Światło i mrok

Zaczęty przez Liliana, 2015 05 30, 20:57:10

Poprzedni wątek - Następny wątek

Liliana

Prolog


Me imię Elelet.

Kiedy wstała było już południe. Ubrawszy się, skierowała swoje kroki do ogrodu.
Lubiła spędzać tam czas zwłaszcza, że ostatnio razem z mężem dosadzili tam owocowe drzewka. Przyglądając się kwiatom i ciesząc się słońcem, w pewnym momencie poczuła, że coś jest nie tak. Powietrze nagle się zmieniło, a ona miała wrażenie, że słyszy czyjś płacz. Wyraźna aura smutku dobiegała ze strony miasta. Rozpostarła więc śnieżnobiałe skrzydła i wzbiła się ku niebu, kierując się do Yew.
Koło wschodniej bramy miasta stała młoda kobieta, płakała tłumacząc coś nieustępliwej strażniczce.
-Mówię Pani, że nie mogę opuszczać mojej warty choćby nie wiem co się działo, z takimi sprawami  to do Księcia, a nie do mnie. - Odparła twardo strażniczka w stronę zawodzącej kobiety. Liliana zbliżyła się i z troską spojrzała na młodą niewiastę.
-Co się stało? - Zapytała łagodnie.
-Może wy... może wy Pani mi pomożecie! Córkę mi porwali! Jedyną córeczkę!


-Gdzie to się stało? Może uda mi się pomóc. - Dodała, a widząc jak kobieta klęka na ziemi i zaczyna całować ją w dłonie, zaraz kucnęła przy niej i pogładziła ją po ramieniu.
-Nie płacz, postaram się ją znaleźć, chodź, pokażesz mi gdzie to się stało. - Odparła ciepło.
-W Skara! Szłyśmy na tamtejszy targ, zaatakowali nas pod miastem, i zabrali... zabrali moje dziecko!- Liliana pokiwała głową. Na kartce napisała kilka słów o tym dlaczego i gdzie się wybrała.   
Kazała strażniczce przekazać te informację osobom, które by o nią pytały. Przywołała portal i razem z kobietą udała się we wskazane przez nią miejsce.


-To było tu... - Odparła kobieta, wskazując pole pszenicy. Liliana dostrzegła w nim połamane kłosy i kilka odciśniętych w ziemi stóp. Napastników było czterech. Następny ślad wskazywał drogę na bagna. Odesłała kobietę do Yew, kierując się na południe, tam gdzie prowadziły ją ślady. Wraz ze zbliżaniem się do bagien, jej siły wzrastały. Ona zaś wiedziała, że tylko na jeden typ aury reaguje w ten sposób. Demony. W połowie drogi przywołała swego sługę. Biały anioł zjawił się zaraz za nią, obiecując wsparcie i pomoc w razie walki. Chroniona przez niego czuła się nieco pewniej, ale nadal miała bardzo złe przeczucia, co do kierunku w jakim zmierzała.




Jej lęk wzrastał z każdą chwilą, wiedziała, że to spotkanie nie będzie przyjemne. Zwłaszcza dla  istoty takiej jak ona. Wkrótce, będąc już na bagnach, przed sobą dostrzegła płonący stos, a na nim dziewczynkę, której szukała. Rzuciła się w stronę chroniących stosu kultystów, i z pomocą swego towarzysza prędko pokonała napastników. Wskoczyła na stos, i przywołując falę pływową ugasiła tańczące na nim płomienie. Chwyciła dziecko w ramiona i kiedy już chciała zejść, poczuła, że jest sparaliżowana. Szaman kultystów uśmiechnął złowieszczo.


-No proszę, Ciebie się tu nie spodziewałem. Anielica... Elelet. - Liliana zmarszczyła brwi, nikt na ziemi nie znał tego imienia. Tak nazwał ją Ahn'bys, kiedy ją stworzył.
-Skąd znasz to imię? - Zapytała mierząc mężczyznę wzrokiem.
-Twój ojczym sporo nam o tobie opowiadał - Odparł wyraźnie zadowolony. Nie mogła się ruszać. Nadal jednak obejmowała dziewczynkę, starając się ją chronić.
Mężczyzna utkwił w niej swój palący wzrok. Miała wrażenie, że wwierca się w jej duszę, starając się ją spalić. Zbliżył się, ujął w dłonie jej twarz, znamię paliło coraz mocniej.
-Skoro mam Ciebie, ona nie będzie nam do niczego potrzebna. - Nim zdążyła się obejrzeć, Szaman poderżnął dziewczynce gardło.


Głos uwiązł jej w krtani, nie mogła się ruszać, nie mogła temu zapobiec, czuła się bezsilna i wściekła. Trzymała w ramionach martwe dziecko, ociekające krwią. I nic nie mogła z tym zrobić. Zaczynało kręcić się jej w głowie. Mężczyzna obejrzał się za siebie, spoglądając na stojącą za nim urnę.
-O Panie, przyjmij te oto naczynie! - Więcej nie nie była w stanie zrozumieć, Szaman recytował coś  w nieznanym jej języku, zupełnie jakby recytował formułę jakiegoś demonicznego rytuału.


Z urny wydobył się słup ognia, eksplodowała. W jej miejscu ujawnił się portal, a z niego powoli wyłoniła się przerażająca, czarna istota. Demon zbliżył się do Liliany, z każdym jego ruchem cierpiała coraz mocniej. Znamię paliło, a jej ciało szalało czując bliskość piekielnej istoty. Stwór owinął wokół niej swoje macki. Krajobraz ciemniał, a ona sama wkrótce straciła przytomność.


Nie wiedziała ile dokładnie czasu minęło nim się ocknęła. Czuła zimne ciało dziecka w swoich ramionach, dostrzegała latające nad nim muchy, wyczuwała odór zgnilizny.


Z wielkim trudem uniosła się i oddaliła od stosu, na którym ciągle siedziała. Musiała wydostać się z kręgu. Każda chwila w nim spędzona zabierała jej siły. W oddali zarysował się jakiś kształt. Nie widziała wyraźnie, nadal wszystko otaczała panująca wokół ciemność. Usłyszała ruch, coś się zbliżało. Po chwili poczuła jak coś liże ją po twarzy. Bagienny ostard przykucnął tuż obok, pomagając wsiąść jej na swój grzbiet. Kiedy wyprowadził ją z kręgu, od razu poczuła się lepiej. Chciała by to wszystko okazało się tylko snem. Wiedziała jednak, że najgorsze ma dopiero nastąpić. Musiała wrócić do miasta, musiała powiedzieć tej kobiecie, że nie umiała ocalić jej dziecka. Wyrzuty sumienia dręczyły ją całą drogę.

Pod bankiem Yew spostrzegła kobietę. Jej ciało zaczęło poruszać się samo. Nie miała nad nim żadnej władzy. Nie mogła wypowiedzieć ani słowa.
-Pani! - Wykrzyknęła kobieta widząc zbliżającą się białą postać.
-Znalazłam twoją córkę kobieto, porwali ją kultyści Ylotha – głos wydobył się z jej ust. Łudząco podobny do jej własnego, ale nie należał do niej, był zimny i arogancki.
-Uratowałaś ją Pani? - Kobieta z nadzieją przyglądała się Lilianie.
-Nic za darmo – Znów wydobyło się z jej krtani.
-A tak, oczywiście – Kobieta wyciągnęła sakiewkę i podała ją białej damie.
-Miałam zrobić z córką zapasy, ale nie udało nam się tam dotrzeć, proszę. - Przyjmując sakiewkę i chowając ją w swoim plecaku, Liliana uśmiechnęła się podle.
-Mogłam ja uratować, ale wiedziałam, że zapłata będzie marna. Cała ta wyprawa byłaby stratą mojego czasu, gdyby nie to, że mogłam oglądać jak kultyści gwałcą ją, a potem zarzynają jak świnię – odparła ostro, z paskudnym uśmiechem na ustach. W środku cała wrzała. Chciała to wszystko powstrzymać, chciała wykrzyczeć, że to wcale tak nie wyglądało, to wszystko były kłamstwa! Nie mogła uratować tego dziecka, próbowała, ale nie mogła! Widząc jak kobieta odbiega z płaczem oraz pogardliwy wzrok strażniczki miejskiej, klęła na samą siebie. To nie były jej słowa, nie jej!

Wykorzystując chwilę, w której znów mogła się poruszyć, użyła księgi i przeniosła się do Britt. Biegła co sił, kierując się do katedry. Potrzebowała pomocy. Musiała spotkać się z jakimś kapłanem. Nagle stanęła w miejscu. Nie była w stanie przekroczyć progu świątyni. Jej ciało płonęło  i bolało okrutnie. W jej umyśle pojawił się głos. ,,Nie wchodź tam! Zawróć!" Demoniczny i stanowczy, wyraźnie dawał jej do zrozumienia, co ma zrobić. Ale była uparta. Starała się opierać i za wszelką cenę dotrzeć do środka. Wtedy poczuła palący ból, zupełnie jakby ktoś przykładał jej do oczu rozgrzany metal. Jęknęła, ból był zbyt silny. Ale nadal nie ustępowała. Chwilę potem poczuła pulsujący ból w głębi czaszki, zaraz za oczami, i wilgoć.


Przysłoniła rękoma oczy, a kiedy na nie spojrzała, dostrzegła plamy z łez i krwi. Teraz poczuła, jakby ktoś uderzył ją mocno w twarz, wypadła poza most i wylądowała w wodzie. Tym razem próbował ją utopić. Każda próba walki, kończyła się bólem. Potwornym bólem.




Ale jej upór nie słabł. Nie miała zamiaru poddać się torturom, ani słowom potwora.
Więc ten posunął się jeszcze dalej. Ponownie przejmując kontrolę nad jej ciałem, użył księgi z runami i przeniósł ją do ogrodu koło willi. W jednej chwili wszystkie kwiaty i ule stanęły w płomieniach. Martwe owady opadały spopielone na ziemię, a ona mogła tylko patrzeć.
,,Jeśli mi się nie oddasz, spalę wszystko, zniszczę to, co przez całe życie budował Twój mąż.
A w końcu zabiję jego, Twoimi rękami!" Widząc szalejące płomienie i słysząc groźby, w końcu się poddała. Nie umiała znieść myśli, że jej mąż będzie cierpieć.


Opadła na kolana, i wbiła wzrok w ziemię.
-Dobrze, oddam się w Twoje ręce, tylko obiecaj, że jemu nic się nie stanie, obiecaj!- Błagalny ton wydobył się z jej krtani, tym razem jej własny.
- Obiecuję, że z mojej ręki nie spotka go żadna krzywda. - Nie miała zamiaru ufać demonowi, ale w tej chwili nie miała innego wyjścia. Jej oczy i włosy przybrały kolor węgla. Umysł wypełniła chęć siania zamętu i zniszczenia. Czuła jak wzrasta jej moc. Z odrazą spojrzała na białe szaty, w jakich była. Kopnęła drzwi i wspięła się na piętro posiadłości. Zrzuciła swoje portrety, budziły w niej mdłości. Cisnęła obrączką w głąb pokoju, pobłogosławiony przedmiot parzył jej dłoń. Pozbyła się też symbolu Ahn'bysa, teraz nie był jej już potrzebny. Czerń owinęła jej duszę, umysł a teraz także i ciało. ,,Wyglądasz jak Królowa Piekieł" Odparł zadowolony demon. ,,Mam coś dla Ciebie moja droga." Kiedy spojrzała na swoje dłonie, miała w nich czarny naszyjnik z piór.
,,Uwolnij jego moc." Rozległo się w jej głowie. Bez chwili wahania ujęła w dłoń amulet. Moc wypełniła jej ciało, zza pleców wyłoniły się wielkie, czarne skrzydła. Biła od niej silna i demoniczna aura.


Anioł światła stał się aniołem śmierci. Czas zacząć żniwa.
White Lady

Liliana

Rozdział I

Między dobrem a złem



       Z zamyślenia wyrwał ją głos, który wpełzł do jej umysłu niczym obślizgły ślimak. Uśmiechnęła się zadziornie, długo go nie słyszała.
"Witaj moja droga, czy zdążyłaś już opanować swoje nowe zdolności?" Zapytał. Zaśmiała się, udzielając twierdzącej odpowiedzi. Musiała przyznać, że nowa postać bardzo przypadła jej do gustu. "Wyśmienicie moja miła." "Teraz czas ruszać, mamy dziś wiele do zrobienia." Dodał, a ona bez większego ociągania rozpostarła czarne skrzydła i wzbiła się ku niebu. Wylądowała zaraz za zachodnią bramą Yew, demon polecił jej szukać drewnianej chatki nad brzegiem. Znała te tereny, domyślała się więc, o które miejsce może mu chodzić. Wylądowała pewnie, twardo. Zatrzepotała skrzydłami i czarne tęczówki wbiła w drzwi wejściowe domostwa. Wykrzywiła usta w perfidnym uśmiechu, słysząc dochodzące zza ścian zdenerwowane głosy mieszkańców. Pozostało już tylko czekać, aż pierwsza ofiara ujawni swoje oblicze.  Pierwszy wyszedł mężczyzna, średniego wzrostu, odziany w proste szaty. Widząc stojącą przed sobą postać zbladł, i krzycząc z przerażenia złapał w dłoń drewniany kostur. Zaśmiała się głośno, kawałek patyka, przeciwko niej.
       Była pełna podziwu dla swego miłosierdzia. Mogła pobawić się nim dłużej, a za miast tego spłonął szybko w przywołanych przez nią płomieniach. Bardzo lubiła płomienie. Minęła stygnące ciało i weszła do środka. Z pokoju obok dobiegał płacz małego dziecka. Tak jak myślała, to właśnie po nie musiała tu przybyć.



Przybrała ludzką postać, a trzęsieniem ziemi bez problemu wyważyła zamknięte drzwi. Widząc przerażoną kobietę postanowiła się nieco zabawić.
-Pani! Czy potwór już uciekł? - Zapytała przerażona kobieta, trzymając na rękach niemowlę. Liliana spojrzała na nią udając zatroskaną.
-Tak! Udało mi się go przegonić, ale pędź szybko do męża, masz tu zioła, może jeszcze uda się mu pomóc! - Wręczyła kobiecie woreczek i z satysfakcją patrzyła jak ta wybiega z nadzieją, ku spopielonym zwłokom. Spojrzała na niemowlę, chwyciła je pod pachę, mocno, bez zwracania na nie większej uwagi. Już miała wyjść, kiedy drogę zastąpiła jej zdenerwowana matka dziecka. Czarnowłosa uśmiechnęła się wrednie.
-Oddaj mi dziecko! - Kobieta wołała zapłakana. Liliana jedynie zaśmiała się głośno. Niby dlaczego miałaby się nią przejmować.



    Kobieta nie stawiała zbyt długo oporu. Była zbyt zajęta płomieniami pożerającymi jej drobne ciało, by reagować na cokolwiek innego. A szkoda. Czarnowłosa minęła kolejne już dziś, spopielone truchło, przechodząc po nich w stronę drzwi. W sumie, dom im już na nic nie był potrzebny. "Spalimy im te budę moja miła." Usłyszała wewnątrz swojej głowy. Od razu na jej usta wstąpił szeroki uśmiech. Wyciągnęła wolną dłoń przed siebie i przywołując kulę ognia cisnęła nią w róg pokoju. Drewniane ściany szybko zajęły się płomieniami. Po krótkiej chwili cały dom palił się w najlepsze.


      Kiedy dotarła z powrotem na bagna, skinęła głową do szamana. Zgodnie z jego poleceniem umieściła niemowlę na ołtarzu. Z zaciekawieniem przyglądała się poczynaniom kultysty. Szaman naciął sobie ręce i po wypowiedzeniu zdania "krew z krwi" oblał swoją krwią płaczącego malca. Następnie przyszła kolej i na nią. Bez wahania nacięła sobie dłonie a jej krew powoli skapywała na twarz niemowlęcia.



      Wlewała tryskającą krew z rany w gardło dziecka. Wkrótce demon wydał jej kolejne polecenie. Nadszedł czas by złożyła ofiarę Ylothowi. Szaman wręczył jej złote ostrze. Ostrze tnące ciało razem z duszą. Coś kazało spojrzeć czarnowłosej, na jej prawą dłoń. Utkwiła wzrok na małym i serdecznym palcu.



       Zawodzenie dziecka roznosiło się po całej okolicy. Odkąd go wzięła, nie przestawał kwilić. Była coraz bardziej poirytowana.
"Uduś go!" Głos demona ponownie zabrzmiał w jej umyśle. Jej wzrok zalśnił złowieszczo, a na ustach znów pojawił się paskudny uśmiech. Spełniła żądanie demona. Od dawna nie była już sobą. Czuła i widziała to, co on chciał. Na ołtarzu widziała jedynie mały kawałek skóry, okropnie hałasujący kawałek skóry.

      Z lekką obawą spojrzała na Katedrę w Brittani. Ostatnim razem nie była w stanie przestąpić nawet jej progu. Tym razem jednak, czekało ją tu kolejne zadanie, nie mogła zawieść. Demon poradził jej użyć zdolności aktorskich. Brzmiało to śmiesznie, ale wiedziała, że kapłani Ahn'bysa nie wpuszczą jej do środka, jeśli od progu będzie zdradzała złe zamiary. Musiała ich zmylić.
      Zamrugała kilkukrotnie rzęsami by wywołać łzy. Wbiegła do środka szlochając i wołając o pomoc. Służka świątynna od razu zainteresowała się jej stanem, tuż obok stojący kapłan przyglądał się jej uważnie. Służka była naiwna, czuła to odkąd przekroczyła próg przybytku. Musiała przekonać do siebie przede wszystkim kapłana.
-Oh pomocy, zło czai się za świątynią! Napadli mnie okaleczyli... - Szlochała i zawodziła. Szło jej całkiem nieźle, zważywszy na to, że większość jej słów nie mijała się z prawdą. By być bardziej wiarygodną pokazała swoją okaleczoną dłoń. Służka zbladła widząc przypaloną wcześniej w ogniu ranę i natychmiast oddała ją w ręce kapłana, by ten zajął się jej uciętymi palcami. Wszystko szło zgodnie z planem, prawie wszystko.



Demon nie przewidział jedynie, że pobyt w świątyni jej Ojca, będzie wpływał na mrok, który za jego sprawą zalągł się w jej sercu i duszy. Aura świętego miejsca napawała ją niepokojem, paraliżowała. Nie wiedziała, dlaczego nagle zaczyna mieć wątpliwości. Nie usłuchała głosu demona i nie zaatakowała kapłana. Nie umiała zabić odzianego w białe szaty mężczyzny, nie w tym miejscu.
W końcu demon stracił cierpliwość, znów zawładnął jej ciałem i używając jej rąk dobył ostrza.


Kapłan runął na ziemię z rozdartym gardłem, chwilę potem dołączyła do niego i służka. Stała otępiała pośród martwych ciał. Obojętnym wzrokiem wodziła po otoczeniu. Odwróciła się w stronę ołtarza słysząc czyjeś kroki. Czyżby kolejne zwłoki do kolekcji?
Zwabiony krzykami i hałasem Arcykapłan wyłonił się zza drzwi. Rozpoznał ją. Ona też go poznała. To jego odwiedzała ilekroć zjawiała się w świątyni. Tak jak myślała, szybko zaczął wypytywać ją o truchła na ziemi. Przewróciła oczami odpowiadając tak jak uważała za stosowne. Bluźniła, oskarżając Ahn'bysa o brak zainteresowania jej osobą. Przecież wtedy wołała, prosiła, nie wysłuchał jej modłów, nie pomógł jej gdy demon ją torturował. Dlaczego więc teraz miałaby się nim przejmować? To nie od niego teraz zależały jej działania. Kto inny nią kierował.

Jednak obecność Arcykapłana i aura wypełniająca miejsce w jakim się znalazła nie dawały jej spokoju. Nie czuła się swobodnie, wolała wrócić na bagna. Od mężczyzny biło jakieś niezwykłe ciepło, a kiedy niewzruszony jej słownymi atakami zbliżył się, kładąc swą dłoń na jej ramieniu, zamarła. Przyjemne ciepło ogarnęło jej ciało i duszę. Na krótką chwilę, znów mogła być dawną sobą.


      Przerażona rozejrzała się po pomieszczeniu. Potworne wspomnienia wypełniały jej umysł, nie mogla uwierzyć w to, czego niedawno dokonały jej ręce, nie chciała wierzyć. Ogromny ból i poczucie winy załamały ją zupełnie. Przysłoniła dłońmi twarz i zaniosła się płaczem. Skrzywdziła tyle osób, zrobiła tyle okropnych rzeczy. Nie mogła tego znieść. Szybko odsunęła się od kapłana. Nie wytrzymałaby świadomości, że przez nią ucierpi ktoś jeszcze. Wiedziała, że demon niedługo wróci, wkrótce znów opanuje jej ciało i umysł, znów zmusi ją do posłuszeństwa.
-Liliano... - Kapłan odezwał się spokojnym, łagodnym głosem. - Musimy zawiadomić Twojego męża. - Odparł spoglądając na nią.
W jej głowie trwała zażarta walka. Z jednej strony o niczym tak nie marzyła, jak o spojrzeniu w twarz ukochanego, z drugiej wolała by się tu nie zjawiał, nie on. Nie chciała by widział ją taką, nie chciała zrobić mu krzywdy. Nie wiedziała jak długo pozostanie sobą, jak długo demon pozwoli jej na chwilę przerwy.

Wkrótce przez drzwi świątynne wkroczył ten, którego tak bała się ujrzeć. Spojrzała na niego oczami pełnymi łez.


     Choć nadal była roztrzęsiona z powodu całej sytuacji, w głębi duszy cieszyła się ogromnie, że znów może go zobaczyć.
Tak wiele czasu minęło odkąd się widzieli. Gdy już udało jej się uspokoić targające nią emocje, powoli i na ile była w stanie, odpowiadała na pytania Arcykapłana. Nie było to jednak łatwe, demon wciąż atakował jej umysł, pod jego wpływem miotała się, krzyczała i kuliła z bólu. W końcu jej tęczówki ponownie przybrały czarny kolor, a głos na powrót stał się zimny i przesycony pychą. Znów była pod wpływem demona, znów wypełniał ją mrok i chęć zniszczenia. Wyciągnęła dłoń w stronę męża, prosząc go o pomoc w zabiciu Arcykapłana. Ared jednak doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie rozmawia już z własną żoną.


Widząc brak współpracy z jego strony, odepchnęła go od siebie. Ten, któremu dała się opętać, całkowicie przejął nad nią kontrolę.
Zza jej pleców wyrosły czarne skrzydła i już po chwili jawiła się im pod postacią czarnego anioła.Teraz mogli ujrzeć ją w całej okazałości. Demon zaśmiał się spoglądając na ich zdumione twarze.


Czarny stwór zatrzepotał skrzydłami i wzbił się ku górze znikając im z oczu. Łowy wciąż trwały.
White Lady

Ared

Rozdział II

Magiczny krąg...


Ared od wielu dni nie widział swojej żony. Lilianie zdarzało się wyruszać w długie podróże w celach znanych tylko jej samej. Tym razem jednak nie było jej zdecydowanie za długo. Ared się martwił i czuł, że coś jest nie tak jak być powinno.

Zaczęło się z pozoru niegroźnie. Do Areda podleciał mały gołąb z przymocowaną do nóżki wiadomością. Liliana była w świątyni Ahn'bysa w Brytanii. Problem był w tym, że list nie został przysłany przez Liliane, wiadomość została podpisana przez tamtejszego arcykapłana. Ared znał go i widywał w przeszłości. Czym prędzej wyruszył do Brytanii.

Na miejscu spotkał arcakapłana oraz Liliane... ale Liliane która nie wyglądała do końca jak Liliana. Miała długie czarne włosy zamiast śnieżno białych oraz odziana była w czerń zamiast bieli. Płakała... to był chyba najgorsze co pierwotnie go poruszyło, jej płacz. Ale najgorsze miało dopiero wyjść na jaw.

- Aredzie... obawiam się, że nie mam dobrych wieści - rzekł arcykapłan na widok Areda
- Twoja żona została opętana przez demona. - powiedział sucho.


Czarodziej zbladł słysząc te słowa i zrobił krok w jej stronę wyciągając dłoń. Liliana odepchnęła go a jej oczy zmieniły barwę na smoliście czarne. Z gardła wydobył się opętańczy śmiech.
- Aredzie...musisz mi pomóc... pomóc zarżnąć tego kapłana...
- To nie są Twoje słowa Lili, Ty nigdy byś tak nie powiedziała. Nigdy byś tego nie chciała...
- Oczywiście, że nie jej. Demon przez nią przemawia.

Jakimś sposobem jednak kapłanowi udało się namówić ją aby odrzuciła na chwilę demona i opowiedziała jak to się stało.


Ared zauważył, że brakuje Jej dwóch palców u prawej dłoni. Zacisnął dłoń na trzymanej w drugiej dłoni obrączce którą odnalazł kilka dni wcześniej w sypialni ich domu.
Za jej plecami leżały dwa ciała. Kobieta i mężczyzna. Oboje z poderżniętymi gardłami. Zauważył je dopiero po dłuższej chwili, za bardzo był zaskoczony rozwojem sytuacji.

Po krótkiej chwili demon ponownie przejął nad nią kontrole...


Liliana odleciała, w uszach słychać było tylko jeszcze szum skrzydeł i złowieszcze słowa demona - "być może Ci ją oddam psie... kawałek po kawałku... jak w piekle wszyscy się już nią znudzimy..."

Po wszystkim Ared przeprowadził długą rozmowę z arcykapłanem dotyczącą tego co się stało oraz sposobu wyzwolenia Liliany spod władzy demona...










Poznawszy swój cel wyruszył w poszukiwaniu kręgu na bagnach. Nie wiedział gdzie miało miejsce to co się stało ale znał świat na tyle dobrze, że miał już jakiś punkt zaczepienia. Zaczął od bagien w okolicach smoczej jaskini Destard. Otworzył księgę run, odnalazł odpowiednia runę i ruszył w mrok...

Była ciemna noc, ale jemu to nie robiło różnicy. Jest przecież magiem, na wszystko znajdą się odpowiednie zaklęcia. Przemknął przez las na ciemniejszym niż panujący mrok rumaku, dotarł na bagna. Z mroków nocy wyłoniły się czarne obeliski.

- A oto i krąg - powiedział pod nosem i zaczął go objeżdżać wokół. Dzikusa zauważył dopiero po chwili kiedy ten go zobaczył i próbował się wymknąć.
- Nie bój się, nic Ci nie zrobię - podjechał do dzikusa - umiesz mówić? Widziałeś co tu się stało?
- Umie mówić, ale nie będzie rozmawiał z kultystą z kręgu - zaskrzeczał zza maski - Oni też czarni byli, magie przynieśli, odejdzie albo Ja go pokonać i być wielki bohater plemienia.
- Nie jestem kultystą - uśmiechnął się lekko i ściągnął togę, żeby zobaczył go w całości.
- Tygrys bez pasków to dalej tygrys - zaskrzeczał i zaczął podchodzić powoli z wyciągniętą przed siebie bronią - ale Oni być czarno-czerwoni, Ty nie być kultysta, czego Ty chcieć?
- Szukałem tego kręgu i kultystów którzy odprawiali tu rytuał i przywołali demona - zeskoczył z wierzchowca w miękkie błoto i rozejrzał się - widziałeś ich może?
- Pomoże, opowie, ale Ty dać mi ten koń - wskazał na stojącego obok smoliście czarnego koszmara - Ja na nim pojechać do wioski i być bohater, nie ma koń, nie ma pomoc.
- Lunatyk za tobą nie pójdzie, nawet jakbym go chciał oddać. Ale mogę przyprowadzić Ci innego czarnego rumaka. Miałem kiedyś własną stadninę, znam się na koniach.
- Nie wiem gdzie poszły kultysty, ale byli tu nie raz - wyciągnął dłoń i odgiął dwa palce - o, więcej niż tyle, na bagnach źle tropić - powiedział widząc jak przybyła postać rozgląda się za śladami, wcisnął nogę w bagno, dziurę od razu zalał szlam...

W czasie kiedy dzikus opowiadał co zdarzyło się w kręgu, Ared wyczuwał mroczną moc krążącą w starych obsydianowych obeliskach...


- Ja tu opowiadać a czarnego konia nie widać - przypomniał o obietnicy dzikus przerywając opowieść.
- Przyprowadzę Ci czarnego rumaka, poczekaj tutaj...



Ared usłyszał opowieść o tym jak czarownik kultystów przywołał demona który następnie po przez złożoną mu ofiarę opętał Lilianę i zniknął w jej drobnym ciele. Na tym opowieść się skończyła, dzikus który był świadkiem całego zdarzenia uciekł widząc takie potworności.
Szaman próbował jeszcze nakłonić dzikusa aby ten odnalazł dla niego kryjówkę kultystów i zawiadomił go o tym, ale wygląda na to, że ten nie zamierza mieszać się w sprawy które go tak naprawdę nie dotyczą. Pozostało mu wrócić do arcykapłana i opowiedzieć o tym czego się dowiedział. Wyciągnął z plecaka księgę runiczną i przeniósł się do miasta.

Kiedy wrócił na miejsce z kapłanem powoli wstawał świt, nad bagnem unosiła się lekka mgła.
Kapłan szybko zorientował się w sytuacji, wystarczyło, że podszedł do kręgu i wyczuł zamkniętą w nim moc. Wkroczył pomiędzy przeklęte kamienie i zamknął oczy wchodząc w trans. Wstrzymał gestem Areda aby przerwał snutą opowieść. Wiedział już wszystko. Widział to co stało się w kręgu.




Ared dowiedział się ostatecznie o planach kapłana i następnych działaniach jakie musi uczynić aby odzyskać Lilianę i uwolnić ją spod władzy demona...

Ared

Rozdział III

Czarnoksiężnik

Mija kolejnych kilka dni samotności, które Ared spędził na czytaniu ksiąg i szukaniu sposobu na zniszczenie kręgu kultystów. Niestety bez efektów...  Areda to męczyło, fakt, że nie może nic zrobić w celu szybszego uwolnienia ukochanej doprowadzał go do rozpaczy. Musi coś z tym zrobić. Wstał zza stosu ksiąg, zabrał swoje rzeczy i wyszedł z willi.

Było południe kiedy w kamienny most przed świątynia Ahn'bysa w Brytanii zastukały kopyta czarnego koszmara. Postać w czerni zeskoczyła z grzbietu wierzchowca i ruszyła pewnym krokiem w kierunku głównego wejścia. W zimnych ścianach katedry panował spokój, jedynie ciche kroki przybysza zakłócały tę nabożną ciszę świętego miejsca.

Arcykapłan świątyni w Brytanii wertował akurat jakąś księgę kiedy go zobaczył
-  Witaj Aredzie. Dobrze, że jesteś natrafiłem na dość interesującą księgę o miejscach mocy. Opiewa ona o różnych miejscach w których skumulowana być może magiczna moc i tu mam oczywiście dwie wiadomości. Dobrą i złą...
- Zacznij może od tej dobrej, złych i tak mamy dosyć - mruknął ponuro Ared.
- Dobra jest taka, że po części miałem rację. Krąg można zniszczyć zderzając jego moc z inną. A zła wieść jest taka, że nie możemy wykorzystać do tego kręgu natury znajdującego się po drugiej stronie tamtejszych gór. Musimy znaleźć inny krąg albo znaleźć autora tej księgi może On będzie w stanie nam pomóc. Dowiedziałem się, że przebywa zazwyczaj na Ishenar. Niestety dość często zmienia miejsce pobytu, więc nie jestem w stanie podać Ci jego dokładnego położenia. Ale jeśli uda Ci się odszukać jego sługę... to trafisz i do niego.
- Zawsze to jakiś trop. Kto jest jego sługą?
- To dość charakterystyczna istota... to nieumarły szczuroczłek. Nie widziałem nigdy takiego drugiego więc na pewno go nie przegapisz.
Wyraz twarzy Areda wskazywał na to, że widywał najwidoczniej już dziwniejsze istoty w swoim życiu, nie zamierzał jednak się tym dzielić z arcykapłanem.
- I gdzie mogę go znaleźć? Więc jego mistrz jest nekromantą? - westchnął słysząc, że pewnie będzie musiał spotkać się z kolejnym maniakiem chcącym pokonać śmierć na własny sposób.
- Jego mistrz para się zbyt wieloma dziedzinami magii i nauki by go tak określić - odrzekł kapłan.
- Niech i tak będzie. Więc gdzie powinienem szukać tego szczuroczłeka?
- Zapytaj w osadzie Aurin, jeśli ktoś go widział na pewno go nie zapomni.


Kilka chwil później w Osadzie Aurin pojawił się przybysz z Sosarii. Znachor kręcący się zazwyczaj na głównym placu zwrócił na niego swoją uwagę. Skinął głową widząc zbrojnego czarodzieja na smoliście czarnym koniu, spod kaptura wyłoniła się blada twarz.
- Witaj, poszukuje pewnej istoty. Mam nadzieję, że ktoś w tej osadzie widział coś podobnego. Chodzi o nieumarłego szczuroczłeka.
- Na cóż szukasz tej plugawej abominacji? - splunął na ziemię z obrzydzeniem
- Podobno jest sługą pewnego maga, szukam właśnie jego...
- Mam nadzieję, że po to by zniszczyć obu. Czy taki jest Twój zamiar? - zapytał nie ukrywając w głosie zawiści do wymienionej dwójki.
- A więc widziałeś szczuroczłeka? Może wskazać miejsce gdzie ostatnio go widziałeś? - Ared postanowił, że nie będzie dzielił się szczegółami swoich poszukiwać i przeszedł od razu do sedna sprawy.
- Nie znam jego Pana, jednak ktoś kto tworzy takie coś powinien skończyć na stosie! Zaprawdę powiadam Ci, jedynie ogień oczyści jego duszę! Idź na północ znajdziesz tam zagajnik z ruinami w pośrodku. Po środku ruin znajdziesz też zbiornik z wodą. Ostatnio tam się kręcił.
Ared skinął głową i odjechał, słysząc jeszcze z oddali
- Będę wypatrywał dymów ze stosu jaki im urządzisz!

Ared wielokrotnie w przeszłości mijał takie miejsce więc nie miał trudności z odnalezieniem go i tym razem. Kiedy dotarł na miejsce widział już z oddali przemykającą między drzewami postać przygarbionego szczuroczłeka. Podjechał do niego, żeby mu nie zniknął gdzieś w krzakach i od razu zaczął rozmowę. Ale ile się nasłuchał skrzeczenia, prychania, prób odganiania go, że Pan jest zajęty, Pan nie ma czasu, wiedział już tylko sam Ared. Martwy bandyta który za nim przybiegł licząc na łup już nie słuchał. Leżał obok z rozbitą czaszką...






Westchnął ciężko widząc jak przekonany wreszcie szczuroczłek poszedł po swojego Pana. Widział z oddali jak ten odsuwa jakiś kamień a potem znika w jakimś przejściu. Po dłuższej chwili z przejścia wyłania się mężczyzna w starej wielokrotnie łatanej i brudnej todze.
- Oto człowiek który dla mocy i wiedzy porzucił cały zewnętrzny świat w obawie przed inkwizycją - pomyślał Ared widząc zbliżającego się maga. Maga który jeśli kapłan miał rację może pomóc mu w odzyskaniu ukochanej - Witaj, przybyłem do Ciebie ponieważ słyszałem, że jesteś autorem pewnej książki. Książki o magicznych kręgach i sposobach ich wykorzystywania oraz niszczenia.
- Tak to Ja. Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że szukałeś mnie i zajmujesz mój czas tylko po to żeby porozmawiać o książce? Może jeszcze Ci ją podpisać? - odgryzł się nieznajomy.
- Nie, nie przyszedłem po twój podpis. Potrzebna mi twoja rada dotycząca pewnego magicznego kręgu.
- W takim razie chodź za mną, nie będziemy rozmawiać tutaj - skinął na niego i skierował go do ukrytego między skałami przejścia.


Ared znalazł się w podziemnym laboratorium czarownika. Teraz już wiedział czemu ten nie był taki popularny. Przy jednej ze ścian stały konstrukty, pokój zaś wypełniała przeróżna maszyneria, niektóre obiekty Ared rozpoznawał, o innych czytał, a jeszcze inne stanowiły dla niego tajemnice.
-  Ty opowiadaj, a Ja będę pracował. Niestety nie mam krzeseł więc musisz stać - mruknął i zaczął majstrować coś przy jednym ze stołów.
Tak więc opowiadał, o kamiennym kręgu, o kultystach, o przyzwanym przez nich demonie...
- Przejdźmy na górę - przerwał opowieść i zaprowadził go na inny poziom laboratorium.


To pomieszczenie przypominało bardziej rzeźnię niż pracownie. Na stole leżały porozcinane zwłoki, przy jednej ścianie stały wielkie szklane zbiorniki z mętną cieczą. W cieczy unosiły się jakieś humanoidalne postaci. Po drugiej stronie stał zszyty z różnych kawałków twór o dwu głowach, nie ruszał się...
- Tak więc biorąc pod uwagę dziedzinę jaką się zajmujesz, myślę, że krąg napełniony mocą bardzo by Ci się przydał - kontynuował Ared
- Opowiedz mi o nim coś więcej, ile ma kolumn, jakiego są koloru gdzie się znajdują
- Jest osiem kolumn, wszystkie są czarne, nie pamiętam z jakiego kruszcu były zrobione. W kręgu był odprawiony rytuał, składana była ofiara i przywołany demon.
- Zatem na nic mi się nie przyda. Znacznie szybciej sam stworze coś co wytworzy taką moc niż oczyszczę tamten z plugastwa. Ale wiem jak możesz go zniszczyć. I pomogę Ci w tym, ale nie za darmo. Znasz wyspę na której znajduje się świątynia ognia?
- Hythloth? Znam, przed wejściem do świątyni zawsze kręci się strażnik. Wielkie skrzydlate monstrum - zaklął na myśl, że będzie pewnie musiał udać się do tego przeklętego miejsca
- Tak, tak, mniejsza z nim. Na tej wyspie znajduje się inny krąg. O ile dobrze pamiętam to krąg żywiołów. Jeśli nie pomyliłeś się w opisie kręgu na bagnach, ten powinien być odpowiedni do zneutralizowania tamtego. Tak więc udasz się do obu kręgów, zestroisz się z nimi i skierujesz ich przeciwne moce tak aby się zniwelowały. Wówczas co najmniej oba zostaną zniszczone.
-Co najmniej? Co może jeszcze zostać niszczone przy okazji?
Czarownik wyszczerzył się lekko - cóż... wyspę też może szlag trafić - zarechotał.
- Ciekawa perspektywa. Pewnie w podobny sposób zatopili Magincje




- Będziesz jeszcze potrzebował czegoś co dobrze przewodzi moc. Musisz zaczerpnąć niewielką ilość mocy z jednego kręgu i zamknąć ją w przewodniku, to samo uczynić z drugim. Następnie wetknąć w ziemie przewodnik z mocą drugiego. Po tym jak krąg żywiołów ulegnie zniszczeniu, przyniesiesz mi kryształy które z niego pozostaną. To będzie moja zapłata za pomoc. A jeszcze jedno, poczekaj tu - przypomniał sobie o czymś i wyszedł z pomieszczenia.

Po chwili wrócił niosąc ze sobą dwa identycznej długości pylony ze szkła, srebra i tytanium. Wręczył je Aredowi i rzekł:
- Zrobiłem je na szybko, ale powinny działać. Przy ich  pomocy zaczerpniesz mocy z kręgów trzymając go w dłoni. Postaraj się zaczerpnąć taką samą ilość mocy. To będzie najlepszy przewodnik dla twoich celów.

Pożegnał czarownika i wyszedł trzymając na ramieniu wręczone pylony. Przeniósł się do Brytanii aby porozmawiać o osiągnięciach z arcykapłanem.


Wizyta nie trwała długo, przyniósł mu przy okazji składniki niezbędne do przygotowania rytuału w którym uwolnią Liliane oraz opowiedział o spotkaniu z czarownikiem. Nie chcąc przedłużać ruszył czym prędzej do kręgów magicznych w celu przygotowania ich odpowiednio do zniszczenia.

Przybył na miejsce i prawie od razu zaczął padać lekki śnieg, było chłodno. Rozejrzał się uważnie. Osiem obelisków, czarne wykonane z obsydianu. Tak więc dobrze pamiętał. Chwycił za jeden z pylonów i wkroczył do kręgu. Momentalnie spadło na niego uczucie przygniatania przez natężenie mrocznej mocy, w głowie mu pulsowało, a w uszach słyszał szum... szum setki szeptów i ofiar dla demona. Stanął na środku kręgu po czym wbił pylon w ziemie czuł jak zaczęła przepływać przez niego moc...


Chwiejnym krokiem opuścił przeklęty krąg, rozwiewając mrok który panował mu przed oczami. Kiedy znalazł się już za kręgiem wypluł krew i opadł kolanami w błoto. Został tak w bezruchu przez chwile i łapał siły. To teraz jeszcze podróż na Hythloth. Ruszył statkiem z północnego wybrzeża Yew w podróży miał dużo czasu żeby odpocząć i nabrać sił na wizytę w drugim kręgu. Po tym jak dotarł na miejsce zaczął poszukiwania. Wędrując po wyspie starał wyczuć gromadzącą się w kręgu moc żywiołów. Dłuższy czas mu się to jednak nie udawało, ale jednak w pewnym momencie poczuł. Delikatny ledwo wyczuwalne źródło daleko na północnym wschodzie. W miarę jak zbliżał się do kręgu moc narastała. Kiedy był już na miejscu zauważył nie tylko krąg ale również krążących wokół kręgu strażników żywiołów.

Po wszystkim Ared zostawił Lunatyka poza kręgiem, a sam chwyciwszy drugi pylon wkroczył pomiędzy kamienie. Moc w tym kręgu była czysta niczym nie skażona. Zestrojenie się z kręgiem nie skutkowały straszliwym wyczerpaniem jak to było w przypadku kręgu na bagnach. Po chwili przepełniony mocą czarodziej z błyszczącymi szafirowymi oczyma opuścił krąg.

Mając już oba pylony wypełnione magią z kręgów mógł przystąpić do ich zniszczenia. Wbił pylon z kręgu na bagnach w środek kręgu żywiołów. Następnie za pomocą księgi run przeniósł się ponownie na bagna i tam wbił drugi pylon który naładował w kręgu żywiołów. Minęły chwile kiedy Ared zakończył rytuał a energie z obu kręgów zwalczały się nawzajem. Kiedy było po wszystkim kręgi rozsypały się w pył.




Pozbierał tylko pozostałości z kręgu żywiołów w celu spłacenia długu który zaciągnął u czarnoksiężnika po czym wrócił do Brytanii opowiedzieć o wszystkim arcykapłanowi.
Jego następnym celem jest odszukanie Liliany, gdziekolwiek demon ją przed nim schował...

Ared

Pomijając fakt, że sam quest miał miejsce 25 czerwca. Niestety ale skill lenistwa mam na bardzo wysokim poziomie ;)


Rozdział IV

Twoje Imię!


Było popołudnie, bagna cuchnęły jak zawsze. Nad zniszczonym kamiennym kręgiem unosiły się resztki napełniającej to miejsce czarnej magii. Arcykapłan Ahn'bysa siedział na przewróconym obelisku i wpatrywał się zmęczonym wzrokiem na krąg usypany z soli pośrodku ruin. Ciszę zaległą na bagnach przerwał pomruk materializującego się za jego plecami maga na czarnym koszmarze.

-Jesteś Aredzie. Wszystko niemal gotowe. Brakuje tylko demona... - powiedział nie odwracając się nawet. Po chwili jednak wstał i spojrzał na przybysza.
-Witaj. Wiesz może gdzie się ukrywa? W normalnych okolicznościach po prostu przywołał bym Ją do siebie - westchnął zrezygnowany - No ale to nie są normalne okoliczności...
-Czy masz może coś, jakiś przedmiot którego aura była by z nią bardzo silnie związana?
-Mam jej obrączkę - wyciągnął z sakwy pilnie strzeżoną malutką obrączkę którą nosił przy sobie cały czas. Przyglądał się jej przez chwile jakby z utęsknieniem po czym podał kapłanowi.
Arcykapłan delikatnie ujął obrączkę w dwa palce i uniósł wysoko przyglądając się w skupieniu. Powietrze lekko zafalowało kiedy z ust kapłana wyszły słowa zaklęcia.

-Rzuciłem na obrączkę zaklęcie które powinno nakierować twoje myśli na miejsce w którym znajduje się Liliana. Jest jednak jeszcze coś co musisz zrobić. - kapłan zastanowił się chwilę jakby ważył słowa - najpierw będziesz musiał osłabić Demona, a dokładniej osłabić ciało które opętał...
-Co masz na myśli? - zbladł słysząc jego słowa - mam Ją uderzyć? - przez ułamek sekundy Ared miał minę jakby miał zamiar uderzyć kapłana za sam taki pomysł, opanował się jednak i zacisnął mocniej szczęki.
-Tak, będziesz musiał walczyć z demonem żeby go osłabić. A kiedy zyskasz już nad nim przewagę...

Ared domyślał się, że to jeszcze nie koniec. Co jeszcze kapłan mógł wymyślić, żeby ten jeszcze bardziej był zmuszony skrzywdzić Liliane. Kapłan podał mu zawiniątko w którym jak się okazało znajdowało się srebrne poświęcone ostrze. Sztylet był znacznie większy od przeciętnego ostrza, na klindze jaśniały delikatnym blaskiem znaki runiczne.

Czy Ty chcesz żebym Ją zabił? Mam Ją tym dźgnąć?!


Kapłan zaprzeczył szybko widząc wyraz twarzy Areda.

-Demon nie pozwoli jej umrzeć, w taki czy inny sposób będzie utrzymywał jej ciało przy życiu. Ale to pozwoli go unieruchomić na czas dostatecznie długi, żebyś mógł przenieść ciało Liliany do kręgu i rozpocząć egzorcyzmy.
-Tak więc nie ma wyjścia. - zacisnął dłoń na podanej przez kapłana obrączce malutkiej akurat na palec drobnej kochanej przez niego osoby. Zamknął oczy i przez chwile czuł jakby spoglądał na świat oczami Liliany. Widział uciekających przed nią ludzi i malutką ukrytą daleko w górach osadę... Aurin.

Kilka chwil później wyłonił się z księżycowej bramy niedaleko Osady Aurin. W oddali przed sobą widział drewniane i kamienne budowle. Pomiędzy budynkami unosił się dym, a na ulicach miasteczka nie było widać nikogo... prawie nikogo. Zbliżając się do wioski zobaczył Ją, unoszącą się lekko na skrzydłach pomiędzy budynkami. Tym razem przybrała postać częściowo demoniczną częściowo anielską. Długie czarne skrzydła oplatały jej ciało, w oczach płonęła nienawiść do wszystkiego co żywe. Dłonie miała ubrudzone popiołem i krwią. Niedaleko ukrywali się mieszkańcy wioski, widział ich, przestraszonych, zaszczutych i na skraju rozpaczy...

-Oddaj mi Liliane demonie - zakrzyknął podjeżdzając powoli w jednej dłoni dzierżąc kostur a w drugiej zakrzywione srebrne ostrze. Istota na jego widok zasyczała i cisnęła w jego stronę błyskawicą. Zaklęcie częściowo odbiło się od magicznego lustra ale czuć było, że jest znacznie osłabione. Ktoś, zapewne Liliana nie pozwalała demonowi wykorzystać w pełni jego mocy. Demon plunął w jego stronę ogniem i korzystając z okazji cisnął się w jego stronę próbując ściągnąć go z siodła.

Pomimo usilnych starań demona nie dał rady sięgnąć ramionami Areda, coś go powstrzymywało przed dopadnięciem swojego przeciwnika i zmiażdżeniem mu czaszki. Mag odbił kolejny cios demona i odbił go od siebie zaklęciem. W skrzydłach demona powstała wyrwa przez którą stracił równowagę i wylądował na nogach. Ared nie czekał długo, zeskoczył z siodła i ponownie cisnął w niego zaklęciem. Skrzydlata postać poleciała na plecy odbijając się od ściany budynku i osunęła na ziemie. Podszedł do ciała powoli i obrócił je tak aby widzieć czy istota dalej żyje. Żyła i powoli wracała do przytomności.

-Wybacz Lili - wyrzekł cicho z twarzą bladą jak ściana po czym dobył srebrnego ostrza i dźgnął Ją pod żebro przebijając prawie na wylot. W głowie usłyszał krzyk bólu i poczuł jakby drugie takie samo ostrze przebijało mu serce.



Istota plunęła na niego krwią. Otrząsnął się z trudem po czym uniósł w ramionach przebita sztyletem postać.

-Czas wracać moja droga... - Wychrypiał słowa zaklęcia aby przed nim otworzyła się brama i wolnym krokiem przekroczył ją, koszmar posłusznie podążył śladem swego Pana zostawiając na ziemi tylko wypalone ślady kopyt.

Moment przejścia pomiędzy światami powitał częściowo z ulgą. Poczuł wokół siebie zgniłe powietrze bagien roztaczających się wokół kamiennego kręgu. Wiedział, że połowa drogi już za nim. Teraz czas na tą drugą, trudniejszą połowę. Egzorcyzm...

-Jesteście! - zmęczona twarz starca rozpogodziła się, wskazał krąg usypany z soli - szybko, do kręgu zanim odzyska świadomość i moc! - Nie czekając, przekroczył linie usypaną z soli i wkroczył do kręgu. Liliana zaczęła odzyskiwać swoją postać, skrzydła zaczęły rozsypywać się w pył popychane niewidzialnym podmuchem. Ciało przybrało normalną ludzką postać ale przebite srebrnym sztyletem. Mamrotała coś językiem demonów, ale oczy miała dalej zamknięte. - Zostaw ją na środku i wyjdź z kręgu.

Przez chwilę wpatrywali się obaj na leżące w środku drobne ciało kobiety. Najpierw lekko drgnęła. Po chwili zacharczała i wypluła krew z ust, otworzyła oczy, czarne jak najczarniejsze opale. Z trudem chwyciła za rękojeść ostrza i ignorując syczący ból jaki sprawiało jej poświęcone ostrze wyszarpnęła je z ciałem razem z fontanna krwi i bólu. Zawyła głośno i wypluła krew która zaczęła wsiąkać w podłoże. Na oczach Areda oraz arcykapłana głęboka do tej pory rana zaczęła się błyskawicznie zasklepiać. W chwilę nie było po niej nawet większego śladu.


Tymczasem arcykapłan wyciągnął butelkę z wodą święconą i zaczął dokładnie rozlewać ją wokół kręgu, tak aby okrąg był dokładnie zamknięty magiczną mocą. Ared obserwował poczynania kapłana, wiedział, że sam na razie nie może wiele więcej zrobić aby przyspieszyć odzyskanie ukochanej.
Czarne źrenice poczęły wodzić wokół z miejsca na miejsce. Nie minęła chwila jak Liliana zerwała się z nieprawdopodobną sprawnością z ziemi i ruszyła w stronę kapłana z zamiarem skręcenia mu karku. Odbiła się jednak od niewidocznej bariery i cofnęła o kilka kroków.

-Wypuśćcie mnie psy! - zaklęła sycząc i obnażając kły których do tej pory nie miała.
-Opuść jej ciało i oddaj moją ukochaną! - zakrzyknął Ared ale nie dało to żadnego rezultatu, demon nie pozwolił jej nawet na niego spojrzeć obracając się w stronę kapłana trzymającego w ręku butelkę z wodą święconą. Zasyczała spoglądając na niego.

Kapłan nawet nie zamierzał odpowiadać, chlusnął tylko wodą z butelki w twarz Lilianie. Zasyczało, demon odskoczył w głąb kręgu dławiąc się i kaszląc.

-To twój koniec demonie, wyjaw nam swe imię! - zaczęło się... przez godziny najpierw kapłan oblewał demona święconą wodą, recytował modlitwy, groził, opowiadał wszystko po to by poznać Imię przeklętego demona... Niewiele to jednak zmieniało, Liliana cierpiała, płakała i szlochała wewnątrz kręgu.
-Jak możesz na to pozwalać, to boli! Czemu nie chcesz mi pomóc! - z oczu Liliany ciekły ciurkiem łzy, patrzyła z wyrzutem prosto na Areda, a jej ciało syczało i wiło się w bólu. - Jesteście okrutni... To mnie rani...
-Cokolwiek by nie mówiła, nie wchodź do kręgu - upomniał Areda kapłan widząc jak ten zgrzyta zębami widząc to wszystko. - Gdy poznamy jej imię, to To będzie kluczem do jej wolności i będzie można nakazać mu by ją opuścił - wyciągnął zdobyte kilka dni wcześniej ostrze kultystów. - po raz kolejny polał ją święconą wodą i zakrzyknął zmęczonym głosem - A teraz wyjaw nam swe imię Demonie!

Po raz kolejny Ared musiał oglądać jak Liliana zwija się w bólu, krztusząc się i wypluwając wodę. Cały czas płakała i miotała się w bólu.
W po kolejny kilku męczących godzinach kapłan nieopatrznie przełożył pół stopy za linie kręgu. Ared zareagował szybko i odciągnął kapłana, jednocześnie sięgając po worek z solą i uzupełniając ubytek.

-Wybacz Aredzie. Nie spałem dość długo - westchnął zmęczony - ale już prawie! Nie wygrasz tego starcia demonie!
-Sprawie, że przepadnie razem ze mną, zniszczę ją od środka! To będzie wystarczająca wygrana - zaśmiała się szaleńczo - zakorzeniłem się w jej duszy, nawet jeśli mnie pokonanie... - zasyczała z bólu po tym jak kapłan ponownie polał Ją święconą wodą - część mnie pozostanie tu na zawsze! - Kapłan nie dał jej dokończyć
-Twoje imię demonie! Natychmiast! - kolejny raz polał na nią wodą - Aredzie Twoja kolej, przywołaj fale pływową. Ja Ją poświęcę.

W chwilę potem z nieba wylał się wodospad wprost na opętane ciało Liliany. Siła potoku powaliła Ją i przybiła do ziemi. Dłuższy czas nie poruszała się.  Po chwili jednak ciężko podniosła się sycząc z ogarniającego Ją bólu...

-Raniąc mnie, ranicie Ją! - zasyczała. Uchwyciła jednak moment w którym kapłan lejąc na nią wodę lekko przekroczył ramieniem barierę kręgu. Chwyciła go za ramie i pociągnęła z mocą do siebie. Starzec upadł na przecięcie rozsypując wokół sól. Nie wiadomo skąd Liliana dobyła sztyletu wrzeszcząc opętańczo - Zginiesz psie! - zamachnęła się i wbiła sztylet w jego ramie.
Widząc co się stało, Ared przekroczył rozerwany krąg i cisnął w jej stronę zaklęciem powalając Ją na ziemie. Złapał kapłana za szaty i wyciągnął poza granice kręgu. Zabrał z ziemi worek z solą i uzupełnił lukę słysząc szalony śmiech demona.

-Robię się na to za stary... - wyznał kapłan zbierając się z ziemi i oglądając ranę na ramieniu - musisz mnie zastąpić. Ja w takim stanie nie poprowadzę dalej egzorcyzmów. Dość już krwi się przelało, nie możemy pozwolić aby więcej dostało się do kręgu. - wyciągnął ramie i podał mu zakrzywiony sztylet kultystów.
-Nic z tego nie będzie - zasyczał demon, dobywając znowu sztyletu i tnąc ramie Liliany kalecząc je. W tym momencie po raz kolejny została przygnieciona spadającym z nieba strumieniem wody.
-Nie będziesz mi żony kaleczył, wycierpiała już dość... - wypowiedział słowa kolejnego zaklęcia i siłą umysłu wyciągnął jej z dłoni sztylet przyciągając go do siebie a potem ciskając poza zasięg kręgu.

Z trudem ale jednak Liliana podniosła się opierając na ramionach, z przerażeniem spoglądając wokół oczami swojej naturalnej barwy. Oglądała przez chwile swoje ociekające krwią ręce i skrzywiła się.

-Co Ja tu robię? - zakrzyknęła czując ból i padając znowu na ziemie, zanim się podniosła oczy były ponownie czarne ale tym razem błądziły po otoczeniu jakby nic nie widziała - co.. kto tu jest? - z nosa kobiety wydobyła się wąska strużka czarnego dymu.
-Zaczyna słabnąć - zauważył kapłan - miota się, nie przerywaj!

Kolejna fala wody opadła na barki kobiety i przybiła Ją do ziemi. Na twarzy Areda widać było ból porównywalny z tym co czuła sama Liliana kiedy musiał osobiście taki na nią sprowadzać.

-Wyjaw nam swoje imię - powiedział spokojnym głosem czarodziej i cisnął w jej stronę kolejną falą...

Kolejne dwie strużki dymu zaczęły wydobywać się tym razem z jej ust i ucha. Nad bagnami już od dłuższego czasu zaczęło robić się ciemno.

-Nie będziesz mi rozkazywał - wypluła krew w jego stronę podnosząc się ciężko z ziemi. Spojrzała w bok na coś co wyszło z mroków nocy tuż za plecami dwu mężczyzn. - Pomocy! - krzyknęła.



Z mroku wyłoniło się Coś. Miało długie łapy ale mimo to poruszało się bardzo szybko i zwinnie. Nawet przygarbione było sporo wyższe od Areda. Rozejrzało się zaskoczone widząc trzy postacie wśród kamieni i usypany na środku krąg. Oczy świeciły się bestii nienaturalnym blaskiem i jakąś złośliwą inteligencją

-Nekromanckie zło - wyskrzeczało stworzenie obrzucając wokół siebie kawałki mięsa i ziół jakby to miało uchronić je przed magią.

Ared oderwał się na chwile od egzorcyzmów i spojrzał razem z kapłanem na postać.

-Nie jestem nekromanta, jestem szamanem. Odejdź stąd nie chcemy twojej krzywdy - powiedział spokojnym głosem.

Kapłan widząc, że bestia jak widać nie zamierza się stąd ruszyć podszedł do niej inkantując pod nosem jakąś modlitwę.

-Odejdź stąd plugawa istoto - wyciągnął w jej stronę dziwny medalion i dotknął nim stworzenie które nagle rozpłynęło się w czarnej mgle jakby nigdy nie istniało - kontynuuj - rzekł spoglądając ponownie na Areda.
-Twoje Imię demonie. Wyjaw nam je...

Noc mijała, na bagnach pośród mgły słychać było opętańcze wrzaski i zaklęcia. Kolejny raz Liliana podnosiła się z ziemi po tym jak na głowę wylał jej się wodospad wody. Strużki dymu coraz gęściej wydobywały się z jej ciała. Nieobecnym wzrokiem rozglądała się po panującym wokół mroku po czym zapytała cicho.

-Ared... Ared to Ty?
-Tak Lili, to Ja. - w głosie czarodzieja słychać było ból.

Spojrzała w stronę z której dochodził dźwięk i uśmiechnęła się delikatnie. Po chwili jednak znowu padła na ziemie w bólu, wydając z siebie dziwny gardłowy pomruk. Widać było, że pomimo odniesionych ran i godzin egzorcyzmów powoli silna wola kobiety zaczęła przedzierać się przez osłabioną już moc demona.

-Bi... - z bólem i ledwo słyszalnie wydyszała fragment słowa. Z gardła kobiety wydobył się potworny krzyk... coś jakby wrzask dziesiątek osób. Oczy Liliany pomimo ogarniającego je mroku zwężyły się jakby spoglądając prosto na Areda. W jednej chwili ciałem Liliany szarpnęło jakby coś próbowało ją przekręcić każdą kończynę w osobną stronę. Upadła, kiedy kolejny raz spadła na nią fala poświęconej wody. - Imię moje mają błędnie, co złamiemy jej następnie? - zaśmiała się złośliwie.

Ared spojrzał na jej kolano wykręcone pod nienaturalnym kątem i zaklął. - Wyjaw mi swoje Imię. Podaj mi swoje imię - powtarzał tak już od kilku godzin i zaczął chrypnąć.

-Bi'pi... - wyszeptała, po czym warknęła jakby chciała skarcić samą siebie i uderzyła się w twarz rozcinając usta. - Proszę... przestań - błagała - On mnie zabije... - kolejna fala powaliła Ją i przygniotła do ziemi. Kiedy wstała zauważył, że jej oczy stały się białe. Jednak nie tak jak dawniej, były nienaturalnie białe inaczej niż to pamiętał... - gdzie... gdzie jesteś? Czemu tu tak ciemno? - głos miała załamany, dłońmi zakryła twarz - Ja nic nie widzę...
-Jestem na przeciwko Lili - powiedział łagodnie - zostań tam gdzie jesteś. Zaraz do Ciebie przyjdę - mówił spokojnie, ale głos łamał mu się z bólu. - Twoje Imię demonie - westchnął kolejny raz, i wylał na nią resztę zawartości butelki ze święconą wodą...
-Bi'pith!! - wyjęczała nieludzkim głosem - Bi'pith! - zawyła żałośnie a czarny dym zaczął wyciekać jej z oczu zmieszany z krwią.
-A więc Bi'pith nakazuje Ci opuścić Jej ciało! - zakrzyknął Ared oglądając jak Liliana zwija się z bólu a czarna chmura zaczęła nabierać kształtów i formować się. Sama Liliana klęczała przed nimi z głową skierowaną w ich stronę. Ręce wisiały jej bezwładnie wzdłuż ciała.


Bi'pith demon ujawnił w końcu swoją prawdziwą postać i spoglądał na ludzi z góry rycząc wściekle. Przez chwilę miotał się wewnątrz kręgu jakby chciał uwolnić się i odlecieć. Spojrzał prosto na Areda i wyciągnął w jego stronę macki.


-Przeklęty demonie! Bi'pith przepadnij! Wracasz do otchłani w której cię zamknęli - po czym zamachnął się zakrzywionym sztyletem kultystów wbijając go w jedną z macek demona. W momencie uderzenia błysnęło jasne światło i zaczęło oplatać demoniczną postać łącząc ją ze sztyletem. Bi'pith ryczał i miotał się straszliwie, ale osłabiony egzorcyzmami nie był w stanie przeciwstawić się zaklęciu które wiązało go na powrót z przeklętą bronią.

W dłuższej chwili Ared upuścił rozgrzany do czerwoności sztylet który zaczął topić się w jego dłoniach. Rzucił resztki przepalonych prawie doszczętnie kościanych rękawic. Z dłoni zaczęła powoli sączyć się krew z rany. Oglądał przez chwilę wyginający się od temperatury sztylet, w końcu odwrócił się w stronę nieprzytomnej Liliany i wkroczył do kręgu. Przykląkł przy niej i uniósł ją delikatnie, przytrzymując dłonią głowę.
Spod kaptura w jakim był skryty wylały się łzy kiedy oglądał w jakim stanie znajduje się jego ukochana. Ciało miała blade, ręka i kolano sine i napuchnięte od poważnych złamań. Policzek i usta krwawią. Otworzyła oczy, jej źrenice były blade, wodziła wzrokiem wokół.

-Ared... Ared gdzie jesteś?
-Tutaj kochana, jestem obok ciebie - powiedział cicho i uśmiechnął się - Kocham Cię Lili.

Jak się później okazało, nie był to niestety jeszcze koniec koszmaru...