksza sila - to chodzmy tam gdzie uszy to maja tylko niziolki i twoja wiewiorka Jackee !
- A to jest przedni pomysl - zachichotal niziolek z zieleni.
Kluczac, gubiac tropy ewentualnych szpiegow zainteresowanych dzialalnoscia Chlopakow Bernera, trzyosobowa grupa dotarla do celu. Fontanna z prostego kamienia ze statuami zasluzonych wiosce, Niepowtarzalny okaz magicznej wisni na dachu jednego z kopcow, potoki krystalicznie czystej wody, zielen trawy rodem z bajek opowiadanych dzieciom, niesamowite przyrzady Pafika Zlotej Raczki, gmach Centrum Kultury Niziolczej - taki wlasnie obraz raju na ziemi ukazal sie trojce niziolkow. Znowu byli w domu ...
- Tak ... tutaj mozemy rozmawiac ile chcemy ! - zakrzyknal szczesliwy mag.
Willemu nie trzeba bylo przypominac ni specjalnie go pospieszac, chlopak mial niespotykany dar  ciaglego mowienia... zupelnie jak Jackee.
- No wracajac - nie zaczekal nawet by sluchajacy spoczeli spokojnie na lawie obok fontanny - znalezli my go w gorach krasnali, wiesz tam gdzie taka rzeczka wplywa, i mowie ci Magnus byl kapitanem lajby cosmy nia plyneli nie. I normalnie jak on rzucal przeklenstwami to ten sternik, a trzeba dodac iz to nie niziolek ino zwyczajny chlop z ludzi, no to on sie tak trzasl i tak manewrowal zesmy wymanewrowali i doplyneli ! Magnus to jest jednak kapitan nie w kij pierdzial !
Magnus i Jackee usmiechneli sie jednoczesnie.
- Taa ... ja pamietam jaki z niego kapitan. Jakzesmy plyneli na te wyspe co ma konia w nazwie, co sie tam no ... jakby do imienia te magiczne broszurki przypisuje ...
- Ksiegi Magii ! A nie tam jakies broszurki ty lekcesobiewazacy prostaku ! - wybuchnal oburzony Magnus.
- L... ekce ... yyy ... - zaczal Jackee skladajac zgloski i drapiac sie po glowie - ze niby wazylem sobie lekcje ? Cos ty Magnus z wysokosci spadl na glowe ? Jak mozna wazyc lekcje ? Zreszta ... ja na lekcje nie chodzilem ... ganialem kroliki z Robbim Whiskey kiedy ta krowa pani Huston prowadzila algebre. - Urwal nagle uciekajac myslami do przeszlosci, nikly grymas bolu przeszyl jego twarz lecz zniknal szybko - no dobra wracajac, opowiadaj dalej "mlody".
Nie trzeba bylo dlugo czekac:
- No i zesmy go znalezli i zesmy z nim gadali i wogole i ty wiesz jak on sie zwie Goran Trzy Zeby - Willy wybuchnal smiechem - czujesz ! Trzy zeby ... hahaha ! - Magnus chlodno spojrzal na Willego mowiac rownie chlodno:
- Moj wuj zwal sie Zeboniusz Gibis ... - Willy natychmiast przestal sie smiac.
- No ... to tego ... yyy moze Mag kontynuuj ja ide ... no przyniese rumu. - "mlody" oddalil sie spiesznie
- Mniejsza o wuja, znalezlismy krasnala, mowil o pewnym niziolku, ktory ukradl mu zwoj magiczny, dodal ze z nami bedzie rozmawial o czymkolwiek jesli mu owy zwoj zwrocimy.
- Zatem trza nam znalezc niziolka. Coz nie tracmy zatem czasu.
Jackee wstal wolno, przeciagnal sie i ruszyl w strone portalu. Willy odrazu pobiegl za nim, tylko niziolczy mag zamarudzil nieco konczac chwile rozkoszy z ohii fajka. Kiedy oddalili sie nieco od Magnusa  Willy szepnal
- Zeboniusz Jackee slyszales !? - mlody poczal chichotac
- Malo tego w pyte jeza - szepnal Green - Zeboniusz GIBIS !

c.d.n.