W noc sługi bóstwa OgrabMnie

Zaczęty przez Aruv, 2005 10 14, 06:07:35

Poprzedni wątek - Następny wątek

Aruv

Czarny falujący całun otaczał szerokim kręgiem ciało drowiego nekromanty. Dwa jarzące się światłem szmaragdu punkty ukryte gdzieś w głebi kaptura błądziły po wysokich zabudowaniach leśnego miasta Yew. W okolicach jednego z drzew, stała młoda zgarbiona postać.
- Dziękuje że postanowiłeś mi poświęcić chwile, i odpowiedzieć na moje pytania - rzuciła odrazu
- Wykonuje tylko to, co do obowiązku mego należy - odpowiedział spokojnie i oschle drow. Mów zatem, a ja... - urwał nagle.
Z północnych części lasu dobiegła otyła postać, której różowe buty doskonale pasowały do kosztownej i starannie wykonanej zbroi (zapewne dużo czasu zajęło mu stworzenie tak wspaniałej wyjściowej kompozycji)
- Ty! - rzucił cienkim głosikiem
- Ja. - odpowiedział znudzony drow
- Widziałem cie na wyspie! - krzyknął znowu jeszcze wyższym tonem.
- Doprawdy? - nekromanta spojrzał na swój kaptur i wciąż działający czar iluzji incognito.
Gdy mroczny elf przyglądał się wesołemu rycerzowi, z leśnej oddali przygalopował drugi wojownik które mocne i wspaniale (zapewne damskie) wyszukane perfumy mocno podrażniły czułe nozdrza drowa.
Gdy tylko koń stanął w miejscu, rycerz jakby nieobecnym wzrokiem spoglądał na swego kompana na widmaku. Wzrok wszystkich skupiał się na ślinie toczącej się bokiem, która zapewne obrazowała fakt uwielbienia jakim ów dzielił tego pierwszego.
- Zabij go - rzucił rycerz w gustownych trzewikach.
Chwilę później zakrzywione wojenne widły posłusznie rozerwały szate nekromanty rozkrwiając jego wnętrzności, bo przecież jaki opór może postawić kawałek hebanowego płótna pod którym nie znajdowała się żadna zbroja? Padający bez tchu na ziemie drow, spojrzał na zdziwionego młodzieńca, chcąc powiedzieć "BRB" lecz niestety jego gardło zalał gęsty potok krwi...

====================================
Malutka historyjka pisana ręką życia ;)
Wszelkie podobieństwa w nazwiskach/wierzeniach/poziomie IQ na poziomie naleśnika są zupełnie przypadkowe.
pozdrawiam

EDIT: stos poprawek ;)

Kap

Każda wystarczająco zaawansowana technologia do zludzenia przypomina magię.

"...emotional states, which in their species, inevitably leads to hatred and violence... It is the genetic instinct of their species to destroy whatever they cannot understand... Violence is as natural to them as breathing"

szaman


licho

Anya znów była częścią pani ! czuła to w każdym koniszku pióra!
Pani pobłogosławiła swą wiare, nadała jej krztałt,
Nie musiała już zakładac maski by upodobnić się do swej Pani
Pani dała jej misje, by podkreślić jej ważność przeobraziła ją...
znów była Wroną, była jej posłanniczką!
czarna jak najczarniejszy mrok skóra, gęste pióra
słowa zamieniające się w niezrozumiałe krakanie
W każdej części ciała czuła ze wtapia się w las
Teraz nikt nie wyśmieje Anyi, będą wiedzieli że jej Pani ma najpotężniejszą moc.
Rozłożyła skrzydła, poruszyła nimi i wzbiła się w powietrze
zobaczyła ponownie wierzchołki drzew oddalające się.
Była tak szczęśliwa jak nigdy w życiu
odzyskała wiarę Pani.
Leciała do Yew zobaczyć miny swych przyjaciół gdy zobaczą że to o czym mówiła jest prawdą.
Zniżyła lot, widziała już barykady leśnego miasta.
Zobaczyła też rycerza, znanego jej.
Uśmiechnoł się tylko i ruszył wywijając bronią, za nim niewiadomo skąd wyłoniło się jeszcze kilku.
Wiedzma wpadła w panike, goniło ją pięć osób z wiadomymi zamiarami.
Labirynt, wietrzne miasto, tam ich zgubie, po co mają mnie gonić? nie obłowią się przecież...
Lecz gonili...
Było już blisko.. już za chwile ich zgubi.
Nagle złapał ją skurcz w skrzydle, zapomniała jak się lata.
Spadła na ziemie, ostatnie co widziała to miecz który spadał na nią i ogromną siłe energii udeżającą ją w ogon.
Padła, wiedziała co straciła, resztkami sił wsłuchiwała się w to co mówią napastnicy....
*rży*
Co miała?
ogniki!
bierz i idziemy dalej
co to za czarna harpia?
*smieje sie*

i tyle sie narumakowałem ;]


ale chęc popsucia innym wyjątkowej zabawy jest zadziwiająca, natomiast bardzo prosze tych panów aby następnym razem jesli bedzie taka sytuacja to zamiast psuć mi zabawe niech powiedzą coś ja z miłą chęcią pójde do banku i dam kolczuge z blooda byle tylko nie psuli mi zabawy jak wtedy.
Przed lichem nie można było się uchronić, jedynym sposobem było cierpliwe znoszenie go i oczekiwanie aż odejdzie.


A Mae kasuje wiadomości bez powiadomienia użytkownika o tym że usunął, co jest bardzo niekulturalne.

Aruv

Ja tylko nieśmialo proponuje by trochę wyluzować. To nie jest topic poświęcony chłopcom z LoA  8)