Nietypowe ultimatum

Zaczęty przez Aruv, 2006 06 25, 23:47:13

Poprzedni wątek - Następny wątek

Aruv

Posłaniec, Czerwona Czaszka i poszarpany list.

Wielojęzyk - obeznany w sprawach mediacyjnych dzikus został wysłany przez swoje wędrujace plemię Gołonogich, by ustalić, a raczej podać, warunki ugody. Jako doświadczony w swym "fachu" osobnik szybko uporał się ze swoim zadaniem. Od tego momentu, 3 miasta mają coraz mniej czasu, by zebrać potrzebne materiały mające uchronić ich przed atakami.
Wybór należy do nich.

Kęs

Może tutaj?... Tak, tu będzie dobrze... Trochę w prawo... Prawie... Już, tak! Świetnie! – majster kierowany poleceniami zebranych w banku mieszkańców Papui mocował na ścianie tablice aukcyjną, gdy w drzwiach pomieszczenia pojawiła się półnaga istota. Przybysz odziany był wyłącznie w przepaskę na biodrach, torbę przerzuconą przez ramię, a twarz nieznajomego skrywała się pod prymitywna maską.
LUDZ! DUŻO LUDZ! – krzyczał – WIADOMOŚĆ. MIEĆ WIADOMOŚĆ. JA! SZUKAĆ WÓDZ WIOSKA. BURMISTS! – seplenił składając słowa w niegramatycznie zdania.
Taaaak? Czego chcesz? – spytał Jalynfein zerkając podejrzliwie na nieokrzesanego człeka.
MIEĆ WIADOMOŚĆ – powtórzył dzikus – ALE NAJPIERW ROZRYWKA CHCIEĆ.
Ouu – stęknął z podziwem Jalynfein, gdy przybysz począł wyjmować z torby akcesoria, których nie powstydził by się porządny dom rozkoszy masochistycznych. Parę chwil później, po zabawie w która nie bawią się dzieci, rozanielony dzikus wyjął z torby krwistoczerwona czaszkę z przywiązanym doń listem. Rzucił przedmiot na stół i sam korzystając z chwili zamieszania cichcem wybiegł z banku.. Jalynfein rozwinął zwitek, z kartki buchnął smród wykręcając nosy przebywającym aktualnie w banku mieszkańcom. Maź, która została napisana wiadomość na pewno nie była atramentem... Począł  czytać notatkę, a z każdym nowym zdaniem coraz większy gniew malował się na twarzy burmistrza.
Zabije! Wypatroszę! Te dzikusy maja czelność grozić najazdem na Papue. Żądają okupu! – Jalynfein zapluł siebie, podłogę i ubrania najbliżej stojących osób wyrzucając z siebie słowa. Dziki ryk zatrząsł bambusowymi ścianami pomieszczenia. Jalynfein westchnął.
Już mi lepiej... - dodał spokojnie.
Wyrżniemy co do nogi te bezczelne plemię. – w banku dało się słyszeć gniewne głosy równie niezadowolonych mieszkańców. Jalynfein ich nie słuchał, coś rozważał.
Spełnimy ich żądania – dodał po chwili.
W budynku zapadła cisza.
Jak to spełnimy? – krążyły zdziwione szemrania
Normalnie – ściszył głos – Norieln Ty jeszcze... - szeptał - ... zatem.... I nie zapomnij... butelki... dla nas... - pośród odgłosów wiatru hulającego po pomieszczeniu dało się słyszeć niektóre słowa.
Dobrze – uśmiechnął się przebiegle Norieln.
Powoli zapadał zmierzch, mijał termin wyznaczony przez dzikusów do spełnienia żądań zawartych w  liście. Kilku członków Hordy czekało z przedmiotami. Nikt nie nadchodził, daremnie wypatrywali posłańca, gdy pośród ciemności nocy błysły błękitne światła. Rozległ się krzyk. Wataha dzikusów wybiegała z portali. Szczek broni. W powietrzu świszczały porcje czystej magicznej energii. Nastała cisza. Koniec. Wierzchowce brodziły w błocie, krwawym błocie.
Jalynfein rozejrzał się po swoich zmęczonych towarzyszach. Wszyscy żyli, to było pewne. Ten najazd był skazany na klęskę, tylko czemu... - zastanawiał się Jalynfein – przecież czekaliśmy z okupem. Po co atakowali... Jeszcze raz zerknął na przyjaciół. Ich miny były równie zamyślone. Co chcieli w ten sposób osiągnąć? – Jalynfein zadumał się ponownie, gdy ciszę zakłócił gwizd dziesiątek przelatujących strzałek.
Kryć się! Uciekać! – ktoś krzyknął.
An Lor Xen – wyszeptał pospiesznie dwa razy Jalynfein rozmywając siebie i swego wierzchowca. Przewracał oczyma szukając miejsca, skąd wylatują pociski.
Vas Ort Flam – ognista eksplozja zatrzęsła drzewem z którego spadło kilku dzikusów. Rozległo się świszczenię otwierających się portali. Ponowna fala ciał wylała się z magicznych wrót. Po kilku minutach samobójczego ataku plac bitwy wyglądał jak  basen pełen krwi w wampirzym zamku.
Jalynfein wciągnął energicznie powietrze nozdrzami. Cos było nie tak. Powietrze cuchniało metaliczny zapachem krwi, ale to nie było to. Konsystencja powietrza, zbyt gęste... Jalynfein popędził konia czym prędzej przed siebie. Obejrzał się przez ramie, towarzysze opadli bezwładnie na swych wierzchowcach.
Kal Vas Xen Hur – wiatr przybrał na sile, mała trąba powietrzna wyrosła przed magiem z której zrodził się żywiołak powietrza. Jalynfein wsadził głowę w jego niematerialne cielsko.
Ruszaj za mna! – nakazał
Na schodach do banku stała mała przygarbiona postać, ściskała w rękach sękaty kostur, a twarz przykrywała zdobiona maska.
NIE ZAPOMINAJCIE O NAS – krzyknął szaman dzikusów – NIE ZAPOMINAJCIE! – dodał ponowię tym razem bardziej złowieszczo.
Jalynfein mierzył czarownika gniewnym wzrokiem wydychając powietrze z przyzwanego stworzenia.
Nie zapomnimy... - rzekł – tyle, że to gorzej dla was – dodał w myślach.
Czarownik znikł zostawiając po sobie tylko skrzypliwy rechot.
Wracaj do swego świata. Uwalniam Cię. – fala świeżego powietrza zalała okolicę, wywołana wybuchem odwoływanego żywiołaka.
Chwilę później sparaliżowane ciała obrońców Papui zaczęły się poruszać. Zmęczeni, spoceni i wybrudzeni, ale zdawało się ze wszyscy cali – Jalynfein oceniał gromadę wojowników, skierował wzrok na Norielna. Nie wyglądał on najlepiej. Ociekający potem mag chwiał się w siodle swego wierzchowca.
Dobrze się czujesz? – zapytał Jalynfein.
Nie bardzo – odpowiedział Norieln pokazując strzałkę z dmuchawki – To z mej szyi – dodał powoli.
Idź do znachora – odpowiedział Jalynfein.- Ja się przejdę do Domu Rozkoszy tam odpocznę i przemyśle kilka spraw. Wam tez się przyda odpoczynek, jutrzejszy dzień może być ciężki...

Aruv

Wielki wódz dzikusów od dawna wyczekiwał tego momentu. W końcu któreś z miast postanowiło pertraktować na ich warunkach. Przygotujcie odpowiedni oddział, osiodłajcie jaszczury. Dajcie znać wielkiemu szamanowi, że skorzystamy z jego usług.

Aruv

Wielka walka.

Oddziały plemienia dzikusów stały przygotowane do walki. Między nimi krążyli Arcyszaman, Wielki łucznik i sam Wódz - Trujące spojrzenie. Wiedzieli, że wrogowie się zbliżają, toteż wezwali swego najsilniejszego sojusznika - wynaturzoną wyvernę, Karafa. Tej nocy dzikie instynkty zetrą się z potęgą metalowych ostrzy i potężnej magii.



***

Dziękuję za zabawę, tym samym problem męczących dzikusów został rozwiązany dla wszystkich miast. ;)