Ostatnie wiadomości

#21
Przygody / Odp: Zamaskowana postać
Ostatnia wiadomość przez Lindi - 2025 12 09, 22:25:05
Juko siedziała na ławce w banku Skara, było pusto i cicho. Wyglądała sobie leniwie przez okno.
Zauważyła przelatującego ptaka.. był wielki i czarny. Dziwny. Nie widziała tu wcześniej tego gatunku. Wstała prędko i wybiegła przed bank. Ptak podleciał i rzucił jej pod nogi liścik.
Zza pleców kobiety przez drzwi banku wybiegł jakiś mężczyzna, stary i z siwą brodą. Zapytał co tu kobieta robi.. a potem rzucił niewybrednym żartem o oglądaniu dużego ptaka. Juko to nie rozbawiło.
W liście wyznaczono miejsce spotkania, była to plaża Ocllo. Od razu wskoczyła na Strzałkę i pognała do portu.
Już na plaży spotkała dziwnego górnika, który szukał kilka dni wcześniej pomocy z ogrami. Juko wiedziała, o które ogry chodzi, bo natknęła się na nie kilka dni wcześniej. Chwilę później dołączył do niej jej wieloletni towarzysz- Gromdal Aetharn z klanu Zharrad-Grund. Okazało się, że spóźnienie wynikało z utraty zęba. Krasnolud tłumaczył się bólem i koniecznością jego wyrwania, jednak Juko podejrzewała, że to żona go tak urządziła.

Górnik krótko i konkretnie opisał sprawę – trzeba zabić ogry.
Para przyjaciół prędko pojechała w stronę kopalni. Tam po krótkiej wymianie zdań i ciut dłuższej walce, uwolnili kopalnię od rodziny ogrów.
Okazało się, że to nie koniec ich przygody.. ogry były tylko wymówką, rodzajem testu.
Za przejściem w kopalni spotkali mężczyznę, który wcześniej podawał się za górnika, oraz kobietę siedzącą za stołem na którym leżała pojedyncza moneta. Tuż za nimi, na skałach, siedziała czerwonooka wrona.
Kobieta zdawała się dowodzić tą niecodzienną gromadą. Opowiedziała o wspólnych zainteresowaniach – posiadaniu wiedzy, o swojej szczęśliwej monecie oraz co ważniejsze, o wspólnym wrogu.


Kobieta wyjawiła, że od dawna obserwuje Juko i że spodobało jej się co zrobiła z wieżą . Miała dla niej pewne zadanie. Wspólnym wrogiem okazał się namiestnik Cove, który mocno zalazł Juko za skórę.
Według planu kobiety, która zwała się lisicą, należało wykończyć jeden po drugim szpiegów namiestnika. Pozwoliłoby to jej organizacji znów prowadzić interesy w tym mieście. Podała  rysopis kobiety, która miała być pierwszym celem. Była to zwinnoręka złodziejka z karczmy Cove. Juko przed odejściem wysłała jeszcze swojego szczurka w celu zgarnięcia ,,szczęśliwej monety" Lisicy. Wiedziała, że szczęście się jej przyda. Tak szybka i niezaplanowana wcześniej akcja mogła się nie powieść. Obiecała oddać monetę po wykonaniu zadania. Lisica zdawała się być tym faktem zaskoczona – to była w końcu jej moneta, ale puściła ich bez większej awantury.

Gromdal i Juko prędko udali się na ziemie Cove. Obgadali plan postępowania i przeszli do działania.

Krasnolud wszedł do karczmy oznajmiając, że się nieźle obłowił i stawia wszystkim. Zwrócił tym samym na siebie uwagę, a Juko mogła w tym czasie wślizgnąć się do karczmy niepostrzeżenie. Po krótkiej rozmowie, która miała na celu wyciągniecie ich ofiary z karczmy, w końcu się udało. Poszli razem (Juko stąpając w cieniu) w miejsce, gdzie byli sami. Nie zwlekając łuczniczka wyszła z ukrycia i poderżnęła gardło złodziejki. Gromdal szybko zareagował i wyczarował portal do swojej posiadłości w górach gdzie przerzucił jej ciało. Oboje pośpieszyli w portal. Juko wbiła jeszcze parę razy sztylet w serce kobiety i odcięła jej głowę. Teraz była pewna, że misja zakończyła się sukcesem. Szczęśliwa moneta bez wątpienia działała!
Zapakowali głowę w jutowy worek i odnieśli Lisicy. Juko oddała również monetę. Umówili się z dwójką nieznajomych sprzymierzeńców na dalszą współpracę i udali się na zasłużony odpoczynek. Umorusana po walce skrytobójczyni pozwoliła sobie na długa kąpiel dokładnie szorując resztki krwi i ogrzych flaków z siebie i swojego ubrania.
Mimo minionych zdarzeń czuła wewnętrzny spokój – wiedziała, że w końcu dokona tego, o czym marzyła, a głowa namiestnika Cove będzie wisiała nad jej kominkiem.
#22
Przygody / Odp: Kroniki Psycho-Nastolatki...
Ostatnia wiadomość przez Dezzmond - 2025 12 01, 18:25:23
(wiadomość przesłana przez jednego z graczy z prośbą o anonimowe wstawienie na forum)

Kroniki psychonastolatki - część: Nawywijałam(, ale nie chcący!)

Jestem czarodziejką, więc mam czarodziejskie obowiązki - tak w głowie myślała Emreithra, gdy kolejny raz swoją magią wspierała potrzebujących pomocy. Nie liczyła na poklask, nie liczyła na zapłatę, robiła to, bo tak należy. Choć zawsze stara się wyglądać godnie i elegancko, tym razem wróciła z potarganymi włosami, nieco zabrudzona od zarycia całą sobą w ziemi i co najgorsze: jej kapelusz miał pogięte rondo!
Desiderium dzielniej zniósł trud misji ratunkowej niż ona i wprowadzony na najniższy poziom wichrowej wieży ustawił się w boksie i wesoło zajadał winogrona, podczas gdy Emra człapała do sypialni na samym jej szczycie. Przejrzała się w lustrze i wyjęła z włosów niesforne gałązki zaplątane w nieładzie. Opis doprowadzenia się do ładu pominę, choć bardziej przypomina on ablucję niż kąpiel - nakładanie tych wszystkich olejków na skórę, włosy, paznokcie oraz zapachów w istocie wyglądać może jak rytuał. Czysta i pachnąca poszła do pracowni bo biżuterię nasączoną mocą trzymała właśnie tam, kiedy jej wzrok padł na setki zwojów i napisane wielkimi literami DYNIOWA AUKCJA.
-To dzisiaj!? - rzuciła pod nosem sama do siebie, okraszając wypowiedź soczystym słowem mającym za zadanie podkreślić wagę zaskoczenia, które celowo zostało tu pominięte. Szybkim krokiem ruszyła w kierunki schodów, a na ich szczycie zgubiła się - nie wiedziała czy iść się odziać czy liczyć dynię. Zdecydowała się odziać - nieskazitelna biel na jej ciele, kapelusz z szerokim rondem i... no przecież ta biżuteria nie pasuje! Zdjęła z siebie ozdoby i włożyła do torby, jeszcze raz spojrzała w lustro przechylając głowę - zdecydowanie powinna sobie sprawić coś ładnego - no chyba zasłużyła! Trudno, nie ma już na to czasu.

Zbiegła na dół do magazynów i ze zdumieniem odkryła, że ma zaledwie 63 dynie...
-No nieźle - pomyślała - gdy inni bawili się na dyniowej farmie, mnie powstrzymywały obowiązki - po czym ciężko westchnęła. Zaklęciem skompresowała przepastne skrzynie z dyniami do rozmiaru niewielkiej sakiewki i skoczyła w czas i przestrzeń.

Na miejscu spotkała wiele znajomych twarzy. Chyba zjechała tu cała śmietanka tego świata - najdzielniejsi wojownicy, najświelejsze czarodziejskie umysły, zacni pogromcy bestii, a nawet mistrzowie kulinarni. Przybyły istoty różnych ras, ale młoda wyznawczyni Requanisa uśmiechnęła się szerzej na widok tych małych istot zwanych zawadiacko "Kartelem niziołków" - Ci, ewidentnie kojarzący się z hodowlą dyń mieli łeb do interesów godny pozazdroszczenia nawet przez krasnoludzkie i gnomie rody kupców i jubilerów. Były też istoty ras mniej rozumnych - wierny pomocnik w domu aukcyjnym uwijał się ze ściereczką, by wszystko wyglądało idealnie. Zdeponowała swoje dynie i przeszła się pomiędzy postumentami na których były najróżniejsze przedmioty z całego świata. Jej uwagę od razu przykuł "Pan Pimpuś" - maskotka niebieskiego konia, zdaje się, że wykonana z niebieskiej parzonej wełenki - był niesamowicie uroczy. Nie rozumiała zbierania figurek - kto w ogóle ma tak przepastne domy bo sobie robić takie wystawki!? - ale ten pluszak oprócz bycia dekoracją, pozwoli przyszłemu właścicielowi czy też właścicielce mieć się do kogo przytulić w długie i smutne wieczory.



Aukcja do pewnego momentu przebiegała spokojnie. Na ladzie aukcyjnej pojawiły się złote kości do gry. Emra sroczką nie jest, ale coś co pozwoli jej się pobawić w gronie przyjaciół prezentowało się bardzo dobrze. Nastolatka na dźwięk nazwy przedmiotu uniosła rękę chcąc się zgłosić do ceny wywoławczej, jednakże chyba usadowienie się daleko z lewej musiało ją zasłonić - finalnie jednak kości wróciły do gry, a gdy ponownie zostały rzucone na stół powędrowały do kieszeni Emreithry. I to był początek końca.


Aukcja trwała, przekrzykiwali się z ofertami, aż pojawił się ten nieszczęsny płaszcz. Czarodziejka oblizała wargi i klasycznie dwie siły jakie w niej drzemią przeciwstawiły się sobie - schował się w cieniu wdzięk, styl, ogłada, prezencja, aparycja i takt jaki przystoi przyszłej strażniczce Requanisa, a do głosu (dosłownie!) doszła szczeniacka werwa i szaleństwo młodości:
-Va Banque! - rzuciła w przestrzeń budynku aukcyjnego, ale zaraz po niej (i szybkiej kalkulacji, że zostały 53 dynie) ludzie przerzucali się ofertami dużo większymi i stało się coś, czego się nie spodziewała. Prowadząca aukcje zatrzymała wszystkich unosząc rękę w powstrzymującym geście -
-Ile masz tych dyń? - zapytała z powagą.
-Nie, nic... I tak przebili - powiedziała nastolatka, przeszywana spojrzeniami wszystkich zebranych w domu aukcyjnym. Wiedzieć Ci trzeba drogi czytelniku, że te spojrzenia kłuły jak sztylety, jak kły wyverny i przeszywały jak szydło.
Przewodnicząca aukcji jednak dopytała, więc Emra dla pewności podeszła do depozytu by sprawdzić ilość, ale wydawało się, że każdy krok trwa wieczność, a buty ma zrobione z kowadeł. W pamięci miała legendy o pewnej królowej, którą obcięto na krótko i nagą puszczono przez miasto - tak się właśnie czuła zmierzając do skrzyni depozytowej.
-53... - powiedziała ustami suchymi jak pustynia nad Zatoką Coviańską
-Sprzedane!
Dźwięk eksplozji rozszedł się falą po pomieszczeniu z mocą większą niż trzęsienie ziemi. A epicentrum tego trzęsienia było miejsce w którym orczy pomocnik wręczał Emreithrze płaszcz w zamian za dynie elegancko skompresowane w sakiewce.
Nie chciała tam być, czuła jak zapada się w futrzany kołnierz płaszcza. Niechcący nawywijała - nie chciała innym sprawiać przykrości, ani też nie chciała by przez to mogło dojść do zamieszek. Ona! Adeptka magii! A czuła się jak wsiowa dziewczyna o którą zaraz pobije się syn mleczarza, młynarza i kowala na potańcówce w stodole.


Do końca aukcji już milczała - po pierwsze nie miała już dyń, po drugie jej psioniczne zdolności tak wyczulone na myśli w tym momencie były jak kałuża w którą ktoś garściami rzuca żwir. Pan Pimpuś znalazł nowego właściciela. A może właścicielkę? Nie pamięta. Atmosfera była gęsta, a Emreithra zareagowała dopiero pod koniec, gdy otarło się o zamieszki. Ścisnęła dłonie w pięści, a otwierając je utworzyła między dłońmi kule skrzącą się od piorunów która mogła w dowolnym momencie zmaterializować w korzenie oplatające nogi, pocisk albo iskrzącą się ścianę nie dającą przejść. Gdy się uspokoiło, podeszła do niej Bibianna Gąska i z serdecznym uśmiechem wręczyła jej nieduży sekretarzyk - Będzie idealnie pasował do Wichrowej Wieży - powiedziała i nim zaskoczona nastolatka wydobyła z siebie jakikolwiek dźwięk niziołka poszła w swoją stronę.



Emreithra rozczulona ujęła się za serce. Nie chciała tam być i serdecznie żałowała, że poszła, ale ten miły gest rozpromienił ją na tyle, że po powrocie zasnęła jak dziecko.

#23
Przygody / Odp: Kroniki Psycho-Nastolatki...
Ostatnia wiadomość przez Dezzmond - 2025 12 01, 18:19:37
(wiadomość przesłana przez jednego z graczy z prośbą o anonimowe wstawienie na forum)

Kroniki psychonastolatki część kolejna

Zdobywcą nie była z odznaki na płaszczu, chociaż faktycznie, mierzyła się z najstraszniejszymi istotami tego świata ramię w ramię z posiadaczami "Zetki" wyhaftowanej w widocznym miejscu. Zapewne to był także jeden z czynników przez które dołączyła do spotkania z władzami tropikalnej wyspy, zamieszkałej przez smoki i zarządzanej przez driadę. Spotkanie odbyło się w sali wydrążonej pod wyspą, a w samym spotkaniu z ramienia wyspy udział wzięły Eldora i Riona, Zdobywców zaś reprezentował kartel niziołków w postaci Gomona i Bibianny, no i oczywiście ona - psychonastolatka Emreithra, chociaż w spotkaniu brał udział także cień...

Radzono i radzono nad tym, co dla wyspy może być najlepsze, jak zdjąć ciążące nad nią miano Ziemii Piratów, bo Ci zostali wygonieni i domem dla załóg pirackich już nie była. Co począć ze smokami na wyspie, jak zapewnić wyspie spokój - liczono, że rozsądek młodej adeptki magii i wyznawczyni Requanisa może się przydać, dlatego też padła propozycja, by zasiadała w Radzie Miejskiej piastując funkcję naczelnego maga wyspy. Emreithra, z ociąganiem zgodziła się przyjąć funkcję pod jednym warunkiem - jej głos może być głosem rozsądku, nie głosem decyzji - może wspierać, ale nie chce dźwigać ciężaru odpowiedzialności. I na to przystali wszyscy. Podobnie jak na powołanie odpowiednich urzędników, zaopatrzenie straży miejskiej i kilka pomniejszych tematów. Ta propozycja, chęć wykazania się (no i oczywiście pomoc mieszkańcom oraz utarcie nosa ważniakom z Korony) były jednym z głównych czynników dla których Emreithra zainteresowała się mykologią...

Już mieli się rozchodzić, kiedy okazało się, że nad całością rady z cienia czuwała Juko - w ogóle na nią nie zaproszona, ale za to wścibska i ciekawska, co mogło okazać się pomocne. I takie się okazało.

Jak już wcześniej spisano, Emreithra zajęła się sprawą grzybów, ale wciąż potrzebowała wskazówek, które mogą pomóc. Wywiesiła więc ogłoszenie we wszystkich dostępnych księstwach z prośbą o chociaż szczątkowe informacje i otrzymała je, bowiem Juko - doświadczona już poszukiwaczka grzybów i grzybosiewców takimi dysponowała. I to nie tylko w pamięci, ale miała także cenne wskazówki spisane na pergaminach - a jak powszechnie wiadomo, redaktorka naczelna Wydawnictwa Wichrowa Wieża właśnie tym się parała - zwojami, skryptami, tomiskami, grimuarami, księgami i wszystkim tym co można było (i na czym) spisać.

Umówiony kontakt udał się, dzieła zostały powielone, Emreithra odwdzięczyła się łuczniczce fiolką esencji marzeń, a samo mogła ruszyć sprawę dalej. Sprawę mykologiczno-kryminalną...
#24
Pytania i odpowiedzi / Odp: magazyn, kamienie
Ostatnia wiadomość przez Gucio - 2025 11 29, 17:31:20
czekamy na odpowiedź
#25
Przygody / Zamaskowana postać
Ostatnia wiadomość przez Lindi - 2025 11 28, 21:38:10
Podczas długiej rozmowy w karczmie ze swoim przyjacielem i pewnym naukowcem Juko trochę się nudziła. Nie znała się na magii, żywiołach a tym bardziej na mechanice maszyn latających... Gdy tak sączyła piwo z kufla krasnoluda, przypomniało jej się pewne nieprzyjemne zdarzenie. Długo tu by opowiadać, ale czuła ogromną niechęć do pewnego urzędnika, który sprawował akurat nadzór nad Cove.
Troszkę ośmielona alkoholem postanowiła działać.
Udała się do siedziby swojej gildii, gdzie z kufra wyciągnęła jakieś niepozorne ubrania oraz maskę. Maskę, którą zerwała kiedyś jakiemuś dzikusowi z twarzy gdy jego noga jeszcze drgała.. mniejsza o to!
Ubrana była już schludnie. Kolejnym krokiem w jej pięknym planie było przelanie kilku butelek wybuchowych mikstur do takich większych - po lekach na kaszel. Ręce jako łucznik miała wyjątkowo stabilne a i alkohol stracił swoją moc. W kilka minut napełniła większą butelkę i zakorkowała ją dokładnie.
Swoją Strzałkę- wiernego ostarda zostawiła przy korycie. Wyruszyła pieszo.
Sztukę przebierania się miała opanowaną od wielu lat. Nie było możliwości, że ktoś by ją poznał.
Drogi do Cove nie przebyła bezpośrednio.. pływała między portami zacierając za sobą ślady.
W końcu dotarła na swoje planowane miejsce zbrodni.
Serce kołatało jej z emocji, jednak twarz nie zdradzała niczego. Pokręciła się trochę po mieście upewniając się, że nikogo nie ma. Strażnicy jak zwykle rozmawiali lub drzemali na swoich stanowiskach.
Schowała się za jednym z drewnianych budynków i cichutko, na palcach kroczyła w stronę wieży.

Minęła malarza.. potem strażników. W głowie jej buzowało od natłoku myśli. Przeplatały się nieprzyjemne wspomnienia rozmowy z mężczyzną, który potraktował ją jak obiekt.. z obrazami jego poranionego ciała. Te drugie dodawały jej odwagi.

Podeszła pod wrota wieży. Sprawnie minęła kolejnych strażników i weszła pod balkon. Ostrożnie i bezszelestnie wspięła się po kamiennym murze. Wślizgnęła się niepostrzeżenie na balkon. Z wewnątrz słychać było rozmowy mężczyzny. Zabawiał się chyba z jakąś panną. Juko wyciągnęła ostrożnie wcześniej przygotowaną miksturę i postawiła w pomieszczeniu.
Zeszła ostrożnie na dół. Z dołu celnie rzuciła małą miksturę wybuchu, która potoczyła się do środka pomieszczenia i po chwili wybuchła wysadzając większą "koleżankę".
Straż obudziła się ze swojej drzemki, zaczęto biegać i krzyczeć. Rzucono się na ratunek ważnej osobistości. W tym czasie Juko wróciła tą samą drogą, która przyszła.
Równie niepostrzeżenie i bezszelestnie.
Znów wracała okrężną droga do domu. Ubrała swoje normalne ubrania, a te właśnie zdjęte spaliła w kominku. Usiadła w fotelu i nalała sobie wina. Popija je teraz zagryzając ulubionymi winogronami wyobrażając sobie poranione ciało ofiary.



#26
Przygody / Odp: Cień Upadłego Domu
Ostatnia wiadomość przez Dezzmond - 2025 11 13, 18:21:06
W chłodnym półmroku banku Har'oloth Videnn panowała niemal zupełna cisza, przerywana jedynie cichym szelestem pergaminów i stukotem obcasów strażników patrolujących salę. Werfen Ol'loth stał przy długim kamiennym stole oddzielającym salę od urzędników. Fioletowy płaszcz spływał po jego zbroi, połyskując w świetle kryształów zawieszonych pod sklepieniem. Chwilę później drzwi otworzyły się bezszelestnie, a do wnętrza wkroczyła Quarala'triel. Kroki jej były miękkie, niemal bezdźwięczne, a w oczach tliło się zmęczenie po niedawnych wydarzeniach. Fioletowa poświata rozświetlała jej obsydianową skórę, gdy zbliżała się wolnym krokiem do Fechmistrza Domu. Nie zdążyła jednak nic powiedzieć, gdy do budynku wszedł posłaniec. Mężczyzna pochylił nieznacznie głowę przed Werfenem, okazując mu należyty szacunek. Matka Opiekunka wzywała Fechmistrza natychmiast. Werfen skinął głową i bez chwili namysłu ruszył w stronę wyjścia, zostawiając Quarala'triel w chłodnym cieniu kamiennych filarów. Wychodząc polecił, aby cierpliwie na niego poczekała.



Czas mijał powoli. Fioletowe światło kryształów drgało leniwie, a mroczna elfka trwała w milczeniu, wpatrując się w obsydianową posadzkę. Gdy Werfen powrócił, jego spojrzenie było zimne i twarde jak stal, którą zwykł władać. W jego głosie nie było emocji, gdy przekazał słowa Matki Opiekunki. Kapłanka nakazała im powrócić do ruin Upadłego Domu, odnaleźć Maga Domu i sprowadzić go żywego przed jej oblicze.



Podziemne korytarze przywitały ich ciszą, którą co chwilę przerywały krople wody rozbijające się o kamienną posadzkę. Werfen kroczył jako pierwszy, dzierżąc w dłoniach buławę i trójkątną tarczę, która odbijała nikłe światło kryształów osadzonych w ścianach ruin. Quarala'triel poruszała się za nim, z pudao w dłoni, płynnie jak cień, z gracją typową dla ich rasy. Z mroku przed nimi wyłoniły się sylwetki – zniekształcone postacie mrocznych elfów z upadłego domu. Werfen zamachnął się buławą, a jej uderzenie rozniosło się echem po korytarzu. Quarala'triel uniosła broń i w ułamku sekundy przecięła powietrze. Ostrze zatoczyło półkole. Ich ruchy były zgrane, jakby od dawna walczyli razem. Z głębi ruin wypełzły pożeracze umysłów. Ich ciała drżały od potęgi telepatycznych fal, które próbowały wedrzeć się do umysłów intruzów. Quarala'triel wypuściła z ust cichy szept inkantacji. Ziemia pod stopami przeciwników pękła, a z rozłamu buchnął ogień. Płomienie objęły ciała bestii, które z sykiem nikły w oparach pozostawiając odór spalenizny. Werfen ruszył naprzód, torując drogę przez gruz i popiół, coraz głębiej, ku sercu ruin.



W końcu dotarli do obszernej komnaty, tej samej, w której Quarala'triel stawiła czoło Drugiemu Synowi. Powietrze było ciężkie, przesycone nieznaną, potężną magią. W samym środku sali czekał Fechmistrz na usługach Maga Domu. Spojrzenie miał twarde i nieustępliwe. Gdy zbliżyli się, ostrzegł ich, aby zawrócili. Jego głos był nienaturalny, jakby przemawiała przez niego obca siła. Słysząc sprzeciw ze strony przybyszów uniósł broń i skoczył w ich kierunku przystępując do ataku. Quarala'triel uderzyła drzewcem pudao w kamienną posadzkę. Z pęknięcia buchnęła energia, a z niej wyłonił się demoniczny sługa. Ryknął, wypełniając salę echem, i ruszył na przeciwnika. Fechmistrz próbował odeprzeć atak, lecz jego ciosy ślizgały się po ciele demona niczym po cieczy. Werfen wykorzystał okazję. Unosząc buławę zadał potężne uderzenie, które trafiło przeciwnika w głowę. Dźwięk pękającej czaszki rozniósł się po sali, a Fechmistrz runął na ziemię. Leżał, wciąż przytomny, próbując sięgnąć po broń. Quarala'triel podeszła powoli, niemal z gracją, a cień uśmiechu przemknął po jej ustach. Uniosła pudao, obróciła je w powietrzu i z impetem opuściła ostrze do dołu, przytwierdzając ciało przeciwnika do kamiennej posadzki. Gdy krew trysnęła ku górze rosząc jej twarz. Demon rozpłynął się, wracając do Otchłani.



W rogu sali znajdowała się mniejsza komnata, oddzielona od reszty pomieszczenia kamiennymi ścianami i kratami ze stali. Z jej wnętrza dobiegały szeptane słowa – modlitwa, inkantacja lub klątwa, których znaczenie ginęło w półmroku. Zbliżyli się. Za kratami ujrzeli sylwetkę Maga Domu Ol'loth. Jego oczy lśniły w ciemności niczym rubiny. Nie próbował walczyć. Jego głos był chłodny, gdy wypowiedział słowa ostrzeżenia – dni Quarala'triel były policzone. Chwilę później jego ciało przybrało formę cienistej smugi, która przeniknęła przez kraty i rozpłynęła w powietrzu, pozostawiając po sobie jedynie echo szaleńczego śmiechu. Komnata znów spowita została ciszą. Fioletowe światło kryształów pulsowało słabo, jakby drżało w obliczu tego, co miało nadejść.
#27
Przygody / Cień Upadłego Domu
Ostatnia wiadomość przez Dezzmond - 2025 10 30, 18:25:01
W dzielnicy magicznej Har'oloth Videnn, w oknie jednej z komnat dostrzec można było fioletowy blask, który starał wydostać się na zewnątrz. Wewnątrz budynku, przed studnią, będącą źródłem ów światła stała Quarala'triel – młoda drowka, której oczy lśniły w mroku niczym dwa rubiny. Trzymając wyciągnięte dłonie nad źródłem mocy szeptała słowa inkantacji, starając się nad nim zapanować. Wokół niej tańczyły smugi energii, wijąc się jak żywe istoty, które próbowała ujarzmić. Każdy jej szept drżał od mocy, a w powietrzu unosił się zapach siarki i magii. Studnia – fioletowe źródło pulsujące głęboko w ziemi – była bramą z której czerpała energię magiczną.



Magia, która posługuje się Quarala'triel jest specyficzna, nawet jak na przedstawicielkę jej rasy. Dzięki niej potrafi czerpać moc z Otchłani, kradnąc własność Pana Demonów i wykorzystując ją ku czci Pajęczej Królowej, Tkaczki Chaosu, okrutnej i bezlitosnej bogini mrocznych elfów, która oczekuje od swych wyznawców bezwzględnego posłuszeństwa. Quarala'triel nie jest jednak głupcem. Wie, że okradanie Królestwa Demonów jest niezwykle ryzykowne i w każdej chwili może obrócić się przeciwko niej, gdy zwróci na siebie zbyt wielką uwagę jego władcy – Ylotha.



W pewnym momencie do wnętrza komnaty niepostrzeżenie wsunął się Werfen, Fechmistrz potężnego Domu Ol'loth, który postanowił obserwować młodą adeptkę z cienia. Jego zbroja z adamantytu połyskiwała chłodnym blaskiem, a z ramion spływał fioletowy płaszcz – symbol jego Domu. Nie musiał mówić, by wzbudzić uwagę. Był jednym z nielicznych mężczyzn w Har'oloth, których imię budziło respekt. Quarala'triel dostrzegła go, lecz nie przerwała rytuału. Wiedziała, że to on powinien się odezwać pierwszy – Fechmistrz czy nie, był tylko mężczyzną.
– Vendui... – odezwał się w końcu. Jego głos był miękki i melodyjny, ale niósł się po komnacie jak echo stali. – Matka Opiekunka dostrzegła twój nietypowy talent, Quarala'triel. Rozważa... przyjęcie Cię w nasze szeregi.
Mroczna Elfka opuściła dłonie trzymane dotychczas na zwierciadłem studni i wolnym, lecz pewnym krokiem ruszyła w stronę Fechmistrza.
– W jaki sposób mam udowodnić swą wartość? – zapytała chłodno.
– Na wszystko przyjdzie odpowiednia pora – odparł z cieniem uśmiechu. – Chodź. Pokażę Ci potęgę i bogactwo Domu Ol'loth.




Przeszli przez korytarze wyrzeźbione w obsydianie i kamieniu, pełne pajęczych motywów, aż dotarli do posiadłości Domu Ol'loth – monumentalnej i zimnej jak spojrzenie samej Lloth. Fioletowe światła kryształów drżały w półmroku, a na ścianach cienie tańczyły niczym pająki. W jednej z komnat czekał na nich Mag Domu, zwany Drugim Synem – mroczny elf w czarnym płaszczu i szacie, której kaptur krył jego twarz.
– Więc to ta – syknął, mierząc Quarala'triel spojrzeniem pełnym niechęci. – Ciekaw jestem, czy jej magia ma jakąkolwiek wartość, czy tylko marnuje nasz czas.
Zbliżył się, a jego dłonie – chłodne i szorstkie – objęły nadgarstki mrocznej elfki, jakby starał się wyczuć moc płynącą w jej żyłach.
– Uważaj, Drugi Synu – warknął Werfen. – Matka Opiekunka poleciła, by ją sprawdzić, nie obrażać.
Mag prychnął.
– W takim razie niech udowodni, że potrafi coś więcej niż czarować słowem. Niech przyjdzie do ruin Upadłego Domu. Jeśli wróci – być może jest warta nazwiska Ol'loth.




Ruiny Upadłego Domu czekały na nią w milczeniu. Przeklęte korytarze pełne były śladów dawnej chwały, która z biegiem lat obróciła się w pył. Z sufitu zwisały pajęcze sieci, a powietrze gęste było od zapachu wilgoci, grzybów i zgnilizny. Quarala'triel poruszała się cicho, niemal płynąc w półmroku, z pudao w dłoni i cieniem uśmiechu na ustach. Każdy krok był tańcem, każdy ruch – modlitwą ku Lloth.
Pierwsze uderzenie przyszło znienacka. Pożeracz umysłów wyrósł z ciemności, a jego ciało drżało od telepatycznego krzyku. Mroczna elfka uskoczyła, zamaszystym uderzeniem przecięła powietrze, a następnie głowę potwora. Fioletowa krew rozlała się po kamieniach. Kolejne cienie ruszyły z głębi – mroczne elfy z upadłego domu, zniekształcone przez lata izolacji napierały na nią ze wszystkich stron. Quarala'triel wyciągnęła lewą dłoń w ich kierunku szepcząc słowa inkantacji. Z pęknięcia w ziemi wystrzelił słup ognia, który pochłonął nacierających w jej kierunku wrogów. Mroczna Elfka tańczyła między nimi tnąc szybko i celnie. Płomienie wiły się wokół jej ciała nie czyniąc jej żadnej krzywdy.




Im dłużej korzystała ze swych mocy, im głębiej schodziła w głąb ziemi, tym głośniej szeptała Otchłań. Kusiła, słała obietnice mocy, siły zdolnej spalić całą stolicę. Quarala'triel milczała. Wiedziała, że nie jest jej sługą. Służyła tylko Lloth – a demony, choć silne, były jedynie jej narzędziem.



Ostatnia sala przypominała kaplicę. Rzędy kamiennych ławek prowadziły ku ołtarzowi usytuowanemu na podwyższeniu, w którego tle znajdowała się wielka płaskorzeźba z pajęczym motywem. Quarala'triel poczuła w powietrzu obecność potężnej magii, silniejszej niż wcześniej. Za ołtarzem stał Drugi Syn.
– Więc jednak przyszłaś... Podejdź do mnie. Widzisz symbole na tej ścianie? Co w nich dostrzegasz? – Mag przywołał ją do siebie obracając się w kierunku płaskorzeźby. Wyryte w skale symbole zaczęły wić się niczym cienie tworząc nowe kształty.
Kobieta zbliżyła się do ściany i wyciągnęła ku niej dłoń jakby wabiona przez nieznaną siłę. Obserwowała poruszające się na niej cienie nie mogąc oderwać od nich wzroku.
– Widzę hordy demonów, kroczące u mego boku przeciwko naszym wrogom, posłuszne mej woli w służbie Pajęczej Królowej – odrzekła cichym, spokojnym głosem, wciąż nie odrywając wzroku od płaskorzeźby, będąc w czymś w rodzaju transu.
– Cóż... Cienie ukazały mi podobny obraz. Lecz w mojej wizji nie ma Ciebie... – Mówiąc te słowa Mag uderzył kosturem o posadzkę, a cienie na ścianie zaczęły falować.
Z wnętrza płaskorzeźby wysunęły się sylwetki – humanoidalne, lecz pozbawione rysów twarzy, z ciałami utkanymi z cienia. Cieniste istoty zbliżały się ku kobiecie w milczeniu, a ich ruchy były płynne, niemal taneczne.  Ostrze jednego z nich przecięło powietrze tuż obok Mrocznej Elfki, która w ostatniej chwili odskoczyła. Chybione uderzenie trafiło w kamienny filar. Głownia miecza zaiskrzyła zostawiając na słupie ślad, uświadamiając jej, że zagrożenie jest w pełni realne. Cień, nie dając za wygraną, zaatakował z boku. Quarala'triel obróciła się w miejscu, wykonując okrężny ruch bronią, który łączył parowanie z cięciem. Pudao zatoczyło łuk, przecinając mglistą pierś przeciwnika z której wystrzeliła mroczna smuga, która rozpłynęła się w powietrzu. Mag stojący przy ołtarzu zachwiał się. Drugi Cień natarł od frontu. Mroczna Elfka wyprowadziła pchnięcie od dołu z lekko ugiętych kolan, które przeszyło sylwetkę przeciwnika. Przesunęła prawą dłoń po drzewcu skracając dystans między sobą a przeciwnikiem. Będąc tuż obok niego uwolniła lewą dłoń i szepcząc słowa inkantacji wyciągnęła ją w jego stronę. Z otwartej dłoni wystrzeliła ognista kula, która rozdarła cienistą istotę na pół. Mag upadł. Quarala'triel zrozumiała, że z każdym pokonanym Cieniem ich twórca słabł. Wykorzystując to doskoczyła do niego. Na jej twarzy zaczął rysować się widoczny uśmiech. Uniosła pudao ku górze, obracając je ostrzem do dołu. Biorąc głęboki zamach zza pleców opuściła broń z impetem w miejsce, gdzie Drugi Syn, klęczał przed nią czekając na swój koniec. W ostatniej chwili Mag wyśliznął się spod uderzania zarzucając na plecy Płaszcz Cienia, który momentalnie ukrył jego obecność.
– Nie doceniłem Cię, lecz Twój koniec jest nieuchronny... – głos Maga rozległ się po komnacie niczym echo niknące w oddali.
Quarala'triel syknęła z bólu zauważywszy uszkodzoną kolczugę pod prawym żebrem i krew sączącą się z otwartej rany. Zataczając się dotarła do Har'oloth Videnn, z trudem ciągnąc nogi po ziemi. Musiała opatrzeć rany i przygotować się na to, co miało nastąpić niebawem...
#28
Przygody / Odp: Kroniki Psycho-Nastolatki...
Ostatnia wiadomość przez Dezzmond - 2025 10 10, 13:29:12
(wiadomość przesłana przez jednego z graczy z prośbą o anonimowe wstawienie na forum)

Emreithra zanęcona zapachem dymu ogniska zboczyła ze ścieżki i poszła w las, gdy nagle została zatrzymana przed obozem gromkim: Stój! Kto idzie!?
Żołnierz korony wbrew pierwszemu wrażeniu był bardzo uprzejmy i po wymianie podstawowych informacji młoda psioniczka została zaproszona do namiotu Pani Avanti, która była jedną z członkiń grupy badawczej skupionej na dziwnych grzybach. Młody wiek, brak sławy i prestiżowego tytułu chyba nieco zniechęciłby dowództwo owej ekspedycji, ale jej entuzjazm i niezłomna wola sprawiły, że drzwi do sprawy tajemniczych grzybów, nawet jeśli nie były szeroko otwarte, to wciąż pozostawały uchylone.



Między kobietami, było coś więcej niż tylko swego rodzaju nieufność, bowiem zrodziło się między nimi coś w rodzaju naukowej rywalizacji. A młoda adeptka sztuki magicznej, dla której rywalizacja i nauka szły niemalże w parze, podjęła rękawice. Cel był szczytny. Chodziło o coś więcej niż tylko wygraną, chodziło być może o powstrzymanie okrutnej plagi.



Emreithra rozpoczęła staranne przygotowania na ostatnim piętrze Wichrowej Wieży - jej stałej siedziby. Przygotowała dość szczelne i bezpieczne okrycie, a także zabezpieczenie dróg oddechowych. Wyposażyła torbę w najmocniejsze odtrutki i dekokty leczące, zabezpieczyła głowę blokadami z pogranicza oklumencji i ruszyła robić pierwsze próby...

Na pierwszy "ogień" poszły kurczaki. Musiała prowadzić jej siłą woli, jednocześnie sczytywać ich myśli, a także ciągle zabezpieczać siebie przed szkodliwymi substancjami.



Jednocześnie także skrzętnie notując. Spisywała co mogła, co zauważyła. Przez moment nawet zaśmiała się gorzko w duchu - To tak, jeśli coś odkryją ważniacy z Brittain to się nie podzielą, ale Twoje obserwacje i najlepiej na gotowo w kilku kopiach to chętnie przyjmą...
eh!



Ostro ścięte pióro skrobało po pergminie kreśląc kolejne zdania i zostawiając szaty na obszernej szacie raz po raz kapiąc na jej poły. Emreithra w ogole nie zwracała uwagi na zniszczenie całkiem nowej szaty tak bardzo pochłonięta piórem i łańcuchem myśli.
Wycofała się ostrożnie, by zdobyć informacje tam, gdzie najłatwiej - napisać ogłoszenie i zaczerpnąć języka u miejscowych lub u istot które mają już nieco informacji na temat dziwnych grzybów.



Jednakże mimo zachowania wszelkich środków ostrożności przyszło jej potem zapisać jeden z najgorszych wniosków:



Gdy siedziała w bibliotece spisując wnioski które pojawiły się po przeanalizowaniu spisywanych na bieżąco obserwacji, pociągnęła łyk soku jabłkowego z kubka. Poprawiła swój charakterytyczny kapelusz, pachnący nowością, podobnie jak szata w którą była odziana. W tym momencie uniosła pióro by napisać o swoich odczuciach, jednakże zawahała się i cofając się myślami do momentu który był nim weszła do Wichrowej Wieży, zapisała tylko krótkie: Szaty spaliłam. I kontynuowała pisanie, pisanie pewnych teorii na które wpadła przypadkiem trafiając na zebranie rady miejskiej Ziemi Piratów...


#29
Regulamin i komunikaty / Odp: Informacje ogólne
Ostatnia wiadomość przez Aqe - 2025 10 01, 22:38:24
Do ekipy na okres próbny zostaje przyjęty Hagrim, zajmie się on szeroko pojętą fabułą.
#30
Pytania i odpowiedzi / Wampir Wojownik
Ostatnia wiadomość przez Vampirro - 2025 09 25, 12:28:45
Witam,

chciałem zapytać, czy podklasa Wampir Wojownik będzie w przyszłości jeszcze balansowana? Czy są szanse, że stanie się w pełni grywalna