Krysztalowy Golem

Zaczęty przez zolta, 2006 03 13, 17:10:52

Poprzedni wątek - Następny wątek

zolta

Rozdzial 1 - Narodziny

Wieczorne niebo przeciela smuga zielonkawego swiatla. Z nienznanego kierunku w strone Sossarii gnany nieznanym celem mknal krysztal niespotykanej twardosci i o nieziemskim ksztalcie.
Z potezna sila udezyl w piaski pustyni.
Zaporogramowany by osiagnac cel rozpoczal swoja wedrowke...



odcinek pierwszy lecz nei ostatni.
dziekuje wszystkim za udzial w prologu.

IN STEEL WE TRUST

Remember remember the fifth of November
Gunpowder, treason and plot.
I see no reason why gunpowder, treason
Should ever be forgot...
[/i

Vaster

Vaster słysząc przeszywający gwizd wybiegł z kopalni. Ujrzał zielonkawe światło które pędziło w kierunku pustyni.
Szybko pobiegł do banku, ubrał się w zardzewiałą zbroję płytową, wziął konia od tresera i pobiegł tam, gdzie kierowało się owe zielone światło.
W połowie drogi usłyszał tylko przerażający huk i spadł z konia oszołomiony.
Nauważył także, że zielonkawa smuga znikła z nieba.
Wsiadł na konia i jak najszybciej pognał w kierunku pustyni.
Na miejscu zdarzenia spotkał grupke osób, stojących koło jakiegoś dużego kryształu i debatująch na tym, co mają robić dalej.

Sam kryształ, wydawał sie byc wyjatkowy, nie tylko  z powodu jego rozmiarów ale także wyglądu, gdyż ciągle pulsował oślepiającym zielonym światlem i wydawał się być "żywy".
W momencie gdy Vaster dostrzegł kryształ, usłyszał co mowią inni ludzie.
- Stopmy go używając płomienia! Krzyczeli magowie.
- Tak, racja! Potwierdzli wojownicy.
Po chwili kryształ objęły magiczne płomienie, lecz nawet po paru minutach  grzenia się w płomieniach kryształ stał niewzruszony.
Wszyscy byli zdezorientowani.
Nagle kryształ zaczął łączyć się z jego odłamkami, które leżały wszedzie w koło.
Po jakims czasie kryształ stał się jednością z jego mniejszymi kawałkami
i zamienił się w wielkie monstrum z kryształu.
Wszyscy stali przez chwile nieruchomie, ale zanim monstrum zdążyło się poruszyć, większość zaczęła wygrażać bestii.
Lecz ona nie zwracała najmniejszej uwagi na to, co sie wokoł niej działo, poszła w kierunku gór okalających pustynie i zaczęła żłobić w skale schody, wchodzać na każdy nowo wyrzeźbiony stopień.
Nie minęła chwila, a jakiś łucznik zaczął atakować bestiee krzycząc, że chce ona uciec przed nami.
Bestia, która dostała bełtem z kuszy, mimo że nie wyrządził jej żadnych szkód odwróciła się w kierunku atakującego i zaczęła na niego szarżować...
Vaster jedynie zdążył dostrzec jak monstrum wpada w szał i zaczyna wszystkich po kolei zabijać..
Sam oddalił się od placu bitwy i poszedł przemyśleć całe zajście, gdy w tym samym czasie Stwór szalał ze złości.

Potem dopisze reszte, wybaczcie mi literówki itd jako że pisze to w znaczynym pośpiechu..
Ps. To moj pierwszy event, w jakim bralęm udział :) (Nie mowie o mass eventach typu atak gargulcow na minoc)

Marv

Po odleglym, gleboko schowanym zamku Gillesa de Reisa hulal wiatr. Martwe legowisko, odciete od oczu smiertelnikow i zabojczych promieni gorojacego nad ziemia Slonca, tonelo w nienaturalnym spokoju. jedynie umieszczona gdzies gleboko w piwnicach sala cwiczebna co raz rozbrzmiewala odglosami wyladowan magicznych. Tam bowiem nasi bracia i siostry podnosili swe umiejetnosci.
W innym pomieszczeniu, na zdobionych fotelach ustawionych niedaleko skrzyn bankowych siedzialy 3 wampirzyce. Piekne i powabne, przedstawicielki jedynego, zenskiego, wampirzego rodu.

- Zrobmy cos - Mruknela mala Aiko, ktora siedziala przy stoliku z glowa oparta na lokciach - Zrobmy zrobmy zrobmy !
- Spokojnie - Andrea spojrzala na zegarek - Cierpliwosci. Przyplyw mocy nadejdzie niebawem. Teraz pozostaje nam czekac.
- A jak sloneczko zajdzie, to co bedziemy robic ? no co ? Musimy wiedziec z gory.. - kontynuowala zniecierpliwiona Aiko.
- Cos sie wymysli... - rzucila Andrea.

5 years later.... nie zaraz, wroc. Kilka minut pozniej....

- Pobudka dziewczyny - Yaineil szturchnela siostry - Czas nadszedl. Nie spac. Idziemy.
- O! Nareszcie ! Zglodnialam, upuscmy troche krwi.
- Zwiedzimy jakies lochy. Moze.. przy okazji trafi sie jakas kolacja. Jak nie to zrobimy tylko zapasy.

Jak postanowily, tak zrobily. Minelo pol nocy, moze wiecej. Niebo bylo czarne. Siostry opuscily lochy, skierowaly w kierunku Minoczanskich gor.
Nagle na niebie pojawila sie jasna luna. Na ciemnym tle byla nadwyraz widoczna. Poruszala sie. Kometa ? Mozliwe. Leciala nad miastem. Coraz szybciej i szybciej. W koncu zniknela za horyzontem. Po kilku minutach dalo sie slyszec ogromny huk, a seledynowy blask na ulamek sekundy rozswietlil cale niebo.

- Widzialyscie to ? - za plecami siostr rozlegl sie znajomy glos
- Tak Sionie. Co to bylo ?
- Przekonajmy sie. Lecialo w kierunku pustyni. Gdzies tam musialo sie rozbic. - Wampir wykonal kilka malo skomplikowanych ruchow dlonia, po czym natychmiast pojawila sie ksiezycowa brama. - Wchodzic.

Niebo stawalo sie coraz jasniejsze. Blada luna budzacego sie Slonca pojawila sie na wschodzie i stawala sie coraz mocniejsza.
4 wampiry, obdarzone jeszcze swoja nadnaturalna moca przeczesywaly pustynie w poszukiwaniu komety.

Slonce wzeszlo

- Mam ! - krzyknal Sion. Wampirzyce ruszyly w jego kierunku. Znalezli.
Ogromny seledynowy krysztal wystawal spod schlodzonego noca piasku pustyni. Dymil. Pulsowal mocnym, oslepiajacym swiatlem. Fascynowal swoim pieknem, rozmiarem, barwa. Jak wszystko co niespotykane.

Po chwili rozlegl sie tetent zblizajacych sie jezdzcow. Grupka ludzi na smokach, zukach, widmowych wierzchach, uzbrojona i odziana w seledynowe plaszcze, takie jak krysztal, niezwykle szybko przedzierala sie przez piaski pustyni. Kiedy dotarli na miejsce, zdawaloby sie, ze piekno krysztalu nie oczarowalo ich za bardzo. Zwykle, ciezko zlapac dech i wyrzec cokolwiek wobec czegos tak niespotykanego. Oni natomiast rzekli niezwykle duzo. Natychmiast skierowali swoj wzrok na 3 kobiety i mezczyzne skupionych wokol krysztalu. Magiczne inkantacje, szepty, strumienie energii, slowa zaklec.

- Uciekamy siostry... wystarczy, ze musialysmy walczyc ze sloncem...
There's nothing to lose, when noone knows Your name...

Alkus

-Przeklete szkielko.. jak zawsze musialo wcisnac sie tam, gdzie nie powinno... jak nie jakis przepaskudny diablik, tak cholerne szczescie. Gdyby to jeszcze jaka cycata blondynka.. ale nieeee to sukub.. jak nic, to sukub... - maly gnom potarl swoja brode po pas i delikatnie pomacal sie po wydatnym brzuszku. Sierpowaty usmiech ksiezyca oswiecal juz tylko w polowie plachte nocy. Horyzont zwijal noc na codzienna, okresowa beleczke czasu. Pare o wiele wiekszych od niego ludzi przecisnelo sie przez niego, delikatnie mowiac, konwersujac na jego temat (nie bede tutaj mowil, ze kazde zdanie bylo przesiakniete siarczystymi przeklenstwami i wymianami niepochelbnych opinii na temat jakiejs maszyny). W kazdym razie, gnom, jak to gnom, przycisniety do egzystencjonjalnego murku przez ciekawosc musila zobaczyc, co za zbiegowisko."

Heh... Fajnie bylo nawet :P to przypadek, ze tam gnom wyladowal, a i z zolta sie czasem zmienialismy :D dziekuje mu za to, ze moglem uczestniczyc w tym kwescie... zwlaszcza z miejsca z "gory" ;] [/i]
the only thing worse than evil is apathy.

zolta

Rozdzial 2 - Wędrówka

Kierowany gwiazdami i wewnetrznym zaprogramowanym pragnieniem dazyl ku swojemu przeznaczeniu. Towarzyszyla mu powiekszajaca sie z czasem grupka gapiow ktorzy probowali rozwikalc zagadke istnienia Golema. Jednak on wiedzial ze nic nie moze stanac mu na przeszkodzie. Nikt z obecnych, procz moze kaplana w bieli nie przykul uwagi Golema. Jedynie ten starzec.
Odezwal sie do niego w jezyku jego panow. Golem zatrzymal sie wiec oczekujac na rozkazy. nie otrzymal ich w okreslonym czasie, rozpoczal wiec swoja powolna wedrowke dalej. Az wsrod koron drzew zaczal przeswitywac cel jego wedrowki. Reagujac na pojawialjacy sie cel, zaprogramowane dzialanie zaczelo przygotowywac Golema na wypelnienie zadania...

IN STEEL WE TRUST

Remember remember the fifth of November
Gunpowder, treason and plot.
I see no reason why gunpowder, treason
Should ever be forgot...
[/i

UnknOwn

Podoba mi sie oryginalnosc pomyslu, krysztal troche mi Solarijski Ocean  Lema przypominal. Sam musialem niestety zniknac w trakcie ale i tak niewiele bym zrobil - gdyz mam zastrzezenie pewne odnosnie samej przygody - brak interakcji - prosil bym was Zolta i Alkus na przyszlosc o przykuwanie troche wiekszej uwagi do dzialan graczy. Nie chce sie bawic w moralizatora, bo taki quest to sporo roboty, ale gdyby dawac odpowiedzi na czynnosci graczy to gracze mogli by podjac jakies kroki, nie tylko obserwowac. Chyba ze to tylko moje odczucie. Kilkakrotnie probowalem zdobyc jakies informacje, dotykajac krysztalu, starajac sie wyczuc jego Valir, czy aure magiczna - niestety nieotrzymalem zadnych informacji 'odgornie' odnosnie moich odczuc co do tych dzialan - wiec stalem sie 'gapiem' zdarzenia - jak golem zareagowal na jezyk runiczny - to dawalo jakies mozliwosci - nie mowie ze miala sie fabula zmieniac, moglo sie zdarzyc wszystko co sie zdarzylo, tylko odpowiedz na akcje graczy ze strony GMow wywolala by interakcje, ktora dala by przeciez tak wazne uczucie kreowania rzeczywistoasci UO.

Gratulacje ogolnie za rozbudowany opis i przedstawienie wyrafinowanej konstrukcji golema oraz za kreacje Gnomiego Wynalazcy.

Starzec stanal na przeciw poteznej istoty, podnisol wzrok a jego glos przybral nieznany innym do tej pory odcien - na swoj dziwny sposob demoniczny, potezny ale zarazem jednak niebudzacy grozy - i przemowil do stworzenia slabo mu znanym jezykiem runicznym Bogow: Welcus Monsterus Grandus, Spekus Aidis Wus Maiseum Jurneus. Bestia spojrzala swoimi slepymi ciemnymi oczyma prosto w Starca, bez wyrazu, bez zdradzania najmniejszej mysli, bez uczuc - spogladala tak, jakby sluchala jego slow albo samej ich formy. Starzec doskladal ostatnie zdania i spojrzal znaczaco na bestie oczekujac odpowiedzi. Chwile to trwalo jak spogladali prosto na siebie, a moze i cala wiecznosc czas jakby gdzies obok sie usytuowal i omijal cale zdarzenie. Przez ta krotka a zarazem dluga chwile istota w jakis niesamowity sposob zawladnela zmyslami Starca, ktory skupiony byl tylko na niej. Nagle dziwna magiczna atmosfera pekla, jakby nigdy jej nie bylo, jakby tylko uroila sie w glowie starca. Rozejrzal sie do okola, istota juz wedrowala w kierunku Stolicy bardzo powolnym, ciezkim krokiem. Zbior gapiow podarzal za istotą, Starzec stal jakby troche oszolomiony, z boku dobiegal niewyrazny, przytlumiony glos wojownika: Kaplanie, bestia ruszyla! Starzec potrzasnal szybko glowa chcac doprowadzic sie do trzezwosci. Spojrzal na glebokie slady w ziemi wyzlobione przez poteznej wagi istote, slady bedace zapisem drogi, ktora bestia przebyla i która ma przebyc zgodnie z zapisanym w gwiazdach swoim przeznaczeniem.

Dziekuje za zabawe i pozdrawiam.

zolta

Rozdział 3 - Cel
Golem zblizyl sie do miasta, jego zachowanie bylo coraz dziwniejsze, krysztalowe dotad oczy zmienialy sie w lustzrane kamienie bacznie obserwujace okolice.
Towaszyszacy mu od dluzszego czasu ludzie byli zdziwieni jego zachowaniem, wczesnej tylko chyba jedna osoba widziala agresywne zachowanie wiec reszta nie dawala wiary jej opowiesciom, przeciez do tej pory Golem zachowywal sie tak spokojnie.
Jednak to co zdazylo sie potem bylo niczym koszmarny sen.
Golem widzac straznika miasta z glosnym piskiem przeszywajacym cialo do szpiku kosci rzucal sie na niego i swietlistym piorunem nichilowal jego cialo, po czym przybieral forme krysztalu.
Przerazenie jakie malowalo sie na twarzach zebranych rowne bylo beznadziejnosci panujacej sytuacji, jakiekoliek proby powstrzymania potwora konczyly sie niczym, potwor poprostu parl na przod kierujac sie gwiazdami do wyznaczonego celu, a celu tego jeszcze nikt nie znal.
Jeszcze bo juz niedlugo  mieli odkryc przrazajaca prawde, gdy golem dotarl przed brame zamku i jednym ruchem wyrwal z zawiasow krate wszystko stalo sie jasne... Swiadomosc celu Golema zmrozila towarzyszacych mu ludzi.
Obmyslili pewien plan...

IN STEEL WE TRUST

Remember remember the fifth of November
Gunpowder, treason and plot.
I see no reason why gunpowder, treason
Should ever be forgot...
[/i